POLSKI ANTYMILITARYZM W LATACH 80-TYCH

Chcąc opisać jak najpełniej i, w miarę możliwości, jak najdokładniej zjawisko walki z przymusem służby wojskowej w Polsce w latach 80-tych, należałoby zacząć od jej początku, co w przypadku każdego tekstu pretendującego do miana rysu historycznego jest nie tylko mało oryginalne, ale też w pełni uzasadnione. Początek zjawiska wyprzedza bowiem powstanie Ruchu "Wolność i Pokój" o parę lat. I mimo, iż WiP był niewątpliwie największą i najgłośniejszą organizacją antymilitarną w Polsce, wolnościową krytykę wojska jako instytucji zapoczątkowali uczestnicy zawiązanego w czerwcu 1983 r. w Gdańsku Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego. Niniejszy rys historyczny zaczynam więc od stanowiska RSA, nie wykluczając jednak wcześniejszych aktów sprzeciwu wobec militarnej machiny LWP (na początku lat 80-tych działali np. hippisi skupieni wokół "Wydawnictwa Pacyfistycznego" z Krakowa). Indywidualne postawy obywatelskiego nieposłuszeństwa z pewnością miały miejsce wcześniej, zwłaszcza pośród świadków Jehowy, jednakże nie one (same) są tematem tego tekstu. To, co stara się on opisać, to sprzeciw zorganizowany, to ruch społeczny, który zawiązał nieformalną organizację w celu reprezentacji siebie i który na sprzeciwie nie poprzestał - wręcz przeciwnie, stał się on punktem wyjścia i metodą walki dla osiągnięcia konkretnie postawionych postulatów. Dlatego właśnie ta wspólna, skoordynowana walka, której elementem (inna sprawa, że kluczowym) były jednostkowe akty sprzeciwu, zajmie tutaj najwięcej miejsca.

Tak też pierwszym zorganizowanym głosem sprzeciwu wobec armii staje się, podpisana przez Janego Waluszkę (A. Rabe), Wojciecha Jankowskiego - Jacoba (J. Delimski), Cezarego Waluszkę (P. Łubik) i Krzysztofa Skibę (M. Pecko) "deklaracja ideowa" RSA. Idee szybko przekształcają się w jasny postulat: zniesienia przymusu służby wojskowej. Pierwszym etapem miało być wywalczenie prawa do cywilnej służby zastępczej. Kolportowana wówczas ulotka kończy się słowami: "(...) Walkę o zniesienie przymusu służby wojskowej i możliwość odpracowania jej wygrali już nasi bracia w NRD. O tym, czy uda się to również nam - zadecyduje Twoja postawa. RUCH SPOŁECZEŃSTWA ALTERNATYWNEGO".

W późniejszej, znacznie rozszerzonej wersji Jerzy Delimski (czyli Jacob) postuluje jako cel likwidację wojska w ogóle, szeroko argumentując go względami:
1. etycznymi
2. społeczno-politycznymi
3. ekonomicznymi
4. egzystencjonalnymi

W tym czasie następuje już pewne zacieśnienie współpracy wokół sprawy wojska między działaczami z różnych miast. Jest rok 1985. Prawdziwą zadymę rozpoczyna skazanie na 2,5 roku więzienia Marka Adamkiewicza za odmowę złożenia przysięgi niezgodnej z jego sumieniem i przekonaniami. Wiosną '85 zawiązuje się w Krakowie RUCH "WOLNOŚĆ i POKÓJ". Dołącza do niego grupa głodująca w Podkowie Leśnej w obronie Adamkiewicza. Ośmiu jego kolegów inicjuje akcję odsyłania książeczek wojskowych na ręce Ministra Obrony Narodowej, jako protest przeciwko uwięzieniu Marka, jednocześnie domagając się jego uwolnienia oraz wprowadzenia zasady dobrowolności przysięgi jak i umożliwienia tym, którzy ze względów etycznych lub politycznych nie chcą służyć w wojsku - odbycie służby cywilnej. Akcja robiona jest już pod szyldem WiP-u.

Latem '85 WiP kontaktuje się z gdańskim RSA, którego uczestnicy przyłączają się do akcji odsyłania książeczek, protestując przy tym nie tylko przeciw rocie przysięgi, ale i służbie wojskowej w ogóle, do czego z czasem przekonał się ruch WiP. Do października '85 książeczki wojskowe odesłało 10 osób: J. Czaputowicz, J. Dubiel, K. Galiński, W. Jankowski, A. Miszk, T. Klincewicz, M. Kuroń, J. Nakielski, P. Niemczyk, J. Taran. Jednocześnie gdańskie RSA przekazuje WiP-owi swoje propozycje n.t. wypracowania wspólnej płaszczyzny ideowej wraz z konkretnymi postulatami i swoim stanowiskiem. WiP akceptuje postulaty gdańszczan i dochodzi do spotkania w Krakowie oraz Machowej k. Tarnowa, gdzie 17 listopada '85 r. zostaje podpisana Deklaracja Ideowa Ruchu "Wolność i Pokój". Podpisują ją przedstawiciele z Gdańska, Krakowa, Warszawy i Wrocławia. Deklarację otwierają słowa:

"Ruch 'Wolność i Pokój' powstał jako wyraz przekonania, że cele stawiane sobie dotąd przez istniejące instytucje i organizacje niezależne nie obejmują wielu zjawisk, wobec których nie powinni zostać obojętni ludzie dobrej woli".

Dalej Ruch dokonuje samookreślenia ideowego prezentując trzy podstawowe fundamenty swojego działania. Pierwszym staje się walka o prawa obywatelskie, wolność religijną i niepodległość narodową. Drugim - uświadomienie Polakom zagrożenia wojną jądrową, problemu militaryzmu i militarystycznego wychowania, a także dążenie do ograniczenia tych zjawisk w kulturze. Trzecim zaś fundamentem była dla WiP-u popularyzacja wiedzy ułatwiającej człowiekowi odnalezienie sensu życia i swego miejsca w świecie, którą to wiedzę Ruch pragnął czerpać z osiągnięć etyki chrześcijańskiej, psychologii humanistycznej, filozofii Wschodu i innych kierunków myśli ludzkiej traktujących człowieka podmiotowo.

Dokument, (choć, jak na WiP, to nieco zbyt poważna nazwa) przyjęty został w Machowej w swej dalszej części wymieniał siedem głównych zagadnień, którymi chce się zajmować organizacja. Były to:

1. Prawa człowieka
2. Wyzwolenie narodowe
3. Zagrożenie wojną, międzynarodowy ruch na rzecz pokoju
4. Ochrona środowiska
5. Głód na świecie, pomoc charytatywna
6. Rozwój człowieka
7. Tolerancja

Jak widać ramy światopoglądowe i programowe Ruchu "WiP" były bardzo szerokie, jednak, jak często podkreślali sami działacze, różnorodność wewnątrz Ruchu była jednym z jego głównych atutów. WiP-owi nigdy nie chodziło bowiem o "czystość w łonie partii" lecz o skupienie jak największej ilości ludzi z różnych środowisk wokół konkretnego, palącego problemu - militaryzmu oraz jasnych postulatów - np. służby zastępczej. Wystarczała więc wspólna zgoda co do kluczowych kwestii oraz zaakceptowanie i przestrzeganie pewnych reguł postępowania, przede wszystkim sposobów wywierania nacisku na Ruch. Szczególną bowiem wagę przykładał WiP od samego początku istnienia do metod działania i ich jednej podstawowej zasady, tj. postawy non-violence, działalności pokojowej, bez użycia siły i przymusu, których połączeniem jest przemoc. W deklaracji ideowej zapisano:

"Ruch "Wolność i Pokój" uważa za podstawowy środek walki ze złem, walkę bez przemocy. Stanowi ona najtrudniejszą, ale najsłuszniejszą drogę do wywalczenia przez społeczeństwo swoich praw. Konieczne jest wypracowanie metod walki bez przemocy, które byłyby skuteczne w warunkach komunistycznego totalitaryzmu".

Deklarację tą uzupełniało jednak w następujących linijkach stwierdzenie, że "w sytuacjach wyjątkowych, np. zagrożenia życia, zwłaszcza kiedy dochodzi do masowej eksterminacji (jak narodu żydowskiego podczas II wojny światowej czy kambodżańskiego podczas rząd Pol Pota) człowiek ma moralne prawo odwołać się do przemocy".

Jednakże takich wyjątkowych sytuacji w drugiej połowie lat 80-tych w Polsce nie napotykano, toteż działalność WiP-u była utrzymana całkowicie w duchu non-violence (no, może z wyjątkiem "szkoły krakowskiej"...). aktywność obejmowała więc wszystkie pokojowe środki: myśl, mowę, uczynek i zaniedbanie. Akcje uliczne WiP-u przybierały głównie postać pikiet pokojowych, sittingów, czasem uczestnicy używali formy happeningu, jak np. w przypadku zadym przeciwko budowie elektrowni atomowej w Żarnowcu. Ani razu, żadna akcja WiP-u nie wywołała zamieszek ani bijatyk, co w warunkach ulicy PRL lat 80-tych często było nie lada osiągnięciem. Kilka razy dochodziło do sytuacji, w której WiP-owcy musieli pertraktować z niepacyfistycznie nastawionym tłumem, aby pozwolono ich spokojnie zwinąć. Taka konsekwentna postawa wywoływała nierzadko mieszane uczucia pośród wielu podziemnych zadymiarzy, WiP jednak nigdy nie zszedł z obranej drogi. WiP-owcy twardo stali na stanowisku, ze tylko zdeterminowana i konsekwentna postawa pokojowa może ukształtować jasny i przede wszystkim pozytywny obraz Ruchu jako organizacji autentycznie pacyfistycznej. I taki obraz niewątpliwie wypracowali.

Powróćmy jednak do roku '85. wkrótce po podpisaniu deklaracji ideowej uczestnicy WiP napotykają na pierwsze represje ze strony władz, związane z akcją odsyłania książeczek wojskowych. Do więzień aktywiści trafiają już jako WiP-owcy. Ponieważ niektórzy odmawiali tez służby wojskowej, wyroki bywają duże. W Gdańsku oprócz Miszka i Gala siedzi Wojtek "Jacob" Jankowski, który dostał 3,5 roku + 3 miesiące (bonus za książeczkę). Przeciętny wyrok za odesłanie dokumentu wynosi 3 miesiące. Represje przybierają różna formę - we Wrocławiu np. zostaje relegowany z Akademii Medycznej Marek Krukowski za odmowę złożenia przysięgi. Do października '86 trwa walka o uwolnienie zatrzymanych (akcje uliczne - sittingi, petycje itp.), kiedy to, na mocy amnestii, wychodzą wszyscy uwięzieni jeszcze działacze WiP-u. W więzieniach pozostają jednak nadal setki "anonimowych" świadków Jehowy, co WiP od początku stara się nagłośnić. W listopadzie '86 r. wychodzi w Gdańsku pierwszy numer nieregularnika WiP-u "A Cappella". Na pierwszej stronie pod zdjęciem z warszawskiego sittingu zamieszczony zostaje wstęp - motto: "CHODZI O TO ażeby urzeczywistniał się swobodnie ten idealny wzór życia, który nosimy w sobie, ażeby nasze potrzeby i nasz sposób pojmowania nie były hamowane i wypaczane przez interwencję obcego przymusu. Chodzi mi o to nie dlatego, że uważamy swoje ideały za bezwzględnie rozumne, doskonałe i obiecujące powszechne zbawienie, lecz dlatego tylko, że są nasze, ze stanowią naszą własną naturę moralną, która dla nas przez nic innego zastąpiona być nie może i którą przez to samo musimy bronić od zagłady. Dobro, w które wierzymy nie przedstawia się wtenczas jako absolutne, bezwzględne, lecz jest nim dlatego tylko, ze tkwi w potrzebach naszych, ze jest tym wzorem życia, którego zaparłszy się musielibyśmy zarazem zaprzeć się samych siebie, tj. zginąć moralnie". Tyle Edward Abramowski. Próżno i darmo, ale niektórzy ludzie w swoim idealnym wzorze życia nie maja miejsca na wojsko. I nie pomaga tu tupanie tradycjonalistów ani ględzenie starych bab o prawdziwym mężczyźnie, którym zostaje się dopiero "po wojsku" (tak jakby w wojsku uczono kama-sutry, a nie regulaminów). Nie chcemy iść do wojska. I mamy nadzieję, ze w tym pisemku uda nam się wyjaśnić - dlaczego".

"A Cappella" ukazywała się do samego końca działalności trójmiejskiego WiP-u, a ostatni 19 numer wyszedł jesienią '89. nakład pisma wahał się od 1 do 3 tysięcy egz., zaś jego objętość od 4 do kilkudziesięciu stron. Ukazało się też wraz z "A Cappellą", bądź jako kolejny numer, kilka wydań w formie ulotki, np. w związku ze strajkiem w stoczni gdańskiej, w którym uczestniczył WiP Trójmiasto. Oprócz publikowania artykułów "programowych", polemik, tekstów historycznych oraz okołotematycznych (anarchizm, kultura alternatywna, poezja, feminizm, ekologia, kontakty zagraniczne, wywiady itp.) "A Cappella" była przede wszystkim forum prezentacji działalności WiP-u w całej Polsce i przekaźnikiem rzetelnych informacji o ludziach odmawiających służby i o aktualnie siedzących więźniach sumienia. A było o czym informować, wraz z rozwojem WiP-u więcej jest odmawiających osób, więcej akcji i kolegiów. W grudniu '86 odbywa się demonstracja "Rock dla pokoju, 2-3 lata w woju" przed gdańską halą Olivia, w której trwa koncert "Rock dla pokoju". 10 osób dostaje kolegia. W styczniu '87 odbywa się konferencja prasowa rzecznika MON, która jest pierwsza odpowiedzią władz na działania prowadzone przez WiP od niemalże 2 lat. Padają tajemnicze słowa o "stwarzaniu różnych możliwości", "pójściu na rękę" i "kierowaniu do służb zastępczych". Nie ma jednak żadnych zmian w ustawie, sprzeciw sumienia jest wciąż karalny. List z lutego '87 do rady Konsultacyjnej MON podpisany przez 11 objectorów z WiP-u, proponujący konkretne rozwiązania prawne zostaje przekazany... Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Trwa więc "alka na pisma" ludzi z całej Polski, którzy składają oświadczenia, domagają się, motywują itd. W odpowiedzi grozi im się tzw. konsekwencjami prawno-administracyjnymi, często podając nieprawdziwe informacje. W Polsce odbywa się dużo akcji ulicznych WiP-u. "Kolegia nie zniszczą Ruchu WiP" - Kraków, "Przysięga wojskowa ważniejsza od przysięgi Hipokratesa?" - Wrocław, "Ekstra mocne - Police bez filtra" - ekologiczna w Szczecinie, WiP trójmiejski zaczyna organizować kampanię antyżarnowiecką, odbywa się pierwsze zbieranie podpisów na mieście. Zgodnie ze złymi przeczuciami WiP-owców i wbrew styczniowym oświadczeniom MON-u lato '87 przynosi nową, największą w historii Ruchu fale aresztowań. We wrześniu odbywa się w Bydgoszczy siedmiodniowa głodówka w sprawie uwolnienia więzionych działaczy WiP-u. Uczestniczy w niej 79 osób z całej Polski. Do końca roku liczba skazanych i zamkniętych WiP-owców wzrasta do kilkunastu. Organizowane są liczne akcje protestacyjne: demonstracje, odsyłanie książeczek wojskowych. W grudniu '87 dzięki współpracy z Partią Radykalną w ośmiu krajach Europy ma miejsce dwutygodniowa głodówka w obronie uwięzionych. Do maja '88 mnożą się protesty, zadymy. Ekipy WiP-owskich zadymiarzy jeżdżą po całym kraju, dlatego okres ten był chyba czasem największej konsolidacji Ruchu "WiP". Ale i sytuacja była nie na żarty, mnóstwo ludzi za kratami, z czego najpoważniejsza była sprawa Sławka Dutkiewicza z Bydgoszczy, który głodował od dnia aresztowania tj. 12 listopada 1987 i był przymusowo dokarmiany. Oprócz Sławka pozostałymi odsiadującymi wyroki WiP-owcami byli w tym czasie: Jacek Borcz, Marek Mazurek, Tomasz Żmuda-Trzebiatowski, Oskar Kasperek, Piotr Różycki, Piotr Bednarz, Mariusz Bajda, Rafael Budzbon, Krzystof Gotowicki, Leszek Klepacki, Piotr Zdrzynicki, Jan Ryl, Wojtek Woźniak, Kazimierz Sokołowski. Ruch "Wolność i Pokój" obejmował już wówczas kilkanaście ośrodków w całej Polsce: Gdańsk, Poznań, Warszawa, Kraków, Wrocław, Opole, Bydgoszcz, Szczecin, Łódź, Czeętochowa, Kołobrzeg, Gorzów.

Wreszcie 13 lipca '88 władze nowelizują ustawę o powszechnym obowiązku obrony. Wszyscy więźniowie otrzymują propozycję odbycia cywilnej służby zastępczej i wychodzą na wolność. Zmiany zaczynają obowiązywać 1 września. Nie ulega wątpliwości, ze jest to ogromny sukces WiP-u, jednak droga administracyjna i sposób realizacji prawa do służby zastępczej szybko budzi sprzeciw działaczy Ruchu. Służba zastępcza trwa o połowę dłużej niż wojskowa (3 lata), a w przypadku absolwentów uczelni jeszcze raz tyle co studium wojskowe (2 lata). Ludzie kierowani są do miejsc odległych od swojego miejsca zamieszkania, otrzymują zaniżone stawki płac i przysługują im minimalne urlopy. Procedura realizacji prawa sprawia wrażenie represji, a nie rozwiązania kwestii społecznej. Ludzie odbywający służbę zastępczą organizują się w Gdańsku, Szczecinie i na Warmii w Zawodowy Związek Federacyjny, który działa na rzecz podwyżki płac (skutecznie, osiągając cel) i poprawy warunków odbywania służby zastępczej w ogóle, ale to już nieco później. Tymczasem wielu ludziom utrudnia się otrzymanie służby zastępczej wprowadzając w błąd i wykorzystując zawiłą procedurę podań, wielu też po prostu odmawia się przyznania służby zastępczej. Dlatego też najwięcej wątpliwości budzi sposób weryfikacji "przekonań moralnych i religijnych nie pozwalających poborowemu na odbycie przeszkolenia w armii", tj. arbitralna decyzja komisji wojskowej. WiP ogłasza drugi etap walki z armią, o korzystniejszą zmianę przepisów i usunięcie militaryzmu z wszystkich dziedzin życia społecznego. Grupy WiP-u zaczynają zakładać biura porad objectorskich, w Krakowie na uczelniach wyższych rozkręca się głośna akcja bojkotu studium wojskowego, cały czas wychodzi "A Cappella", w Gdańsku działa Klub Więźnia Granic (sprzeciwiający się ograniczeniom paszportowym), dochodzi także do ogólnopolskich zjazdów Ruchu "WiP". Mimo tego nie da się ukryć, że "Wolność i Pokój" wkracza w fazę schyłku.
Rok '89 to okres stopniowej dezintegracji WiP-u, przejawiającej się przede wszystkim w przejściu wielu z dotychczasowych działaczy w inne płaszczyzny aktywności. Mimo, iż rejony tych działań często pokrywały się z postulatami "Deklaracji ideowej" WiP-u, sam Ruch powoli schodził z areny społecznej. W grudniu '88 zawiązała się Federacja Zielonych, w czerwcu '89 powstała z kolei Federacja Anarchistyczna (jako kontynuacja istniejącej od maja '88 Międzymiastówki Anarchistycznej), niedługo potem powstał polski oddział Amnesty International, wszystkie te organizacje zakładane były w dużej części przez WiP-owców; w Gdańsku skupiono swą energię na walce z Żarnowcem, wielu z kluczowych działaczy wycofało się z działalności w ogóle, część odnalazła się w nowym, poczerwcowym, systemie politycznym. Trudno dokładnie oszacować datę końca istnienia Ruchu "WiP" w tej formule, lecz myślę, iż trafnym będzie stwierdzenie, że I generacja WiP-u skończyła się wraz z odejściem lat 80-tych i społeczno-politycznej rzeczywistości tej dekady. Doszukując się przyczyn upadku Ruchu na pewno trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż był on przede wszystkim organizacją zadaniową, walczącą o realizację konkretnego postulatu. W sytuacji spełnienia głównego żądania ruchu, same niedociągnięcia administracji wojskowej nie były w stanie na dłużej utrzymać mobilizacji uczestników "WiP". Jasno określony cel czy przeciwnik zawsze konsoliduje grupę, zaś osłabienie tego bodźca zawsze wpływa demobilizująco. Książkowym przykładem jest tu sypnięcie się, rozdrobnienie i skłócenie postsolidarnościowej opozycji antykomunistycznej w Polsce po "upadku komuny". Analogia się narzuca, mam tylko nadzieję, że w WiP-ie było o tonę mniej chorych, ambicjonalnych jazd. Innym powodem rozkładu Ruchu była, jak sądzę, postępująca specjalizacja środowisk alternatywnych (głownie zadymiarzy WiP-u), co wiąże się tez niejako ze wspomnianą wcześniej różnorodnością grup wewnątrz ruchu. Doszło więc nie tylko do wyodrębnienia się poszczególnych ekip już w ramach nowopowstałych formacji, j.w., ale tez do zupełnego oderwania niektórych grup i działaczy o orientacji prawicowej z WiP-u, którzy po czerwcu '89 nie widzieli już zwyczajnie potrzeby bycia w opozycji. Niektórzy wylądowali w Unii Demokratycznej, UOP-ie itp. Dla wielu innych działaczy współpracujący dotąd z "Solidarnością" WiP (zwłaszcza wobec zdrady "okrągłego stołu") okazał się za mało radykalny, "szkoła krakowska" sięgała po walki uliczne itp. innymi nie mniej ważnymi czynnikami były chyba zmiany gruntu politycznego w '89 oraz, po prostu, wycofanie się z różnych przyczyn kilku działaczy "prowadzących", z Jacobem na czele. Tak czy inaczej WiP skończył się przechodząc do historii polskiego ruchu alternatywnego jako największa i najgłośniejsza, a przede wszystkim, najskuteczniejsza organizacja pacyfistyczna w Polsce.

Przemysław Miler
Za tezeusz.p

DEKLARACJA IDEOWA RUCHU "WOLNOŚĆ I POKÓJ - 1985 r.

MANIFEST PRZECIWKO POBOROWI I MILITARYZMOWI

W Imieniu Ludzkości,

dla dobra wszystkich cywili zagrożonych przez zbrodnie wojenne, w szczególności kobiet i dzieci, a także dla dobra Matki Natury, która cierpi wskutek przygotowań i działań wojennych,

My, niżej podpisani, domagamy się powszechnego zniesienia poboru do wojska, będącego dużym, znaczącym krokiem w kierunku całkowitego rozbrojenia.

Pamiętamy przesłanie dwudziestowiecznych humanistów:

"Wierzymy, że armie z poboru, posiadające rozbudowane korpusy oficerów zawodowych, są śmiertelnym zagrożeniem dla pokoju. Pobór oznacza poniżenie (degradację) osobowości człowieka i zniszczenie jego wolności. Życie w koszarach, dryl wojskowy, ślepe posłuszeństwo wobec rozkazów (nawet tych skrajnie niesprawiedliwych i najgłupszych) oraz rozmyślne ćwiczenie w przeprowadzaniu rzezi innych ludzi podważają szacunek dla jednostki, demokracji i życia ludzkiego.

Poniżającym dla ludzkiej godności jest zmuszanie ludzi do oddawania życia lub zadawania śmierci wbrew ich woli, zwłaszcza, gdy nie jest to skutkiem kary za ich zbrodnicze działania. Państwo, które uważa się za usprawiedliwione do zmuszania swoich obywateli do pójścia na wojnę, nigdy nie przykłada należnego szacunku do wartości życia w pokoju i szczęścia, które ono za sobą niesie. i szczęścia życia w pokoju. Co więcej, pobór sprawia, że w całej populacji mężczyzn we wspaniałym wieku zaszczepiany jest duch militaryzmu i agresji. Trenując się na wojnę, mężczyźni zaczynają uważać ją za nieuniknioną, a nawet pożądaną". (1)

"Pobór podporządkowuje indywidualizm każdego człowieka militaryzmowi. Jest formą pańszczyzny (służebności). To, że państwa i narody go wciąż tolerują, jest kolejnym dowodem jego ogłupiająceg wpływu.

Ćwiczenia wojskowe są szkoleniem ciała i ducha w sztuce zabijania. Są one kształceniem na wojnę. Służą podtrzymywaniu ducha wojennego. Hamują rozwój pragnienia pokoju". (2)

Zachęcamy wszystkich ludzi do tego, aby uwolnili się od systemu wojskowości, stosując w tym celu metody oporu bez użycia przemocy w stylu Mahatmy Gandhiego czy Martina Luther Kinga. Tymi metodami są: Sprzeciw z Powodów Moralnych (ang. Conscientous Objection) w przypadku poborowych i żołnierzy zawodowych, zarówno w czasie wojny, jak i pokoju; Obywatelskie Nieposłuszeństwo, Opór Wobec Podatków w Czasie Wojny (rozumiem, że chodzi o niepłacenie podatków w czasie wojny - przyp. tłum.), Odmowa Współpracy w prowadzeniu badań naukowo-technicznych dla wojska, produkcji bojowej i handlu bronią./

Żyjąc w erze wojny elektronicznej i manipulacji medialnej, nie możemy zwlekać ze zgodnymi z naszym sumieniem działaniami w tej sprawie. NADSZEDŁ CZAS na demilitaryzację naszych umysłów i społeczeństw, na wystąpienie przeciw wojnie oraz wszelkim przygotowaniom do niej.

Nadszedł czas, aby działać, aby tworzyć i żyć w sposób, który szanuje i chroni życie innych ludzi.

1) Manifest antypoborowy z 1926 r, podpisany min. przez Henri Barbusse, Annie Besant, Martin Buber, Edward Carpenter, Miguel de Unamuno, Georges Duhamel, Albert Einstein, August Forel, M.K. Gandhi, Kurt Hiller, Toyohiko Kagawa, George Lansbury, Paul Loebe, Arthur Ponsonby, Emanuel Radl, Leonhard Ragaz, Romain Rolland, Bertrand Russell, Rabindranath Tagore, Fritz von Unruh, H.G. Wells

(2) Przeciwko poborowi i szkoleniu wojskowemu - manifest z 1930 r., podpisany min. przez Jane Addams, Paul Birukov and Valentin Bulgakov (współpracownicy Lwa Tołstoja), John Dewey, Albert Einstein, August Forel, Sigmund Freud, Arvid Jaernefelt, Toyohiko Kagawa, Selma Lagerloef, Judah Leon Magnes, Thomas Mann, Ludwig Quidde, Emanuel Radl, Leonhard Ragaz, Henriette Roland Holst, Romain Rolland, Bertrand Russell, Upton Sinclair, Rabindranath Tagore, H.G. Wells, Stefan Zweig

Manifest można podpisać http://home.snafu.de/mkgandhi/manifesto/manifesto.htm

SPORNE INTERPRETACJE USTAWY O SŁUŻBIE ZASTĘPCZEJ

Zapisy ustawy są w praktyce interpretowane na niekorzyść poborowych w sposób wątpliwy lub nawet sprzeczny z jej ustaleniami. Tymczasem równie zasadne mogą być interpretacje odmienne. Ponadto w istotnych punktach praktyka jest w świetle tekstu ustawy nieuzasadniona.

Jedna z częstych interpretacji przyjmuje, że z ustawy wynika konieczność weryfikowania wiarygodności przekonań poborowego, a na wnioskodawcy ciąży obowiązek udowodnienia prawdziwości deklarowanych przekonań religijnych czy zasad moralnych (lub wręcz przekonania komisji poborowej o tej prawdziwości). W konsekwencji komisja poborowa może uznać, np. w toku rozmowy, deklarowane poglądy za nieszczere i odmówić służby zastępczej. Weryfikacja uzasadniana jest zazwyczaj koniecznością zapobieżenia, by służbę zastępczą odbywali poborowi, którzy chcą w ten sposób uniknąć służby wojskowej, a nie reprezentują poglądów wymaganych przez ustawę.

Tymczasem ustawa stwierdza tylko, że "wniosek wymaga uzasadnień" - nie mówi nic o konieczności udowadniania deklarowanych przekonań ani nie określa charakteru wymaganych uzasadnień. Nie stwierdza też, że komisja poborowa ma oceniać wiarygodność przekonań deklarowanych przez poborowego czy przeprowadzać z nim rozmowę. Ustawa nie mówi również, że na poborowym spoczywa obowiązek udowodnienia prawdziwości czy szczerości przekonań, i można zasadnie przyjąć, że komisja poborowa nie jest uprawniona do sprawdzania ich prawdziwości i kwestionowania. Czynności te są zatem pozaustawowe, jeżeli nie sprzeczne z ustawą.
W świetle ustawy komisja poborowa powinna jedynie stwierdzać, czy deklarowane w pisemnym wniosku poglądy poborowego mają charakter "przekonań religijnych albo wyznawanych zasad moralnych", w świetle których odbywanie służby wojskowej jest nie odpowiednie. Również argumentacja, że sprawdzanie prawdziwość deklarowanych przekonań ma na celu zapobieżenie, by ze służby zastępczej nie korzystały osoby pragnące uniknąć w ten sposób odbycia służby wojskowej, ma charakter pozaustawowy. Skoro ustawodawca nie wprowadził zapisu mówiącego o konieczności weryfikowania przekonań poborowego, być może nie leżało to w jego intencji i raczej liczył się z możliwością nadużyć ze strony poborowych, niż przyznawał komisjom poborowym uprawnienia prowadzące do nietrafnych decyzji na niekorzyść poborowego.

Warto zwrócić uwagę na uzasadnienie wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego (Ośrodek Zamiejscowy we Wrocławiu) z 17 kwietnia 1991 roku, wydanego na korzyść poborowego, któremu rejonowa komisja poborowa odmówiła skierowania do służby zastępczej, gdyż "nie wykazał ugruntowanych zasad moralnych powodujących konflikt jego sumienia w przypadku powołania do odbycia służby wojskowej".

Wnioskodawca pisał, jak relacjonował NSA: "[...] że jest sympatykiem ruchu Wolność i Pokój, nie chce mieć nic wspólnego z organizacjami, których działalność może polegać na zabijaniu ludzi i agresji, sprzeciwia się porządkowi, w którym człowiek może wydawać rozkazy zabijania innemu człowiekowi, nie jest natomiast przeciwnikiem służby wojskowej zawodowej i ochotniczej, pełnionej z woli zainteresowanego, a skierowanie go do służby zastępczej przyniesie więcej pożytku niż odbywanie służby wojskowej".

Sąd orzekł: "Opierając się na brzmieniu art. 198 ust. o powszechnym obowiązku obrony należy podnieść, że przekonania religijne i wyznawane zasady moralne stanowią niewątpliwe korelaty wolności wyznania i wolności sumienia, podniesionych w art. 82 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej do rzędu prawa obywatelskiego. W konsekwencji tego niepodobna zgodzić się z poglądem, by skierowanie poborowego do odbycia służby zastępczej uzależnione było od uznania komisji poborowej".

Sąd stwierdzał ponadto, że przepisy ustawy "[...] nie stwarzają również podstaw do przyjęcia, że na poborowym ciąży obowiązek udowodnienia, uprawdopodobnienia czy też wykazania, że odbywanie przez niego służby wojskowej pozostaje w oczywistej sprzeczności z jego poglądami religijnymi czy też wyznawanymi zasadami moralnymi i budzi rzeczywisty konflikt jego sumienia".

W myśl orzeczenia sądu uzasadnienie wniosku składanego przez poborowego powinno polegać na "określeniu w nim przekonań religijnych, które wyznaje, a w odniesieniu do zasad moralnych, wskazaniu skonkretyzowanych norm moralnych, które stanowią podstawę konfliktu sumienia w pełnieniu służby wojskowej", co powinno polegać "na wskazaniu szczegółowej normy moralnej w formie nakazu czy zakazu określonego zachowania się człowieka, a odnoszącej się również do powinności żołnierza w służbie wojskowej" (w omawianym przypadku poborowy spełnił ten warunek).

"Nie oznacza to jednak - sąd podkreślał zdecydowanie - by na poborowym spoczywał ciężar wykazania prawdziwości swoich przekonań i zasad, względnie przekonania organów rozpoznających jego sprawę o tym, że przekonania religijne czy wyznawane zasady moralne, na które się powołuje, stanowią rzeczywistą i utrwaloną podstawę jego poglądów".

Warto zauważyć, że w wielu późniejszych wyrokach NSA przyjęto odmienną interpretację. Stwierdzano wówczas, że ciężar dowodu spoczywa na poborowym. Stwarzano w ten sposób komisjom poborowym możliwość dowolnego decydowania o nieprzyznawaniu służby zastępczej, komisja poborowa może bowiem zawsze poczuć się nie dość przekonana.

Sąd przyjmuje natomiast, odwołując się do art. 7 Kodeksu postępowania administracyjnego, że organy poborowe mają obowiązek dokładnego i wyczerpującego wyjaśnienia stanu faktycznego sprawy, w tym wypadku wyjaśnienia, czy deklarowane przez poborowego zasady i przekonania są rzeczywiste i czy mogą budzić konflikt sumienia.

Można uznać, że wymóg art. 7 k.p.a. zostanie spełniony, jeżeli komisje poborowe będą kompetentnie rozpatrywać pisemne wnioski sprawdzając jedynie, czy wnioskodawca podał względy religijne lub moralne stanowiące przeciwwskazanie co do odbywania przez niego służby wojskowej. Można przyjąć, że wynikający z Kodeksu postępowania administracyjnego obowiązek wyjaśnienia przez komisje poborowe stanu faktycznego nie oznacza konieczności wnikania w psychikę człowieka, by rozstrzygnąć, czy rzeczywiście żywi on deklarowane poglądy i zasady. Dla jasności jednak przepisy prawne powinny wykluczać, by organy decydujące o przyznaniu służby zastępczej miały rozstrzygać o prawdziwości deklarowanych przez poborowego zasad i przekonań.

W tej sprawie można też stwierdzić, że wymóg sprawdzania rzeczywistego stanu przekonań jest nierealistyczny. Żadne komisje poborowe, a także inne, nie są w stanie z zadania tego zadowalająco się wywiązać, bo nie można wskazać tu dobrej metody (nawet postępowanie przypominające skomplikowaną i poszlakową sprawę sądową z angażowaniem biegłych itp. nie byłoby odpowiednie). Interpretacja zezwalająca czy nakazująca komisjom poborowym sprawdzanie prawdziwości deklarowanych przekonań poborowego nakłada na komisje zadanie przekraczające ich możliwości. Praktycznie procedura ta stwarza w sposób oczywisty możliwość uznaniowego nieprzyznawania służby zastępczej.

Warto podkreślić, że w omawianym wyroku sąd uznał wprawdzie wymóg wnikliwego wyjaśnienia stanu faktycznego sprawy przez komisję poborową, ale wykluczył, by negatywne orzeczenie komisji sprowadzało się jedynie do krótkiego stwierdzenia, że poborowy nie wykazał ugruntowanych zasad moralnych czy rzeczywistego konfliktu sumienia: "Ogólnikowe i zwięzłe uzasadnienia, sprowadzające się do stwierdzenia, że poborowy nie wykazał ugruntowanych zasad moralnych bądź rzeczywistego konfliktu sumienia, utrudniającego mu odbycie służby wojskowej, nie spełniają warunków uzasadnienia decyzji, przewidzianych w art. 107 par. 3 k.p.a.".Sąd obarczył więc komisje poborowe obowiązkiem obszernego argumentowania negatywnych decyzji.(...)

Innym źródłem wątpliwości jest podkreślanie, że w świetle ustawy skierowanie do służby zastępczej jest uzasadnione tylko wtedy, gdy deklarowane przekonania są głębokie i utrwalone, a skierowanie do służby wojskowej powodowałoby głęboki konflikt sumienia wywierający negatywny wpływ na rozwój osobowości poborowego. Stwierdza się, że służba wojskowa może powodować często jedynie dyskomfort duchowy, a nie głęboki konflikt sumienia - wtedy skierowanie do służby zastępczej nie jest uzasadnione.

Interpretacja ta budzi wątpliwości, po pierwsze, z tego powodu, że ustawa nie wspomina w ogóle o konflikcie sumienia ani o głębi i trwałości przekonań. Jest to wprowadzanie dodatkowych, pozaustawowych kryteriów. Jeżeli mają stanowić one podstawę do decyzji negatywnych, powinny znajdować się w ustawie. Ustawa mówi tylko, przypomnijmy, że poborowi "mogą, ze względu na przekonania religijne albo wyznawane zasady moralne (a nie na konflikt sumienia), występować do rejonowej komisji poborowej z pisemnym wnioskiem o skierowanie ich do służby zastępczej". Wymienione dodatkowe kryteria mogą służyć jedynie utrudnianiu korzystania z możliwości stworzonych przez ustawę, ponadto pozwalają komisjom i NSA wydawać dowolne orzeczenia.

Co ważniejsze, sposób myślenia o kryteriach przyznawania służby zastępczej ukształtował się w czasach, gdy chodziło o kierowanie do niej członków pacyfistycznych wyznań chrześcijańskich. To tego j typu przekonania postrzegane są jako głębokie, utrwalone i budzące sprzeciw sumienia wobec służby wojskowej. Umyka natomiast powszechnej uwagi, że zmianie ulega sama natura moralnego sprzeciwu wobec służby wojskowej i militaryzmu. Konflikt sumienia i głęboki sprzeciw wobec służby wojskowej, a nie jedynie dyskomfort duchowy, rodzą nie tylko tradycyjne pacyfistyczne przekonania religijne, ale także postawy i wartości indywidualistyczne, dążenie do swobody, rosnąca ranga wolności wyboru (są to - podkreślmy - dynamiczne, pozytywne, a nie destrukcyjne siły zachodniej cywilizacji), sprzeciw wobec opresyjnych totalnych instytucji (należy do nich armia), a także wzrastające znaczenie praw człowieka. Takie postawy i przekonania to konstytutywne elementy osobowości części współczesnych młodych ludzi. Traktowanie ich jako mało istotnych jest wyrazem niezrozumienia. Zmuszanie młodych ludzi, reprezentujących tego rodzaju postawy i przekonania, do odbycia służby wojskowej - na co mogą się zgodzić pod wpływem przymusu prawnego, groźby więzienia i innych czynników - jest łamaniem sumień, chociaż głęboko zakorzenione uprzedzenia wobec ubiegających się o służbę zastępczą mogą utrudniać dostrzeżenie tego. Trzeba stwierdzić, że nierespektowanie antymilitarystycznych postaw i przekonań współczesnej młodzieży jest odpowiednikiem nierespektowania za sady wolności sumienia, wyznania i przekonań religijnych.

W państwach zachodnich przy przyznawaniu służby zastępczej stopniowo odchodzi się od wyobrażeń zakorzenionych w tradycji XIX wieku, kiedy w Europie wprowadzano powszechny przymusowy obowiązek służby wojskowej, czasami dopuszczając zasady pozwalające zwalniać od tego obowiązku członków niektórych pacyfistycznych wyznań chrześcijańskich. Obecnie zasady przyjmowane w tej dziedzinie muszą uwzględniać inne rodzaje sprzeciwu wobec służby wojskowej.

Pojawia się też pogląd, że wniosek o skierowanie do służby zastępczej prowadzi do ograniczenia zakresu obowiązku prawnego o najwyższej randze, jakim jest obrona ojczyzny. Stwierdza się, że ograniczenie takiego obowiązku jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy powstaje rzeczywisty konflikt między tą powinnością a prawem do wolności sumienia i wyznania. Według tej interpretacji, służbę zastępczą można byłoby przyznać tylko wtedy, gdyby nie respektowane było prawo do wolności sumienia i wyznania, a nie wtedy, gdy wnioskodawca odczuwałby jedynie niezadowolenie lub dyskomfort duchowy czy psychiczny.

W takim wypadku również wprowadza się kryterium przyznawania służby zastępczej, którego w ustawie nie ma (brak jest w niej zapisu stwierdzającego, że komisja poborowa orzeka o skierowaniu poborowego do służby zastępczej, jeżeli odbywanie służby wojskowej powodowałoby naruszenia prawa do wolności sumienia i wyznania). Ponadto NSA w cytowanym już wyroku wskazuje, że ustawa o powszechnym obowiązku obrony traktuje służbę zastępczą jako realizację właśnie powszechnego obowiązku obrony (służba zastępcza jest jedną z form realizacji tego obowiązku). W świetle tego wniosek o skierowanie do służby zastępczej nie zmierza do ograniczenia zakresu obowiązku prawnego. Skoro poborowy wybiera jedną z kilku form realizacji ciążącego na obywatelach ustawowego obowiązku obrony ojczyzny, to wyboru tego nie można traktować jako zmierzającego do ograniczenia zakresu obowiązku prawnego.
Spotyka się też pogląd, że ustawa wymaga, by wnioskodawca wskazywał zespół lub system przekonań religijnych uniemożliwiających spełnienie obowiązku służby wojskowej, by bliżej określił wyznawany system religijny i wskazał jego kanon wykluczający możliwość odbywania służby wojskowej. W tym świetle nie jest wystarczające, by wskazał on np. jedno przykazanie jako podstawę swojego sprzeciwu wobec służby wojskowej. Interpretacja ta powołuje się na fakt, że zapis ustawy używa liczby mnogiej mówiąc o przekonaniach religijnych. Zmierza ona do tego, by nie uznawać za podstawę przyznawania służby zastępczej np. powołania się na przykazanie "nie zabijaj" lub inną zasadę, ale wymagać przynależności do wyznania pacyfistycznego.

Jednak z użycia liczby mnogiej w tym zdaniu (mówi się w nim o przekonaniach religijnych) w żaden sposób nie można wywieść, że chodzi o cały system tych przekonań, a nie o wskazanie zasady lub przekonania przeżywanego indywidualnie, ale niekoniecznie ujętego w zwerbalizowany system. Chyba że dokonamy nadużycia interpretacyjnego. W tego rodzaju formułach w języku polskim z reguły używa się liczby mnogiej, ponadto całe zdanie, o które tu chodzi, skonstruowane jest w liczbie mnogiej (w dalszej części tego zdania liczba mnoga użyta jest też w odniesieniu do wniosku poborowego - mówi się o pisemnych wnioskach, które składać mogą poborowi - konsekwentnie więc można by od poborowego żądać złożenia kilku wniosków, a nie jednego).

Ponadto ustawa nie zaznacza, że wymagane jest od wnioskodawcy wyznawanie i wskazanie systemu religijnego, do którego się odwołuje. Wynika z niej tylko, że wnioskodawca uznaje przekonania religijne nie pozwalające mu na pełnienie służby wojskowej. Może tu chodzić także o zasadę "nie zabijaj", którą pojmuje jako wykluczają służbę wojskową, chociaż najczęściej nie jest ona w ten sposób pojmowana w Kościołach chrześcijańskich.

Zasadne jest też pytanie, jakie przekonania mają charakter moralny, a jakie nie. W cytowanym wyroku NSA stwierdził, że "postawa niezależności wobec przełożonych", której poborowy dał wy raz w skardze do NSA, nie należy do zasad moralnych czy przekonań religijnych uzasadniających w świetle ustawy skierowanie do służby zastępczej. Należą do nich natomiast inne normy wymienione przez wnioskodawcę: "Normami moralnymi, które mogą rodzić konflikt sumienia wobec pełnienia służby wojskowej, są natomiast takie normy moralne, jak zakaz zabijania, zakaz agresji, a zwłaszcza spełnianie ewentualnie wydanych rozkazów w tym zakresie, na co skarżący wyraźnie się powołuje".

Stanowisko sądu budzi wątpliwości. Poborowy stwierdził, jak przytacza się to w uzasadnieniu wyroku, że "stosunek podporządkowania żołnierza w służbie wojskowej przełożonym sprzeczny jest z jego rozumieniem indywidualizmu, które powinno być uszanowane". Sąd rozumie to stwierdzenie jako postawę niezależności wobec przełożonych. Otóż wbrew opinii sądu mniemam, że mamy tu w oczywisty sposób do czynienia z wyznawanymi zasadami moralnymi (takiego sformułowania używa ustawa), które uzasadniają odmowę pełnienia służby wojskowej i skierowanie do służby zastępczej. Poborowy wyraża tu moralny sprzeciw wobec szczególnego rodzaju podporządkowania, jakiemu podlega żołnierz. Po pierwsze, żołnierz zobowiązany jest, stosunkiem podporządkowania, do wykonywania nawet budzących sprzeciw sumienia rozkazów, pod groźbą przemocy i bez możliwości wycofania się (jest to podporządkowanie diametralnie inne niż w przypadku zwykłej umowy o pracę). W świetle etyki indywidualistycznej ma to charakter zła budzącego sprzeciw moralny. Po drugie, typ podporządkowania charakterystyczny dla wojska ma charakter niemoralny także pod nieco innym względem. Etyka indywidualistyczna akcentuje osobistą i indywidualną odpowiedzialność człowieka za to, co robi (np. nie można tłumaczyć się wykonywaniem rozkazu, zrzucając z siebie odpowiedzialność za to, co się zrobiło). Zasadą moralną jest tu, by nie wchodzić w stosunek podporządkowania właściwy służbie wojskowej, sprzeczny jest on bowiem z etyką odpowiedzialności za własne czyny. Ponadto wojsko jest w rozumieniu socjologicznym instytucją totalną, tzn. poddającą jednostkę całościowej kontroli i pozbawiającą możliwości decydowania o sobie. Jest to niezgodne z indywidualistyczną etyką i obciąża moralnie armię jako typ organizacji.

W ogóle postawa niezależności wobec przełożonych, zgodnie z którą nie należy cedować odpowiedzialności za swoje czyny na przełożonych, pociąga za sobą to, że stają się uzasadnione tylko niektóre formy stosunku zależności wobec przełożonych, np. mające wyraźnie charakter umowy o wykonywanie określonych czynności zawodowych nie budzących sprzeciwu podporządkowanego. Obejmować to może także wykonywanie określonej pracy w ramach służby zastępczej nie budzącej moralnego sprzeciwu. Natomiast służba wojskowa ma charakter szczególny, podporządkowanie w jej ramach ma charakter bardzo daleko idący (właściwy instytucji totalnej), żołnierz zobowiązany jest pod przysięgą i groźbą najwyższej kary do uczestnictwa na rozkaz w akcjach, które mogą budzić jego zdecydowany sprzeciw ze względu na ich cele. Organizacja wojskowa może być postrzegana, ze względu na charakterystyczny dla niej totalny typ podporządkowania jednostki, jako moralne zło, które daje się uzasadnić co najwyżej koniecznością przeciwstawienia się innemu złu, a więc jako tzw. mniejsze zło.
Podsumowując należy stwierdzić, że postawa niezależności powinna stanowić tytuł do kierowania do służby zastępczej, skoro wnioskodawca o to wnosi, ponieważ typ stosunku zależności wobec przełożonych, w jaki będzie wchodził wykonując służbę zastępczą, jest inny niż w przypadku służby wojskowej. W grę wchodzą tu zasady moralne.

Zaskakujące stanowisko wyraził w sprawie ustawodawstwa o służbie zastępczej ówczesny rzecznik praw obywatelskich, Tadeusz Zieliński, który stwierdził, że "ustawa o powszechnym obowiązku obrony RP nic o indywidualnych przekonaniach religijnych lub moralnych nie wspomina (art. 198, ust. a)". I dalej: "Trudny do rozwiązania jest problem rozumienia ustawowych zwrotów "przekonań religijnych" i "zasad moralnych" jako przesłanek przyznania służby zastępczej. Czy chodzi tu o przekonania i zasady akceptowane powszechnie bądź przez wyznawców określonych systemów religijnych lub moralnych, czy też o przekonania indywidualne?"

Pytanie to jest dlatego zaskakujące, że wprawdzie zapis ustawy nie używa określenia "indywidualne", jednak w sposób oczywisty odnosi się do przekonań indywidualnych ("Poborowi [...] mogą ze względu na przekonania religijne albo wyznawane zasady moralne występować do rejonowych komisji poborowych z pisemnymi wnioskami o skierowanie ich do odbycia służby zastępczej"). Gdyby chodziło tu tylko o wyznawców pewnych określonych systemów religijnych lub moralnych, zastrzeżenie takie powinno się w ustawie znaleźć. Skoro go nie ma, zapis ustawy należy rozumieć zgodnie z jego brzmieniem jako przyznanie poborowemu prawa do odbywania służby zastępczej ze względu na przekonania i zasady wyznawane przez niego osobiście, indywidualnie, a nie tylko ze względu na przynależność do określonych wyznań, organizacji itp.
Interpretacja sugerowana przez rzecznika powodowałaby, że służbę zastępczą mogliby otrzymywać tylko wyznawcy niektórych wyznań religijnych. Byłoby to znaczne ograniczenie w stosunku do dotychczasowej praktyki przyznawania służby zastępczej, honorującej także w szczególności indywidualne przekonania moralne. Problemem stało się natomiast to, że komisje poborowe zaczęły oddalać wnioski o służbę zastępczą składane przez katolików powołujących się na przekonania religijne.

Sprawa katolików, powołujących się we wnioskach o służbę zastępczą na zasady swej religii, jest bardzo ważna. Szczególnie istotne jest tu stanowisko samego Kościoła. W tej sprawie rzecznik episkopatu stwierdził, że wierni mogą i powinni pełnić służbę wojskową, chociaż dopuścił - zgodnie z oficjalnymi dokumentami Kościoła - że ci, którym sumienie nie pozwala na odbywanie służby wojskowej, powinni mieć możliwość odbywania służby zastępczej. Stanowisko to nie wyklucza więc, że katolicy mogą we wnioskach o służbę zastępczą powoływać się na przekonania religijne, ale nie po prostu na naukę Kościoła rzymskokatolickiego. Stanowisko Kościoła w kwestii służby wojskowej i zastępczej jest jednak na tyle złożone, że wierni mogą mieć trudności z prawidłowym sformułowaniem uzasadnienia swego wniosku o skierowanie do służby zastępczej. Jest ono także przedmiotem sporów wśród teologów i duchownych najwyższej rangi. Można tu, na przykład, przytoczyć zdecydowane stanowisko amerykańskiego arcybiskupa Thomsa Robertsa w dyskusji w toku Soboru Watykańskiego II: "Nawet w krajach, które uznają prawo sumienia do odmowy służby wojskowej, jest ono często katolikom odmawiane, gdyż władza świecka uważa, że to niemożliwe, aby członek Kościoła rzymskokatolickiego odmawiał służby wojskowej ze względu na sumienie. Błędne to mniemanie wzmacniane jest - o zgrozo! - przez tych księży i duszpasterzy, wzywanych na świadków przez sądy w sprawach tych, którzy odmawiają służby wojskowej". Autor artykułu przedstawiającego tę dyskusję, napisanego bez wątpienia w związku z problemami odmowy pełnienia służby wojskowej w Polsce w okresie działalności ruchu WiP, pisze też: "Nie doktryna wojny sprawiedliwej, ale postulat całkowitego rozbrojenia stał się podstawową intuicją Soboru w jego refleksji nad pokojem. W takiej zaś optyce ludzie odmawiający służby wojskowej ze względu na sumienie stają się niejako prorokami nowych czasów i było czymś oczywistym, że Sobór weźmie ich w obronę. Główną troską większości Ojców było uwolnienie wypowiedzi na ten temat od jakichkolwiek niefortunnych uwikłań, które mogłyby osłabić jej znaczenie lub nawet odebrać wiarygodność". W tej perspektywie obiektorzy pacyfistyczni są prorokami nowych czasów.

Podstawowym dokumentem Kościoła, dotyczącym służby wojskowej, jest przyjęta przez Sobór Watykański II Konstytucja Duszpasterska (Gaudium et Spes), która uznaje zarówno prawo do odmowy służby wojskowej z pobudek sumienia, jak i wyraża uznanie pełniącym tę służbę: "Wydaje się słuszne, żeby ustawodawstwo humanitarnie ustosunkowywało się do tych, którzy z motywów swego sumienia odmawiają noszenia broni, jeżeli tylko godzą się na inny sposób służenia wspólnocie ludzkiej. [...] Ci wszakże, którzy sprawie Ojczyzny oddani służą w wojsku, niech uważają siebie za sługi bezpieczeństwa i wolności narodów". Analogiczne stanowisko zajmuje nowy Katechizm Kościoła katolickiego (pkt 2310 i 2311). W świetle tych dokumentów można przyjąć, że Kościół dopuszcza i aprobuje odbywa nie cywilnej służby alternatywnej przez katolików z motywów ich sumienia; w konsekwencji stanowisko to nie wyklucza, że u podstaw mogą leżeć przekonania religijne właściwe wyznaniu rzymskokatolickiemu. Ściśle jednak biorąc, obiektor nie powinien powoływać się na naukę Kościoła, gdyż w grę wchodzi jego indywidualne przekonanie religijne, a nie stanowisko Kościoła. Podkreślamy też, odwołując się do wcześniejszej charakterystyki pacyfizmu współczesnego, że wśród pacyfistów w państwach zachodnich znajdujemy nierzadko członków niepacyfistycznych wyznań protestanckich oraz katolików, a ich wyznaniowa przynależność nie stanowi przeszkody w uzyskaniu statusu obiektora i skierowaniu do cywilnej służby alternatywnej. Praktyka komisji poborowych i sądów, polegająca na odmawianiu z zasady kierowania do służby zastępczej katolików powołujących cię na przekonania i zasady religijne, nie znajduje uzasadnienia. Tymczasem instrukcja Ministerstwa Obrony Narodowej dla komisji poborowych stwierdza, że powoływanie się na przekonania religijne przez katolików nie uprawnia do uzyskania służby zastępczej. W rezultacie komisje poborowe odrzucają takie wnioski, a nawet, jak sygnalizują działacze obiektorscy, w przypadku wniosków argumentowanych przekonaniami religijnymi dociekają, czy wnioskodawca jest katolikiem lub nawet czy pochodzi z rodziny katolickiej albo jest ochrzczony - i w takim wypadku odrzucają wniosek. Stanowisko MON i komisji poborowych nie uwzględnia faktu, że Kościół dopuszcza jednak zasadność, w przypadku sprzeciwu sumienia wobec służby wojskowej, odbywania przez wiernych służby zastępczej. Praktyka ta w konsekwencji oznacza odebranie katolikom prawa do odbywania służby zastępczej, jeżeli powołują się na przekonania religijne. Faktem jest jednak, że Kościół nie prostuje tej nieprawidłowej praktyki. Tymczasem w świetle ustawy prawo do odbywania służby zastępczej przysługuje także katolikom powołującym się na zasady swej wiary i nie ma w tym wypadku znaczenia fakt, że Kościół zalecał wiernym odbywanie służby wojskowej, wypowiedział się zdecydowanie przeciw antywojskowym akcjom protestacyjnym, a obecnie w wojsku funkcjonuje w pełni katolicki ordynariat polowy i kapelani oraz zapewniona jest możliwość odbywania przez żołnierzy praktyk religijnych. Również autorzy badań nad orzecznictwem sądów w sprawach dotyczących odmowy pełnienia służby wojskowej wskazują, że przyjęte przez sądy podejście "wyklucza możliwość skutecznego powołania się na względy wyznania przez świeckich członków większości wielkich wspólnot wyznaniowych, nawet jeżeli w życiu codziennym czy w sferze deklarowanych ideałów wykazują rygoryzm moralny większy, niż nakazany regułami danego wyznania". 

Stanowisko Kościoła i MON spowodowało gwałtowny spadek liczby wniosków uzasadnianych przekonaniami religijnymi. Przekonania religijne mają w wielu wypadkach jednocześnie w sposób oczywisty charakter moralny, stąd też objektor-katolik może je przedstawić w sposób nie budzący wątpliwości jako wyznawane zasady moralne. Także w punktach udzielających porad dotyczących służby zastępczej oraz w publikacjach na ten temat doradzano zdecydowanie, by wnioski argumentować wyznawanymi zasadami moralnymi i nie powoływać się na zapis mówiący o przekonaniach religijnych, jeżeli jest się katolikiem.

Stanowisko MON, sądów oraz Kościoła może być dyktowane chęcią zapobieżenia nadużyciom prawa przez poborowych. Również potocznie często wyrażany jest pogląd, że poborowi nie podają rzeczywistych powodów składania wniosków o służbę zastępczą. Praktyka pomija jednak, że - po pierwsze - przypadki rzeczywistego sprzeciwu sumienia dyktowane motywami religijnymi mogą mieć miejsce także wśród katolików i w takich sytuacjach mogą się oni godzić na odbycie służby wojskowej pod groźbą kary więzienia, co jednak można określić jako łamanie sumień; po drugie - praktyka narusza istotne zasady, które powinny być w takich wypadkach respektowane, i ucieka się do niewłaściwych interpretacji i przeinaczeń.(...)

Na podst. artykułu Wojciecha Modzelewskiego

ZARYS HISTORII NOWOŻYTNEGO RUCHU ANTYMILITARNEGO W EUROPIE ZACHODNIEJ I USA

Nowożytny pacyfizm i antymilitaryzm pojawił się po zakończeniu wojen napoleońskich i bezpośrednio jako reakcja na nie. Wtedy to zaczynają powstawać w krajach zachodnich pierwsze stowarzyszenia pokojowe stawiające sobie za cel działalność na rzecz pokoju międzynarodowego. Stowarzyszenia te powstają z inspiracji pacyfistów religijnych, nie mają jednak charakteru religijnego. Należą do nich pacyfiści z dysydenckich wyznań pacyfistycznych, pacyfiści wyznań niepacyfistycznych, głównie protestanckich, oraz pacyfiści świeccy, w ogóle nie odwołujący się w swych pacyfistycznych poglądach do idei i przekonań religijnych.

Nieco później zaczęły powstawać analogiczne stowarzyszenia, stawiające sobie za cel dążenie do ustanowienia pokoju międzynarodowego przez rozwój prawa i instytucji międzynarodowych. Ten nurt działalności zaczęto nazywać internacjonalizmem.
Pierwszym stowarzyszeniem pokojowym było założone w roku 1816 w Londynie z inicjatywy kwakrów "Towarzystwo na rzecz Popierania Trwałego i Uniwersalnego Pokoju", nazywane powszechnie Londyńskim Towarzystwem Pokojowym. Przez cały wiek XIX stanowiło ono żywy ośrodek ruchu pacyfistycznego w Wielkiej Brytanii, prowadząc też działalność międzynarodową. Pod koniec wieku XIX Towarzystwo zaczęło tracić na znaczeniu, a przed wybuchem pierwszej wojny światowej nie odgrywało już istotnej roli.
W Stanach Zjednoczonych analogicznym pionierskim stowarzyszeniem pokojowym było "Amerykańskie Towarzystwo Pokojowe", założone w roku 1828 przez połączenie już istniejących lokalnych stowarzyszeń pokojowych. Tu również pacyfiści religijni odgrywali główną rolę. W Stanach Zjednoczonych w połowie wieku XIX szczególnie istotnym zjawiskiem okazało się połączenie działalności pacyfistycznej z abolicjonizmem, z działalnością na rzecz zniesienia niewolnictwa. "Nowoangielskie Towarzystwo Nieprzeciwstawiania się" (New England Non-Resistance Society) i działalność Lloyda Garrisona stanowią znakomite przykłady tego dynamicznego nurtu pacyfistyczno-abolicjonistycznego.

W wieku XIX powstało, przede wszystkim w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych, kilkaset stowarzyszeń wysuwających na plan pierwszy sprawę pokoju międzynarodowego i pokojowego rozwiązywania konfliktów w drodze np. arbitrażu i innych instytucji prawa międzynarodowego. Spektakularnymi wydarzeniami stały się międzynarodowe kongresy pokojowe, zwoływane z przerwami od roku 1843 do pierwszej wojny światowej, inicjowane przede wszystkim przez angielskie i amerykańskie stowarzyszenia pokojowe.

W roku 1914 w obliczu wybuchu wojny światowej pacyfiści religijni utworzyli w Anglii, przy znacznym udziale kwakrów, Bractwo Pojednania (Fellowship of Reconciliation - FOR). Wkrótce powstało też analogiczne amerykańskie Bractwo Pojednania. W roku 1919 pacyfiści chrześcijańscy z dziesięciu krajów utworzyli skupiające odziały krajowe Międzynarodowe Bractwo Pojednania (International Fellowship of Reconciliation - IFOR). IFOR skupiało początkowo przede wszystkim pacyfistów z wyznań protestanckich, chociaż zdarzali się także katolicy. Dziś członkami IFOR są chrześcijanie różnych wyznań, żydzi, buddyści, muzułmanie, bahaiści oraz pacyfiści nie opierający swych przekonań na podstawach religijnych. IFOR ma obecnie oddziały i grupy w ponad 40 krajach na wszystkich kontynentach. Cel działalności IFOR określano jako stopniowe przekształcanie społeczeństwa w sposób pokojowy, by stworzyć światowy ład oparty na miłości. Dziś IFOR określa siebie jako "sieć (network) ludzi, którzy wierzą w siłę nieużywania przemocy (nonviolence), aby zmienić świat". Podstawową koncepcją ukierunkowującą zróżnicowane przedsięwzięcia jest "ruch ku kulturze nieużywania przemocy {culture of nonviolence), gdzie stosunki i wzorce destrukcji i dominacji są zastąpione przez tworzenie i współpracę".

IFOR tradycyjnie angażuje się nie tylko czy nawet nie tyle w sprawy stosunków międzynarodowych, lecz podejmuje różnorodne działania dotyczące konfliktów etnicznych, rasowych, narodowościowych i religijnych w różnych krajach. Podejmuje też akcje w obronie praw człowieka, bierze udział w kampaniach przeciw dyktatorskim formom władzy państwowej, jak to się działo na Filipinach w roku 1986 w walce o obalenie dyktatury Marcosa. Ponadto szczególne miejsce w swej działalności przyznaje IFOR kwestiom ekonomicznym, zarówno w wymiarze międzynarodowym, jak i wewnętrznym. W okresie międzywojennym amerykańskie FOR głosiło koncepcję konieczności zmian w stosunkach klasowych i uważało kapitalizm za źródło wojen. Kwestia robotnicza zajmowała ważne miejsce w działalności organizacji, a wyzysk postrzegano jako źródło napięć prowadzących do wojny. Członkowie stowarzyszenia "odmawiają udziału w jakiejkolwiek wojnie lub sankcjonowaniu militarnych przygotowań; działają na rzecz zlikwidowania wojen i popierania dobrej woli między narodami, rasami i klasami; dążą do zbudowania ładu społecznego, w którym żadna jednostka czy grupa nie będzie wyzyskiwana dla korzyści lub satysfakcji innych i który będzie zapewniać wszystkie środki dla realizacji jak najlepszych szans życiowych; bronią takich sposobów postępowania z winnymi zła wobec społeczeństwa, które będą ich raczej przekształcać, niż karać w odwecie; starają się okazać poszanowanie osobowości ludzkiej - w domu, w wychowaniu dzieci, w stosunkach z ludźmi różnych klas, narodowości i ras; dążą do unikania niezgody i wyrządzania przykrości i do utrzymania ducha miłości podczas angażowania się w walkę o osiąganie tych celów".

Zwrócenie uwagi na stosunki klasowe różniło IFOR od dawniejszych stowarzyszeń pokojowych, skupiających uwagę na stosunkach międzynarodowych, reprezentujących tzw. podejście instytucjonalne, koncentrujące się na problemach prawa międzynarodowego oraz instytucji międzynarodowych służących pokojowi i rozwiązywaniu konfliktów.

Inną, trwałą i wpływową organizacją pacyfistyczną jest działająca od roku 1921 "Międzynarodówka Przeciwników Wojny" (War Resisters' International - WRI). W swych koncepcjach i inspiracjach ideowych organizacja ta nie miała treści religijnych, lecz jej podstawę stanowiły radykalne, świeckie prądy polityczne przełomu wieków XIX i XX. Szczególnie istotna była, dla powstania WRI, zorganizowana działalność przeciwko poborowi i wojnie, prowadzona w Anglii po wybuchu pierwszej wojny światowej. Duże znaczenie zyskało wówczas w Anglii "Bractwo Przeciwników Poboru" (No Conscription Fellowship - NCF). W powołaniu tej organizacji istotną rolę odegrał Bertrand Russell, uwięziony następnie na pewien czas za działalność antymilitarystyczną.
NCF nie przyjmowało za podstawę chrześcijańskiego pacyfizmu, lecz przeciwstawiało się zdecydowanie zasadzie przymusowego poboru odwołując się do idei indywidualnych praw wolnościowych jednostki ludzkiej. Socjalistyczne, anarchistyczne i radykalnie liberalne idee stanowiły tu główną podstawę. W roku 1921 aktywiści tych orientacji, zaangażowani w działalność przeciw poborowi i wojnie, z takich głównie krajów jak Wielka Brytania, Niemcy, Austria, Holandia, utworzyli międzynarodową organizację "PACO" (pokój w języku esperanto), która następnie przyjęła obecną nazwę Międzynarodówki Przeciwników Wojny (WRI). Ślubowanie, które składano we WRI, stwierdza: "Wojna jest zbrodnią przeciw człowieczeństwu. Dlatego z całą mocą postanawiamy nie popierać wojny jakiegokolwiek rodzaju i walczyć o usunięcie wszelkich przyczyn wojny"' .

WRI koncentrowała się na problemie sprzeciwu wobec pełnienia służby wojskowej, odrzucając początkowo także wszelkie formy służby zastępczej. To rygorystyczne stanowisko utrudniało współpracę WRI w ramach ruchu pokojowego i pacyfistycznego. Od drugiej wojny światowej ten rygoryzm uległ osłabieniu i organizacja zaczęła angażować się także w walkę o ustawodawstwo wprowadzające służbę alternatywną. Obecnie WRI koncentruje się na kwestii prawa do odmowy pełnienia służby wojskowej, liberalizacji ustawodawstwa w tej dziedzinie oraz pomocy więzionym.

Międzynarodową organizacją o dużym znaczeniu, reprezentującą orientację pacyfistyczną, jest powołana w Hadze w roku 1915 "Międzynarodowa Liga Kobiet na rzecz Pokoju i Wolności" (Women's International League for Peace and Freedom - WILPE). Liga wywodzi się z ruchu sufrażystek, angażujących się, poza walką o prawa wyborcze kobiet, także w działalność pokojową i w sprawę pokojowego rozwiązywania konfliktów międzynarodowych. Powstanie Ligi było reakcją na wybuch wojny światowej. Obecnie Liga ma status organizacji konsultacyjnej kilku agend ONZ. W ostatnich dziesięcioleciach Liga stała się znana w szczególności z zaangażowania w kampanię przeciw wojnie wietnamskiej oraz przeciw zbrojeniom nuklearnym.

Organizacją pacyfistyczną o dużym znaczeniu jest od dziesięcioleci "Związek Pokojowego Ślubowania" (Peace Pledge Union - PPU). PPU powstał w efekcie apelu ogłoszonego w prasie w roku 1934 przez popularnego duchownego Kościoła anglikańskiego, H.R.L. ("Dicka") Shepparda, o podpisywanie ślubowania wyrzeczenia się wojny. Akcja spotkała się ze znacznym oddźwiękiem i doprowadziła w roku 1936 do utworzenia organizacji, która stała się ważnym ośrodkiem działalności pacyfistycznej w Wielkiej Brytanii. Duże i trwałe znaczenie zyskało pismo, związane przez wiele lat z PPU, "Peace News". Przed wybuchem drugiej wojny światowej PPU liczył 125 tysięcy członków. Wybuch wojny spowodował, że wielu z nich zrezygnowało z zachowania stanowiska pacyfistycznego i uznało zaangażowanie w tę wojnę za uzasadnione. PPU przetrwał jednak czasy wojny. Członkowie objęci poborem, którzy zachowali stanowisko pacyfistyczne, ubiegali się o status obiektora sumienia i z reguły byli kierowani do służby alternatywnej. Wielu jednak odbyło kary więzienia, albo sprzeciwiając się samej zasadzie służby przymusowej i nie godząc się na odbywanie służby alternatywnej, albo odmawiając pełnienia służby wojskowej po odrzuceniu ich wniosku o służbę alternatywną.

Z PPU związanych było wielu artystów, pisarzy i intelektualistów, wśród których najbardziej znani to Aldous Huxley i Bertrand Russell. Broszura Huxleya "What Are You Going to Do about it? The Case for Constructive Peace", wydana w roku 1936, uważana była za najbardziej skuteczną publikację z punktu widzenia pozyskiwania nowych członków (w roku 1994 PPU wydał broszurę zawierającą fragmenty pacyfistycznych publikacji Huxleya z tamtego okresu).

Obecnie PPU jest główną sekcją brytyjską "Międzynarodówki Przeciwników Wojny" (WRI). Organizacja odrzuca wojnę i przemoc jako środki rozwiązywania konfliktów lokalnych, krajowych i międzynarodowych. PPU jako pierwszy w Wielkiej Brytanii zainicjował już w roku 1952 demonstracje nieposłuszeństwa obywatelskiego zwrócone przeciw zbrojeniom nuklearnym. Podjęły je małe grupy inspirowane Gandhyjskimi metodami walki, nazywające siebie Operacjami Gandhi, demonstrując przed instytucjami wojskowymi.

Szczególną rolę we współczesnym ruchu pacyfistycznym odgrywa najbardziej znane pismo pacyfistyczne "Peace News". Pismo wychodzi od roku 1936 i do roku 1961 było ściśle związane z PPU. Rozłam nastąpił w związku ze zdecydowanym zaangażowaniem się pisma w kampanie przeciw zbrojeniom nuklearnym, co w PPU ocenione zostało jako odejście od ściśle pacyfistycznego stanowiska. Pismo zbliżyło się do CND, WRI, ówczesnej kontestacji i nowej lewicy. W "Peace News", jak pisze autor zwięzłej monografii pisma, odnaleźć można różne postawy. Byli tam "pacyfiści zaangażowani moralnie w nieużywanie przemocy (non violence) i dający świadectwo prawdzie; inni pryncypialnie zaangażowani w nieużywanie przemocy jako strategię; jeszcze inni widzący nieużywanie przemocy pragmatycznie i stosujący wyjątkowe taktyki, ponieważ stawką stało się przeżycie [wobec nuklearnego zagrożenia - WM].

Najbardziej spektakularnymi przejawami aktywności organizacji pacyfistycznych są podejmowane przez nie akcje protestacyjne o różnym charakterze. Krajowe organizacje IFOR, WRI i WILPE odegrały w ostatnich dziesięcioleciach istotną rolę w kampaniach przeciw wojnie wietnamskiej oraz przeciw zbrojeniom nuklearnym. Chociaż akcje bezpośrednie nie były głównym celem działalności najważniejszych organizacji, ten rodzaj aktywności znajdował w nich istotny udział. Wpływały na to, po pierwsze, Gandhyjski wzór walki bez użycia przemocy, akcentujący znaczenie akcji bezpośrednich i obywatelskiego nieposłuszeństwa, oraz, po drugie, idee i wzory walki mające socjalistyczną i anarchistyczną genezę czy - jak w przypadku WILPE - tradycje ruchu sufrażystek.

Amerykańskie Bractwo Pojednania (FOR), zajmujące się jeszcze w okresie międzywojennym problemem rasowym, odegrało główną rolę w utworzeniu "Kongresu Równości Rasowej" (CORE), organizacji zamierzającej metodami akcji bezpośrednich, bez użycia przemocy, z obywatelskim nieposłuszeństwem włącznie, doprowadzić do zniesienia segregacji rasowej w Stanach Zjednoczonych. CORE był jedną z głównych organizacji masowego ruchu na rzecz desegregacji, rozwijającego się w USA w latach sześćdziesiątych pod przywództwem Martina Luthera Kinga, będącego - co warto zauważyć - członkiem FOR.

Amerykańska Liga Przeciwników Wojny (WRL, krajowa organizacja wchodząca w skład WRI) wyróżniała się gotowością do stosowania metod obywatelskiego nieposłuszeństwa w kampaniach przeciw wojnie wietnamskiej oraz przeciw zbrojeniom nuklearnym. WRL była, być może, pierwszą organizacją, która rozpoczęła demonstracje przeciw wojnie wietnamskiej, podejmując je już w roku 1963, podczas gdy szerszy ruch rozpoczął się dopiero w roku 1965. Amerykańskie FOR od roku 1965 współpracowało w kampaniach przeciw wojnie wietnamskiej, organizując sprzeciw wobec niej przede wszystkim w środowiskach religijnych. FOR zainicjowało też akcję "Żadnego Podatku na Wojnę" (No Tax for War). Organizacje pacyfistyczne powstrzymywały się przed pełnym zaangażowaniem w kampanie przeciwko zbrojeniom nuklearnym, gdyż celem tych kampanii było przeciwdziałanie tylko zbrojeniom nuklearnym, a nie wszelkim zbrojeniom i instytucjom militarnym, jednak uczestniczyły w wielu akcjach protestacyjnych oraz podejmowały własne przedsięwzięcia. Na przykład w Wielkiej Brytanii PPU w oficjalnym stanowisku odrzucał koncepcję skupienia się na problemie broni nuklearnej zamiast na sprzeciwie wobec wszelkich zbrojeń, ale angażował się w liczne akcje antynuklearne.
Najbardziej z pozoru radykalne idee, jakie pojawiały się w ruchu pacyfistycznem, to koncepcje rewolucji bez użycia przemocy (non-violent revolution). Pozostawały one pod wyraźnym wpływem myśli i sukcesów Gandhiego oraz syndykalistycznych i socjalistycznych idei strajku generalnego, w tym strajku przeciw wojnie. W okresie międzywojennym taką radykalną perspektywę nakreślił Richard Gregg, pacyfista amerykański i autor jednej z najbardziej znanych książek poświęconych walce bez użycia przemocy, inspirowanych ideami Gandhiego. W innej swej książce Gregg rozwinął program radykalnych akcji na wypadek wojny lub zagrożenia faszyzmem. Bardziej jeszcze znana była książka holenderskiego pacyfisty Barta de Ligta, nawiązująca do syndykalistycznych idei rewolucyjnego strajku. W latach sześćdziesiątych, w atmosferze ówczesnej kontestacji, najpoważniejsze programy rewolucji bez użycia przemocy pojawiły się w Wielkiej Brytanii w środowisku "Peace News" oraz w "War Resisters International", a w Stanach Zjednoczonych w środowisku młodych kwakrów filadelfijskich pozostających pod wpływami kontrkultury.

Kampanie przeciw zbrojeniom nuklearnym
Kampanie antynuklearne przetoczyły się w dwóch falach, w latach 1957-1964 i 1979-1987. Miały na celu przede wszystkim wywarcie presji na władze państwowe krajów zachodnich, by powstrzymały rozwijające się zbrojenia nuklearne. Kampanie te miały bardzo złożoną naturę. Organizowały je i uczestniczyły w nich liczne i zróżnicowane organizacje, zarówno powstające właśnie w tym celu, jak i dawniejsze.

Kampania pierwsza przebiegała w latach nasilenia się ruchów kontestacyjnych w krajach zachodnich, a w Stanach Zjednoczonych dodatkowo ruchu na rzecz równości rasowej oraz ruchu przeciw prowadzeniu wojny wietnamskiej. Druga - zbiegła się z aktywizacją ruchów ekologiczno-pokojowych, feministycznych, praw człowieka, nazywanych często nowymi ruchami społecznymi. Wszystkie one zawierały istotny komponent antymilitarystyczny i antywojenny. Kampanie antynuklearne były z tymi ruchami wielorako powiązane.

Kampanie te miały charakter akcji bezpośrednich i zawdzięczały swoją wyjątkową rolę przede wszystkim akcjom masowym, w których uczestniczyły jednorazowo setki tysięcy osób. Przy ogólnym przestrzeganiu zasady nieużywania przemocy cechowały się one często dużą bojowością.

Pierwsza kampania, przypadająca na lata 1957-1964, skoncentrowana była przede wszystkim na powstrzymaniu próbnych wybuchów nuklearnych, a w Wielkiej Brytanii na żądaniu bezwarunkowej rezygnacji z posiadania tej broni, tj. jednostronnego rozbrojenia nuklearnego.

W Stanach Zjednoczonych do przywództwa w kampanii pretendował powołany w roku 1957 "Krajowy Komitet na rzecz Zdrowej Polityki Nuklearnej" (National Committee for a Sane Nuclear Policy - SANE), odwołujący się w tej nazwie do terminu używanego przez Ericha Fromma, "zdrowego społeczeństwa". Komitet, złożony z osób odgrywających istotną rolę w życiu publicznym, dał początek krajowej organizacji, która w roku 1958 zyskała 25 tysięcy członków i 130 komitetów lokalnych. Preferował jednak umiarkowaną taktykę działania i nie uzyskał rzeczywistego przywództwa w kampanii. Była ona w istocie ciągiem przedsięwzięć luźno tylko koordynowanych, mających wielu inicjatorów i uczestników.

Akcje bezpośrednie, angażujące obywatelskie nieposłuszeństwo, organizowała natomiast powołana głównie przez pacyfistów "Akcja Bez Użycia Przemocy Przeciw Broniom Nuklearnym" (Non-Violent Action Against Nuclear Weapons), przekształcona później w "Komitet Akcji Bez Użycia Przemocy" (Committee for Non-Violent Action). Wkraczano na tereny zastrzeżone dla prób nuklearnych, pikietowano i blokowano gmachy i bazy należące do wojskowego sektora nuklearnego, próbowano wpłynąć jachtami do morskich stref próbnuklearnych. Uczestnicy akcji bywali skazywani na kilkumiesięczne kary więzienia.

Od roku 1960, w sytuacji rosnącego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w wojnę wietnamską, właśnie kwestie związane z tą wojną stały się głównym przedmiotem protestów studenckich oraz aktywności najważniejszej wówczas studenckiej organizacji SDS (Students for a Democratic Society). Antymilitarystyczne akcje nieposłuszeństwa obywatelskiego zaczęła organizować od roku 1960 "Liga Przeciwników Wojny" (WRL). Marsze protestacyjne na rzecz pokoju stały się akcjami rzeczywiście masowymi. Marsz do Waszyngtonu w kwietniu 1965 roku zgromadził 20 tysięcy uczestników, a w listopadzie - 40 tysięcy, ale był to dopiero początek fali. Demonstracja "Moratorium" w październiku 1969 roku liczyła około 2 milionów uczestników w skali kraju. W tymże roku około 500 tysięcy demonstrantów zgromadziło się tylko na jednym z wieców w Waszyngtonie.

Poważne rozmiary osiągnęła kampania przeciw poborowi do wojska. Demonstracyjnie palono karty poborowe lub odsyłano je do Departamentu Sprawiedliwości. Akcje przeciw poborowi zainicjowała pacyfistyczna "Liga Przeciwników Wojny" (WRL) organizując w maju 1964 roku zgromadzenie, na którym 12 poborowych spaliło swoje karty poborowe. Później ta forma protestu upowszechniła się i publiczne palenie kart poborowych organizowano w campusach uniwersyteckich. Akcja ta i inne formy odmowy pełnienia służby wojskowej osiągnęły znaczne rozmiary. Na przykład od połowy 1964 do połowy 1965 roku wszczęto 380 spraw sądowych przeciw odmawiającym służby wojskowej, w analogicznym okresie od połowy 1967 do połowy 1968 roku było ich już 3305. Mnożyły się ucieczki przed poborem za granicę. Pomocy "przeciwnikom poboru" (draft resisters) udzielały liczne organizacje. W 1972 roku prezydent Nixon wstrzymał rejestrację poborowych. Bez wątpienia akcje protestacyjne były jedną z przyczyn podjęcia tej decyzji, jak i wycofania się Stanów Zjednoczonych z Wietnamu.

W Wielkiej Brytanii główną rolę w kampanii antynuklearnej odgrywał utworzony w roku 1958 komitet o charakterze koordynacyjnym po nazwą Kampania na rzecz Nuklearnego Rozbrojenia (Campaign for Nucolear Disarmament - CND). Komitet ten skupiał osobistości i działaczy zaangażowanych w sprawę przeciwdziałania zbrojeniom nuklearnym. Jak pisze Peter Brock, CND "reprezentowała fuzję indywidualistycznego impulsu moralnego pacyfistów starej szkoły z nowym impetem nadanym przez masowy protest przeciw użyciu broni nuklearnych".

CND preferowała, szczególnie początkowo, taktykę umiarkowanej, legalnej kampanii, ale pod wpływem wydarzeń zaaprobowała bardziej radykalną koncepcję akcji masowych. W roku 1961 utworzono "Komitet 100" (Committee 100), opowiadający się za prowadzeniem masowych akcji nieposłuszeństwa obywatelskiego, a więc z zasady naruszających przepisy prawne. Komitet 100 współpracował z podejmującym już wcześniej akcje nieposłuszeństwa obywatelskiego "Komitetem Akcji Bezpośredniej Przeciw Wojnie Nuklearnej" (Direct Action Committee Against Nuclear War - DAC). "Komitet 100" przeprowadził wiele akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa, najczęściej polegających na demonstracjach naruszających przepisy prawne dotyczące obiektów wojskowych. Szczególny rozgłos zyskały akcje prowadzone w roku 1961, np. demonstracja siedząca (sit-down) pod Ministerstwem Obrony w lutym i pod Parlamentem w kwietniu, gdzie aresztowano 800 osób. Przed sit-down planowanym na 17 września policja aresztowała wielu członków "Komitetu 100", a kiedy demonstracja na Trafalgar Sąuare doszła jednak do skutku, zostało aresztowanych około 1300 z 12 tysięcy uczestników. W akcji nieposłuszeństwa obywatelskiego w Holy Loch, gdzie stacjonować miały okręty podwodne wyposażone w rakiety nuklearne Polaris, aresztowanych zostało 300 uczestników, a w demonstracjach pod amerykańskimi bazami wojskowymi 850 spośród około 4 tysięcy biorących udział. Rok 1961 stanowił kulminację tego typu akcji w Wielkiej Brytanii, chociaż trwały one aż do 1964 roku.

Przedstawiona zwięzła charakterystyka pierwszej kampanii przeciw zbrojeniom nuklearnym, dotycząca tylko USA i Wielkiej Brytanii, wymaga zaznaczenia, że analogiczne kampanie prowadzono w różnych rozmiarach także w innych państwach zachodnich. Ponadnarodowy charakter tych kampanii traktowany bywa wręcz jako ich cecha wyróżniająca.

April Carter, uczestniczka i historyk kampanii ocenia, że międzynarodowa akcja przeciw zbrojeniom nuklearnym może pretendować do tego, by widzieć ją jako istotny czynnik zmieniający świadomość powszechną w kwestii broni i prób nuklearnych. Można powiedzieć, że do czasu tej kampanii sprawa prób i zbrojeń nuklearnych nie istniała jako kwestia w szeroko rozumianym masowym życiu politycznym krajów zachodnich. Kampania zmieniła ten stan rzeczy. Ponadto efektem kampanii stały się względnie trwałe organizacje, instytucje i środowiska działaczy, które dostarczyły fundamentu, jak podkreśla April Carter, następnej kampanii przeciw zbrojeniom nuklearnym.
Druga kampania przeciw zbrojeniom nuklearnym, przypadająca na lata 1979-1987, miała głównie na celu powstrzymanie rozmieszczenia w Europie nowych broni nuklearnych przez NATO. Dotyczyło to pocisków trident, cruise i pershing II. Decyzję o ich rozmieszczeniu podjęto w roku 1979, instalowanie rozpoczęto w 1983 roku. Szczególne znaczenie zyskiwał protest przeciwko NATO-wskim planom zbrojeń neutronowych (tzw. bomba neutronowa). Formułowano także, jako cel, ideę Europy wolnej od broni nuklearnej. W USA duże znaczenie zyskał postulat doprowadzenia do negocjacji w sprawie układu o zamrożeniu arsenałów nuklearnych (produkcji, prób i rozmieszczania broni nuklearnych); nazwano to kampanią na rzecz zamrożenia (Freeze campaign). Na jej podjęcie pobudzająco wpłynęło pogorszenie się stosunków z ZSRR i agresywne wypowiedzi prezydenta Reagana, co spowodowało, że zaczęto mówić o drugiej zimnej wojnie. Kampania ta miała w sumie dużo większe rozmiary niż pierwsza.
W latach 1980-1981 masowe, często wielosettysięczne demonstracje przeciw rozmieszczeniu nowych broni nuklearnych odbyły się we wszystkich krajach zachodnich. W grudniu 1983 roku, tuż przed rozlokowaniem nowych pocisków, w Londynie demonstrowało 300-400 tysięcy osób, w Rzymie 600 tysięcy, w Brukseli i Hadze po 500 tysięcy, w kilku miastach RFN łącznie około miliona. W Holandii odbył się w maju 1984 r. piętnastominutowy strajk powszechny, w którym uczestniczyło kilkaset tysięcy pracowników. W czerwcu 1982 r. w Nowym Jorku demonstrowało 800-950 tysięcy osób. Brytyjska CND, która w tej kampanii spełniała w Wielkiej Brytanii wyraźnie przywódczą rolę, zwiększyła liczebność z 3 tysięcy do 100 tysięcy członków między rokiem 1978 a 1985.

Również akcje bezpośrednie bez użycia przemocy, angażujące nieposłuszeństwo obywatelskie, były znacznie liczniejsze i osiągnęły większe rozmiary. Blokowano bazy i instytucje wojskowe. Szczególne nasilenie tych akcji miało miejsce w Wielkiej Brytanii i Niemczech Zachodnich. Na przykład w RFN w grudniu 1982 roku blokowano 12 obiektów wojskowych przy udziale 3400 demonstrantów. W Wielkiej Brytanii długotrwała "Kampania Śnieżnej Kuli" (Snowball Campaign), zorganizowana według zasad Gandhyjskich, doprowadziła w roku 1984 do symbolicznych akcji nieposłuszeństwa obywatelskiego przed ponad 30 bazami. Akcje tego typu powodowały aresztowania nierzadko po kilkaset osób. Nową metodą stało się zakładanie, czasami na długi okres, obozowisk w bezpośredniej bliskości baz wojskowych. Z obozowisk tych prowadzono długotrwałe akcje nękające. Wzorem był obóz kobiecy w Greenham Common w Walii. W USA kampania przeciw zbrojeniom nuklearnym cechowała się równie zróżnicowanymi metodami.

Na podstawie książki W. Modzelewskiego "Pacyfizm. Wzory i naśladowcy"

PRZEMÓWIENIE LWA TOŁSTOJA NA KONGRES POKOJU W SZTOKHOLMIE

Zebraliśmy się tu po to, by walczyć przeciwko wojnie. Przeciwko wojnie, a więc przeciwko temu, w imię czego wszystkie narody świata, miliony ludzi na świecie, oddają do wolnej, do wszelkiej kontroli, dyspozycji kilkudziesięciu osób, a niekiedy jednego człowieka nie tylko miliardy rubli, franków, jenów, stanowiących znaczną część ich zapracowanych oszczędności, ale i samych siebie, swoje życie. I oto my, kilkunastu przybyłych z różnych stron świata uczciwych ludzi, nie posiadających żadnych szczególnych przywilejów, a co najważniejsze, żadnej władzy nad nikim, zamierzamy walczyć, a skoro chcemy walczyć, to mamy też nadzieję zwyciężyć tę olbrzymią siłę, nie jednego lecz wszystkich rządów, mających do dyspozycji miliardowe sumy i miliardowe wojska i bardzo dobrze rozumiejących, że ta wyjątkowa sytuacja w jakiej znajdują się oni, tzn. ludzie wchodzący w skład rządów, oparta jest tylko na wojnie, na wojsku mającym znaczenie i sens tylko wtedy, kiedy jest wojna - ta właśnie wojna, z którą chcemy walczyć i którą chcemy zniszczyć.

Walka, gdy siły są tak nierówne, powinna się wydać szaleństwem. Ale zastanówmy się nad znaczeniem środków walki, znajdujących się w naszych rękach, a wyda się dziwne nie to, że decydujemy się na walkę, lecz to, że istnieje jeszcze to, z czym chcemy walczyć. Oni mają w rękach miliardowe sumy, miliony posłusznych wojsk, my zaś tylko jedno - ale za to najpotężniejszy środek na świecie - PRAWDĘ.

I dlatego, choćby nasze siły wydawały się znikome w porównaniu z siłami naszych przeciwników, nasze zwycięstwo jest równie niewątpliwe, jak niewątpliwe jest zwycięstwo, które odnosi światło wschodzącego słońca nad mrokiem nocy. Zwycięstwo nasze jest niewątpliwe, ale tylko pod jednym warunkiem - jeżeli mówiąc prawdę, będziemy mówili całą prawdę, bez jakichkolwiek kompromisów i ustępstw. A prawda jest tak prosta, tak jasna, tak oczywista i obowiązkowa nie tylko dla chrześcijan, ale rozsądnego człowieka, że wystarczy tylko wypowiedzieć ją całą w pełnym jej znaczeniu, żeby ludzie już nie mogli postępować wbrew tej prawdzie.
Prawda tą w całym jej znaczeniu jest to, co tysiące lat temu zostało powiedziane w przykazaniu, uznawanym przez nas za Boskie, w dwóch słowach: nie zabijaj.

Prawdą jest to, że człowiek nie może i nie powinien nigdy i pod żadnym pozorem zabijać drugiego człowieka.

Prawda ta jest tak oczywista, tak powszechnie uznawana i obowiązująca, że wystarczy jasno i zdecydowanie postawić ją przed ludźmi, żeby to zło, które nazywa się wojną, stało się absolutnie niemożliwe.

I dlatego myślę, że jeżeli my, przybyli na Kongres Pokoju, zamiast jasno i zdecydowanie wypowiedzieć tą prawdę będziemy apelować do rządów i proponować im różne sposoby, żeby zmniejszyć zło wojny, lub, aby wybuchały one coraz rzadziej, upodobnimy się do ludzi, którzy mając w ręku klucz do drzwi włamują się przez ściany wiedząc, że nie są w stanie tych ścian obalić. Oto miliony zbrojnych i coraz lepiej uzbrojonych ludzi szkolonych do coraz pomysłowego zabijania. Wiemy, że te miliony ludzi nie mają najmniejszej chęci zabijać takich samych ludzi jak oni, że większość nawet nie wie, z jakiego powodu zmusza się ich do robienia tego, co jest im wstrętne, że ciąży im stan podporządkowania i przymusu, wiemy, że zabójstwa dokonywane od czasu do czasu przez tych ludzi, popełniane są na rozkaz rządów, wiemy, że istnienie rządów jest od wojska i my ludzie pragnący położyć kres wojnom, nie znajdujemy nic odpowiedniejszego po temu jak to, żeby proponować i to komu? - rządom istniejącym tylko dzięki wojnie, takie sposoby które położyłby kres wojnie, czyli że proponujemy rządom samounicestwienie. Rządy będą z przyjemnością słuchały wszystkich takich przemówień wiedząc, że wywody takie nie tylko nie położą kresu wojnie i nie podkopią ich władzy, ale jeszcze bardziej ukryją przed ludźmi to, co rządy potrzebują ukryć by mogły istnieć i wojska i wojny i one same, rządy dysponujące wojskami. Ale przecież to anarchizm: ludzie nigdy nie żyli bez państwa i rządów. A zatem rządy i państwa i siły wojskowe, które ich strzegą są koniecznymi warunkami życia narodów, mógłby mi ktoś powiedzieć.
Nie mówiąc o tym czy możliwe jest, czy nie życie chrześcijańskich i w ogóle wszystkich narodów bez wojska i wojen broniących rządów i państw przypuśćmy, że ludzie dla swego własnego dobra muszą podporządkować się niewolniczo składającym się z nieznanych im ludzi instytucjom zwanych rządami, muszą koniecznie oddawać tym instytucją wytwory swej pracy i wykonywać wszystkie żądania tych instytucji nie wyłączając zabójstwa bliźniego, przypuśćmy to wszystko: pozostaje mimo to nie rozwiązywalna na naszym świecie trudność. Trudność ta wynika z niemożliwości pogodzenia chrześcijańskiej wiary, którą kładący na to szczególny nacisk wyznają wszyscy ludzie wchodzący w skład rządu z rekrutującymi się z chrześcijaństwa wojskami wyszkolonymi do zabijania. Jakby tam nie wypaczono nauki chrześcijańskiej, jakby tam nie przemilczano jej głównych tez zasadniczym sensem tej nauki jest tylko umiłowanie Boga i bliźniego. Boga, czyli najwyższej doskonałości w cnocie i bliźniego, czyli wszystkich ludzi bez różnicy. A zatem, jakby się zdało, należy koniecznie uznać jedno z dwojga, albo chrześcijaństwo z miłością Boga i bliźniego, albo państwo z wojskami i wojnami.

Bardzo możliwe, że chrześcijaństwo się przeżyło i że wybierając jedno z dwojga: chrześcijaństwo i miłość, albo państwo i zabójstwo ludzie raczej uznają, że istnienie państwa i zabójstwa jest o tyle ważniejsze od chrześcijaństwa, iż trzeba zapomnieć o chrześcijaństwie, pozostać tylko przy tym ,co jest dla ludzi ważniejsze: przy państwie i zabójstwie.

Wszystko to jest możliwe, w każdym razie ludzie mogą tak myśleć i czuć. Ale wtedy tak też trzeba powiedzieć. Trzeba było powiedzieć, że ludzie w naszych czasach powinni przestać wierzyć w to, co mówi zbiorowa mądrość całej ludzkości, co mówi wyznawana przez nich nauka Boża, powinni przestać wierzyć w to, co wyryte jest niezatartymi zgłoskami w sercu każdego człowieka, a powinni wierzyć tylko w to, co nie wyłączając również zabójstwa, rozkażą inni ludzie, którzy przypadkowo przez dziedziczenie zostali cesarzami, królami, albo przez różne intrygi z wyborów zostali prezydentami, posłami do izb parlamentów. Tak właśnie trzeba by powiedzieć. A powiedzieć tego nie można. Nie można powiedzieć nie tylko tego, ale nie można powiedzieć ani jednego, ani drugiego. Jeżeli się powie, że chrześcijaństwo zabrania zabijać to nie będzie wojska, nie będzie rządu. Jeżeli się powie, że my władzę uznajemy i legalność zabójstwa i odrzucamy chrześcijaństwo - nikt nie zechce słuchać takiego rządu opierającego swą władzę na zabójstwie. I poza tym, skoro zabójstwo dozwolone jest na wojnie, to powinno być tym bardziej dozwolone narodowi dochodzącemu swych praw przez rewolucję. Dlatego też rządy nie mogą powiedzieć ani jednego, ani drugiego, dokonują jedynie starań, żeby ukryć przed swoimi poddanymi konieczność rozwiązania dylematu.

Dlatego właśnie, aby przeciwdziałać złu wojny, my zebrani tutaj, jeżeli istotnie chcemy dopiąć swego celu, musimy uczynić tylko jedno: postawić ten dylemat jasno i zdecydowanie przed ludźmi wchodzącymi w skład rządów, jak przed masami ludu, tworzącymi wojsko. Aby to uczynić powinniśmy jasno i otwarcie powtórzyć tylko prawdę, że człowiek nie powinien zabijać człowieka, ale wyjaśnić również, że żadne względy nie mogą zwolnić ludzi w świecie chrześcijańskim od obowiązku podporządkowania się tej prawdzie. I dlatego zaproponowałbym naszemu zgromadzeniu, ułożenie i opublikowanie takiej odezwy do wszystkich, a zwłaszcza do chrześcijańskich narodów, w której jasno i zdecydowanie powiedzielibyśmy to, że wojny nie są - jak to uważa większość ludzi czymś szczególnie dobrym i godnym pochwały, lecz są jak każde zabójstwo wstrętne i zbrodnicze zarówno dla tych ludzi, którzy z wolnej woli wybierają działalność wojskową, jak i dla tych, którzy wybierają ją ze strachu przed karą lub ze względu na korzyści. W stosunku do osoby wybierającą działalność wojskową z własnej woli, zaproponowałbym, żeby w odezwie tej jasno i zdecydowanie powiedzieć mimo całej pompy, przepychu i w ogóle aprobaty towarzyszącej tej działalności, jest ona zbrodnicza i haniebna, tym bardziej zbrodnicza i haniebna im wyższe stanowisko zajmuje człowiek w hierarchii wojskowej.
I tak samo zaproponowałbym, by jasno i zdecydowanie powiedzieć prostym ludziom powołanym do służby wojskowej pod groźbą kary lub za pomocą przekupstwa, że grzeszą i przeciwko swojej wierze i przeciwko moralności i przeciwko swojemu rozsądkowi, kiedy zgadzają się wstąpić do wojska; przeciwko wierze przez to, że wstępują do szeregu zabójców, łamią przykazanie Boskie, które wyznają; przeciwko moralności przez to, że obawiając się, że ukarze ich władza lub mając na względzie korzyść godzą się robić to, co w głębi duszy potępiają i przeciwko rozsądkowi przez to, że wstępując do wojska narażają się w razie wojny na to samo, jeśli nie większe nieszczęścia niż te jakie grożą w razie odmowy, a co najważniejsze, wbrew zdrowemu rozsądkowi postępują już wyraźnie przez to, że włączają się do tej samej kasty ludzi, która pozbawiła ich wolności i zmusza do wstąpienia do wojska. W stosunku do jednych i drugich zaproponowałbym, żeby jasno wyrazić w tej odezwie myśl, iż dla ludzi istotnie oświeconych i tym samym wolnych od przesądu związanego z kultem wojskowości(staje się ich z każdym dniem coraz więcej), wojskowa służba i tytuł mimo wszelkich starań, by ukryć ich istotne znaczenie, jest służbą tak samo, a nawet bardziej haniebną, niż służba i tytuł kata: gdyż kat gotów jest zabijać tylko ludzi uznanych za szkodników i zbrodniarzy, a wojsko obiecuje zabijać wszystkich ludzi, których każe mu się zabijać, gdyby to nawet byli najbliżsi mu i najlepsi ludzie.

Ludność w ogóle, a zwłaszcza nasz świat chrześcijański doczekał się takiej ostrej sprzeczności między postulatami moralnymi a istniejącym ustrojem społecznym, że nieuchronnie musi zmieniać nie to, co nie może się zmienić - postulaty moralne społeczeństwa, lecz to, co się zmienić może - ustrój społeczny.

Zmiana ta wywołana sprzecznościami wewnętrznymi i ujawniająca się szczególnie ostro w przygotowaniach do zabójstwa szykowana jest z różnych stron i staje się z każdym rokiem konieczniejsza.

Napięcie wymagające tej zmiany, wzrosło w naszych czasach w takim stopniu, że podobnie jak do przejścia cieczy w ciało stałe potrzebna jest niewielka siła prądu elektrycznego, tak samo do przejścia od tego okrutnego i nierozumnego życia dzisiejszych ludzi z ich podziałami, zbrojeniami i wojskami, do życia rozumnego, odpowiadającego postulatom świadomości człowieka współczesnego, potrzebny jest być może tylko niewielki wysiłek, niekiedy jedno słowo, który w mgnieniu oka przekształcą całą ciecz w ciało stałe.

Dlaczego nasze obecne zebranie nie może podjąć tego wysiłku?

W baśni Andersena, gdy król ze swym orszakiem paradował po ulicach miasta i wszyscy ludzie zachwycali się jego piękną, nową szatą jedno słowo dziecka, które powiedziało to, co wszyscy widzieli, ale nie mówili, zmieniło wszystko. Dziecko powiedziało: "on nic nie ma na sobie" i sugestia przestała działać, król się zawstydził i wszyscy ludzie wmawiający sobie, że widzą na królu piękną, nowa szatę zobaczyli, że król jest nagi. To samo musimy powiedzieć także my , powiedzieć to co wszyscy widzą, ale nie odważają się wypowiedzieć, powiedzieć, że jak by ludzie nie nazywali zabójstwa, jest ono zawsze zabójstwem, zbrodnią i hańbą. I wystarczy jasno i zdecydowanie i głośno, jak możemy to zrobić tutaj, powiedzieć to, a ludzie przestaną widzieć to, co im się wydawało, że widzą i zobaczą to, co widzą rzeczywiście. Przestaną widzieć służbę ojczyźnie, bohaterstwo wojny, chwałę wojskową i patriotyzm, a zobaczą to, co jest nagą prawdę zabójstwa. A kiedy zobaczą stanie się to samo, co w baśni: ci, co popełniają zbrodnię zawstydzą się, a ci, co wmawiali sobie, że nie widzą zbrodni zabójstwa zobaczą ją i przestaną być zabójcami. Ale jak będą się bronić narody przed nieprzyjaciółmi, jak utrzymać porządek w kraju, jak mogą żyć narody bez wojny?

Jaką formę przybierze życie ludzi którzy odżegnują się od zabójstwa nie wiemy i wiedzieć nie możemy. Jedno jest pewne: dla ludzi obdarzonych rozumem i sumieniem rzeczą najnaturalniejszą jest żyć w oparciu o te właściwości, niż podporządkować się niewolniczo ludziom nakazującym wzajemne zabójstwa.

Będę bardzo żałował, jeżeli to, co powiedziałem kogoś obrazi, zmartwi i obudzi niedobre uczucia. Ale ja osiemdziesięcioletni starzec oczekujący w każdej chwili śmierci uważałbym za wstyd i przestępstwo, gdybym nie powiedział całej prawdy tak jak ją rozumiem, prawdy w którą wierzę w to niezłomnie, tylko sama jedna może uwolnić ludzkość od niezliczonych klęsk spadających na nią w wyniku wojny".

Lew Tołstoj
4 sierpnia 1909 roku.

SŁUŻBA ZASTĘPCZA - NIE, DZIĘKUJĘ!

Tak to już jest na świecie, że w każdym kraju, który zdecydował się na utrzymywanie na swoim terenie armii znajdują się ludzie, którzy z różnych powodów - wyznawane poglądy, religia, etc. - nie chcą brać udziału w działaniach związanych z funkcjonowaniem takowej armii. Sprzeciwiają się powoływaniu ich do służby wojskowej.

Dotychczas jedynym wyjściem z takiej sytuacji było ubieganie się o tzw. służbę zastępczą. Ale czy taki stan rzeczy jest rozwiązaniem dobrym? Czy znosi ono przymus odbycia służby wojskowej? Raczej nie. Służba zastępcza jest póki co jedyną możliwą alternatywą (zgodną z literą prawa). Jednakże nie załatwia ona sprawy takich osób całkowicie, bowiem potencjalny poborowy i tak w gruncie rzeczy skazany jest na przymusowe uczestnictwo w innych zadaniach, a poprzez to zostaje mu brutalnie zabrany, dosłownie wycięty z życiorysu, kawał czasu. Czasu, który mógłby spożytkować znacznie lepiej - z korzyścią dla siebie samego (podejmując dla siebie dobrą pracę, a poprzez to wzbogacając się) i w zasadzie dla reszty społeczeństwa (czyż społeczeństwo zasobniejsze nie jest bardziej szczęśliwe?). Poborowy, który otrzymał służbę zastępczą musi odpracować (zazwyczaj w placówkach pomocy społecznej itp.) to, że wierzy w takiego Boga, który nie pozwala mu na bycie żołnierzem, musi odpracować to, że wyznaje takie a nie inne poglądy w swoim życiu - krótko mówiąc musi pracować dlatego, że jest inny, nie przystający do wzorca standardowego obywatela państwa. Pracuje praktycznie za grosze - w ten sposób pozwala na oszczędności budżetu państwa, który nie musi wydawać pieniędzy na zatrudnienie na jego miejsce pełnowymiarowego pracownika. W stosunku do zatrudnionych na zwykłych zasadach pracowników zmuszony do pracy poborowy on zarabia jedynie jakąś część tego co pozostali, mało tego - częstokroć musi zrezygnować z dotychczasowej, często dobrej i dobrze płatnej pracy i poświęcić się nowemu obowiązkowi. Jeśli tego nie zrobi zagrożony jest sankcjami prawnymi - czy to nie absurd? W takim świetle osoba takowa jawi się w zasadzie jako przymusowy pracownik, a z takim stanem rzeczy nie sposób się zgodzić.

Co prawda znajdują się osoby, które uważają taki proceder za prawidłowy, odczuwają jakiś wewnętrzny obowiązek ciążący na nich wobec państwa - dla takich ludzi obecna sytuacja wydaje się rozsądna, ale nie stanowią oni całości społeczeństwa. Tak już jest, że praktycznie całe życie zmuszeni jesteśmy płacić za wszystkie "bezpłatne" świadczenia, które gwarantuje nam państwo, dlatego też w zasadzie nie istnieje w nas żaden przymus odpłacenia się mu, gdyż wszystkie swoje rachunki regulujemy za pośrednictwem różnorakich podatków i opłat. Dlaczego wobec tego musimy dodatkowo godzić się na pracę za małe pieniądze i to w dodatku na taką pracę, która częstokroć w ogóle nam nie odpowiada? Co prawda argumentem państwa w takiej sytuacji może być fakt, iż bez poborowych i powszechnego obowiązku obrony nie bylibyśmy w stanie uczestniczyć w dzisiejszym świecie. Jednakże kilka krajów pokazuje, iż takie istnienie jest możliwe dzięki instytucji armii zawodowej, lepiej wyszkolonej i odznaczającej się lepszą efektywnością - wszyscy doskonale wiemy jak to naprawdę jest z armią poborową i jej efektywnością. Kryminaliści, fala itp. incydenty to w zasadzie chleb powszedni istniejący po dziś dzień. Dlatego też uważam, iż krokiem dalszym - po wywalczeniu służby zastępczej, która, nie ukrywam, jest jakimś sensownym rozwiązaniem - powinno być jej całkowite wyeliminowanie i zwolnienie z obowiązku obrony tych, którzy z różnorakich przyczyn nie chcą w nim uczestniczyć oraz wprowadzenie całkowicie zawodowej armii, do której, jak mniemam, kandydatów by nie zabrakło. Jednakże póki co nie możemy poprzestawać na istniejącym status quo w postaci służby zastępczej, o którą i tak dziś nie łatwo - powinniśmy stale prowadzić różnorakie działania mające na celu doprowadzenie do sytuacji, w której wszyscy potencjalni zainteresowani tą sprawą będą zadowoleni. Póki co sytuacja poborowych, którzy odmówili pełnienia służby woskowej, jak i zastępczej nie wygląda za dobrze. Objectorzy tacy po prostu traktowani są jak przestępcy (łamią prawo) i osadzani są w więzieniach za to, że nie przystają do odgórnie zaplanowanej dla nich funkcji. Taki stan rzeczy jest dla mnie nie do przyjęcia w dzisiejszym świecie, podobno humanitarnym i praworządnym, szanującym wolności obywatelskie i prawa człowieka.

Cezary Żmuda
za Gazeta.libertarianizm.pl, 2 I 2001

NOWSZE ARTYKUŁY>>>

 

tgtgtttttttttttttttzzttt| główna | zapowiedzi | linki | historia | relacje | kontakt | poradnik - pobór stop |