![]() |
|
![]()
|
POLSKI ANTYMILITARYZM W LATACH 80-TYCH Chcąc opisać jak najpełniej i, w miarę możliwości, jak najdokładniej zjawisko walki z przymusem służby wojskowej w Polsce w latach 80-tych, należałoby zacząć od jej początku, co w przypadku każdego tekstu pretendującego do miana rysu historycznego jest nie tylko mało oryginalne, ale też w pełni uzasadnione. Początek zjawiska wyprzedza bowiem powstanie Ruchu "Wolność i Pokój" o parę lat. I mimo, iż WiP był niewątpliwie największą i najgłośniejszą organizacją antymilitarną w Polsce, wolnościową krytykę wojska jako instytucji zapoczątkowali uczestnicy zawiązanego w czerwcu 1983 r. w Gdańsku Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego. Niniejszy rys historyczny zaczynam więc od stanowiska RSA, nie wykluczając jednak wcześniejszych aktów sprzeciwu wobec militarnej machiny LWP (na początku lat 80-tych działali np. hippisi skupieni wokół "Wydawnictwa Pacyfistycznego" z Krakowa). Indywidualne postawy obywatelskiego nieposłuszeństwa z pewnością miały miejsce wcześniej, zwłaszcza pośród świadków Jehowy, jednakże nie one (same) są tematem tego tekstu. To, co stara się on opisać, to sprzeciw zorganizowany, to ruch społeczny, który zawiązał nieformalną organizację w celu reprezentacji siebie i który na sprzeciwie nie poprzestał - wręcz przeciwnie, stał się on punktem wyjścia i metodą walki dla osiągnięcia konkretnie postawionych postulatów. Dlatego właśnie ta wspólna, skoordynowana walka, której elementem (inna sprawa, że kluczowym) były jednostkowe akty sprzeciwu, zajmie tutaj najwięcej miejsca. Tak też pierwszym zorganizowanym głosem sprzeciwu wobec armii staje się, podpisana przez Janego Waluszkę (A. Rabe), Wojciecha Jankowskiego - Jacoba (J. Delimski), Cezarego Waluszkę (P. Łubik) i Krzysztofa Skibę (M. Pecko) "deklaracja ideowa" RSA. Idee szybko przekształcają się w jasny postulat: zniesienia przymusu służby wojskowej. Pierwszym etapem miało być wywalczenie prawa do cywilnej służby zastępczej. Kolportowana wówczas ulotka kończy się słowami: "(...) Walkę o zniesienie przymusu służby wojskowej i możliwość odpracowania jej wygrali już nasi bracia w NRD. O tym, czy uda się to również nam - zadecyduje Twoja postawa. RUCH SPOŁECZEŃSTWA ALTERNATYWNEGO". W późniejszej,
znacznie rozszerzonej wersji Jerzy Delimski (czyli Jacob) postuluje
jako cel likwidację wojska w ogóle, szeroko argumentując go względami: W tym czasie następuje już pewne zacieśnienie współpracy wokół sprawy wojska między działaczami z różnych miast. Jest rok 1985. Prawdziwą zadymę rozpoczyna skazanie na 2,5 roku więzienia Marka Adamkiewicza za odmowę złożenia przysięgi niezgodnej z jego sumieniem i przekonaniami. Wiosną '85 zawiązuje się w Krakowie RUCH "WOLNOŚĆ i POKÓJ". Dołącza do niego grupa głodująca w Podkowie Leśnej w obronie Adamkiewicza. Ośmiu jego kolegów inicjuje akcję odsyłania książeczek wojskowych na ręce Ministra Obrony Narodowej, jako protest przeciwko uwięzieniu Marka, jednocześnie domagając się jego uwolnienia oraz wprowadzenia zasady dobrowolności przysięgi jak i umożliwienia tym, którzy ze względów etycznych lub politycznych nie chcą służyć w wojsku - odbycie służby cywilnej. Akcja robiona jest już pod szyldem WiP-u. Latem '85 WiP kontaktuje się z gdańskim RSA, którego uczestnicy przyłączają się do akcji odsyłania książeczek, protestując przy tym nie tylko przeciw rocie przysięgi, ale i służbie wojskowej w ogóle, do czego z czasem przekonał się ruch WiP. Do października '85 książeczki wojskowe odesłało 10 osób: J. Czaputowicz, J. Dubiel, K. Galiński, W. Jankowski, A. Miszk, T. Klincewicz, M. Kuroń, J. Nakielski, P. Niemczyk, J. Taran. Jednocześnie gdańskie RSA przekazuje WiP-owi swoje propozycje n.t. wypracowania wspólnej płaszczyzny ideowej wraz z konkretnymi postulatami i swoim stanowiskiem. WiP akceptuje postulaty gdańszczan i dochodzi do spotkania w Krakowie oraz Machowej k. Tarnowa, gdzie 17 listopada '85 r. zostaje podpisana Deklaracja Ideowa Ruchu "Wolność i Pokój". Podpisują ją przedstawiciele z Gdańska, Krakowa, Warszawy i Wrocławia. Deklarację otwierają słowa: "Ruch 'Wolność i Pokój' powstał jako wyraz przekonania, że cele stawiane sobie dotąd przez istniejące instytucje i organizacje niezależne nie obejmują wielu zjawisk, wobec których nie powinni zostać obojętni ludzie dobrej woli". Dalej Ruch dokonuje samookreślenia ideowego prezentując trzy podstawowe fundamenty swojego działania. Pierwszym staje się walka o prawa obywatelskie, wolność religijną i niepodległość narodową. Drugim - uświadomienie Polakom zagrożenia wojną jądrową, problemu militaryzmu i militarystycznego wychowania, a także dążenie do ograniczenia tych zjawisk w kulturze. Trzecim zaś fundamentem była dla WiP-u popularyzacja wiedzy ułatwiającej człowiekowi odnalezienie sensu życia i swego miejsca w świecie, którą to wiedzę Ruch pragnął czerpać z osiągnięć etyki chrześcijańskiej, psychologii humanistycznej, filozofii Wschodu i innych kierunków myśli ludzkiej traktujących człowieka podmiotowo. Dokument, (choć, jak na WiP, to nieco zbyt poważna nazwa) przyjęty został w Machowej w swej dalszej części wymieniał siedem głównych zagadnień, którymi chce się zajmować organizacja. Były to: 1. Prawa
człowieka Jak widać ramy światopoglądowe i programowe Ruchu "WiP" były bardzo szerokie, jednak, jak często podkreślali sami działacze, różnorodność wewnątrz Ruchu była jednym z jego głównych atutów. WiP-owi nigdy nie chodziło bowiem o "czystość w łonie partii" lecz o skupienie jak największej ilości ludzi z różnych środowisk wokół konkretnego, palącego problemu - militaryzmu oraz jasnych postulatów - np. służby zastępczej. Wystarczała więc wspólna zgoda co do kluczowych kwestii oraz zaakceptowanie i przestrzeganie pewnych reguł postępowania, przede wszystkim sposobów wywierania nacisku na Ruch. Szczególną bowiem wagę przykładał WiP od samego początku istnienia do metod działania i ich jednej podstawowej zasady, tj. postawy non-violence, działalności pokojowej, bez użycia siły i przymusu, których połączeniem jest przemoc. W deklaracji ideowej zapisano: "Ruch "Wolność i Pokój" uważa za podstawowy środek walki ze złem, walkę bez przemocy. Stanowi ona najtrudniejszą, ale najsłuszniejszą drogę do wywalczenia przez społeczeństwo swoich praw. Konieczne jest wypracowanie metod walki bez przemocy, które byłyby skuteczne w warunkach komunistycznego totalitaryzmu". Deklarację tą uzupełniało jednak w następujących linijkach stwierdzenie, że "w sytuacjach wyjątkowych, np. zagrożenia życia, zwłaszcza kiedy dochodzi do masowej eksterminacji (jak narodu żydowskiego podczas II wojny światowej czy kambodżańskiego podczas rząd Pol Pota) człowiek ma moralne prawo odwołać się do przemocy". Jednakże takich wyjątkowych sytuacji w drugiej połowie lat 80-tych w Polsce nie napotykano, toteż działalność WiP-u była utrzymana całkowicie w duchu non-violence (no, może z wyjątkiem "szkoły krakowskiej"...). aktywność obejmowała więc wszystkie pokojowe środki: myśl, mowę, uczynek i zaniedbanie. Akcje uliczne WiP-u przybierały głównie postać pikiet pokojowych, sittingów, czasem uczestnicy używali formy happeningu, jak np. w przypadku zadym przeciwko budowie elektrowni atomowej w Żarnowcu. Ani razu, żadna akcja WiP-u nie wywołała zamieszek ani bijatyk, co w warunkach ulicy PRL lat 80-tych często było nie lada osiągnięciem. Kilka razy dochodziło do sytuacji, w której WiP-owcy musieli pertraktować z niepacyfistycznie nastawionym tłumem, aby pozwolono ich spokojnie zwinąć. Taka konsekwentna postawa wywoływała nierzadko mieszane uczucia pośród wielu podziemnych zadymiarzy, WiP jednak nigdy nie zszedł z obranej drogi. WiP-owcy twardo stali na stanowisku, ze tylko zdeterminowana i konsekwentna postawa pokojowa może ukształtować jasny i przede wszystkim pozytywny obraz Ruchu jako organizacji autentycznie pacyfistycznej. I taki obraz niewątpliwie wypracowali. Powróćmy jednak do roku '85. wkrótce po podpisaniu deklaracji ideowej uczestnicy WiP napotykają na pierwsze represje ze strony władz, związane z akcją odsyłania książeczek wojskowych. Do więzień aktywiści trafiają już jako WiP-owcy. Ponieważ niektórzy odmawiali tez służby wojskowej, wyroki bywają duże. W Gdańsku oprócz Miszka i Gala siedzi Wojtek "Jacob" Jankowski, który dostał 3,5 roku + 3 miesiące (bonus za książeczkę). Przeciętny wyrok za odesłanie dokumentu wynosi 3 miesiące. Represje przybierają różna formę - we Wrocławiu np. zostaje relegowany z Akademii Medycznej Marek Krukowski za odmowę złożenia przysięgi. Do października '86 trwa walka o uwolnienie zatrzymanych (akcje uliczne - sittingi, petycje itp.), kiedy to, na mocy amnestii, wychodzą wszyscy uwięzieni jeszcze działacze WiP-u. W więzieniach pozostają jednak nadal setki "anonimowych" świadków Jehowy, co WiP od początku stara się nagłośnić. W listopadzie '86 r. wychodzi w Gdańsku pierwszy numer nieregularnika WiP-u "A Cappella". Na pierwszej stronie pod zdjęciem z warszawskiego sittingu zamieszczony zostaje wstęp - motto: "CHODZI O TO ażeby urzeczywistniał się swobodnie ten idealny wzór życia, który nosimy w sobie, ażeby nasze potrzeby i nasz sposób pojmowania nie były hamowane i wypaczane przez interwencję obcego przymusu. Chodzi mi o to nie dlatego, że uważamy swoje ideały za bezwzględnie rozumne, doskonałe i obiecujące powszechne zbawienie, lecz dlatego tylko, że są nasze, ze stanowią naszą własną naturę moralną, która dla nas przez nic innego zastąpiona być nie może i którą przez to samo musimy bronić od zagłady. Dobro, w które wierzymy nie przedstawia się wtenczas jako absolutne, bezwzględne, lecz jest nim dlatego tylko, ze tkwi w potrzebach naszych, ze jest tym wzorem życia, którego zaparłszy się musielibyśmy zarazem zaprzeć się samych siebie, tj. zginąć moralnie". Tyle Edward Abramowski. Próżno i darmo, ale niektórzy ludzie w swoim idealnym wzorze życia nie maja miejsca na wojsko. I nie pomaga tu tupanie tradycjonalistów ani ględzenie starych bab o prawdziwym mężczyźnie, którym zostaje się dopiero "po wojsku" (tak jakby w wojsku uczono kama-sutry, a nie regulaminów). Nie chcemy iść do wojska. I mamy nadzieję, ze w tym pisemku uda nam się wyjaśnić - dlaczego". "A Cappella" ukazywała się do samego końca działalności trójmiejskiego WiP-u, a ostatni 19 numer wyszedł jesienią '89. nakład pisma wahał się od 1 do 3 tysięcy egz., zaś jego objętość od 4 do kilkudziesięciu stron. Ukazało się też wraz z "A Cappellą", bądź jako kolejny numer, kilka wydań w formie ulotki, np. w związku ze strajkiem w stoczni gdańskiej, w którym uczestniczył WiP Trójmiasto. Oprócz publikowania artykułów "programowych", polemik, tekstów historycznych oraz okołotematycznych (anarchizm, kultura alternatywna, poezja, feminizm, ekologia, kontakty zagraniczne, wywiady itp.) "A Cappella" była przede wszystkim forum prezentacji działalności WiP-u w całej Polsce i przekaźnikiem rzetelnych informacji o ludziach odmawiających służby i o aktualnie siedzących więźniach sumienia. A było o czym informować, wraz z rozwojem WiP-u więcej jest odmawiających osób, więcej akcji i kolegiów. W grudniu '86 odbywa się demonstracja "Rock dla pokoju, 2-3 lata w woju" przed gdańską halą Olivia, w której trwa koncert "Rock dla pokoju". 10 osób dostaje kolegia. W styczniu '87 odbywa się konferencja prasowa rzecznika MON, która jest pierwsza odpowiedzią władz na działania prowadzone przez WiP od niemalże 2 lat. Padają tajemnicze słowa o "stwarzaniu różnych możliwości", "pójściu na rękę" i "kierowaniu do służb zastępczych". Nie ma jednak żadnych zmian w ustawie, sprzeciw sumienia jest wciąż karalny. List z lutego '87 do rady Konsultacyjnej MON podpisany przez 11 objectorów z WiP-u, proponujący konkretne rozwiązania prawne zostaje przekazany... Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Trwa więc "alka na pisma" ludzi z całej Polski, którzy składają oświadczenia, domagają się, motywują itd. W odpowiedzi grozi im się tzw. konsekwencjami prawno-administracyjnymi, często podając nieprawdziwe informacje. W Polsce odbywa się dużo akcji ulicznych WiP-u. "Kolegia nie zniszczą Ruchu WiP" - Kraków, "Przysięga wojskowa ważniejsza od przysięgi Hipokratesa?" - Wrocław, "Ekstra mocne - Police bez filtra" - ekologiczna w Szczecinie, WiP trójmiejski zaczyna organizować kampanię antyżarnowiecką, odbywa się pierwsze zbieranie podpisów na mieście. Zgodnie ze złymi przeczuciami WiP-owców i wbrew styczniowym oświadczeniom MON-u lato '87 przynosi nową, największą w historii Ruchu fale aresztowań. We wrześniu odbywa się w Bydgoszczy siedmiodniowa głodówka w sprawie uwolnienia więzionych działaczy WiP-u. Uczestniczy w niej 79 osób z całej Polski. Do końca roku liczba skazanych i zamkniętych WiP-owców wzrasta do kilkunastu. Organizowane są liczne akcje protestacyjne: demonstracje, odsyłanie książeczek wojskowych. W grudniu '87 dzięki współpracy z Partią Radykalną w ośmiu krajach Europy ma miejsce dwutygodniowa głodówka w obronie uwięzionych. Do maja '88 mnożą się protesty, zadymy. Ekipy WiP-owskich zadymiarzy jeżdżą po całym kraju, dlatego okres ten był chyba czasem największej konsolidacji Ruchu "WiP". Ale i sytuacja była nie na żarty, mnóstwo ludzi za kratami, z czego najpoważniejsza była sprawa Sławka Dutkiewicza z Bydgoszczy, który głodował od dnia aresztowania tj. 12 listopada 1987 i był przymusowo dokarmiany. Oprócz Sławka pozostałymi odsiadującymi wyroki WiP-owcami byli w tym czasie: Jacek Borcz, Marek Mazurek, Tomasz Żmuda-Trzebiatowski, Oskar Kasperek, Piotr Różycki, Piotr Bednarz, Mariusz Bajda, Rafael Budzbon, Krzystof Gotowicki, Leszek Klepacki, Piotr Zdrzynicki, Jan Ryl, Wojtek Woźniak, Kazimierz Sokołowski. Ruch "Wolność i Pokój" obejmował już wówczas kilkanaście ośrodków w całej Polsce: Gdańsk, Poznań, Warszawa, Kraków, Wrocław, Opole, Bydgoszcz, Szczecin, Łódź, Czeętochowa, Kołobrzeg, Gorzów. Wreszcie
13 lipca '88 władze nowelizują ustawę o powszechnym obowiązku obrony.
Wszyscy więźniowie otrzymują propozycję odbycia cywilnej służby zastępczej
i wychodzą na wolność. Zmiany zaczynają obowiązywać 1 września. Nie
ulega wątpliwości, ze jest to ogromny sukces WiP-u, jednak droga administracyjna
i sposób realizacji prawa do służby zastępczej szybko budzi sprzeciw
działaczy Ruchu. Służba zastępcza trwa o połowę dłużej niż wojskowa
(3 lata), a w przypadku absolwentów uczelni jeszcze raz tyle co studium
wojskowe (2 lata). Ludzie kierowani są do miejsc odległych od swojego
miejsca zamieszkania, otrzymują zaniżone stawki płac i przysługują im
minimalne urlopy. Procedura realizacji prawa sprawia wrażenie represji,
a nie rozwiązania kwestii społecznej. Ludzie odbywający służbę zastępczą
organizują się w Gdańsku, Szczecinie i na Warmii w Zawodowy Związek
Federacyjny, który działa na rzecz podwyżki płac (skutecznie, osiągając
cel) i poprawy warunków odbywania służby zastępczej w ogóle, ale to
już nieco później. Tymczasem wielu ludziom utrudnia się otrzymanie służby
zastępczej wprowadzając w błąd i wykorzystując zawiłą procedurę podań,
wielu też po prostu odmawia się przyznania służby zastępczej. Dlatego
też najwięcej wątpliwości budzi sposób weryfikacji "przekonań moralnych
i religijnych nie pozwalających poborowemu na odbycie przeszkolenia
w armii", tj. arbitralna decyzja komisji wojskowej. WiP ogłasza
drugi etap walki z armią, o korzystniejszą zmianę przepisów i usunięcie
militaryzmu z wszystkich dziedzin życia społecznego. Grupy WiP-u zaczynają
zakładać biura porad objectorskich, w Krakowie na uczelniach wyższych
rozkręca się głośna akcja bojkotu studium wojskowego, cały czas wychodzi
"A Cappella", w Gdańsku działa Klub Więźnia Granic (sprzeciwiający
się ograniczeniom paszportowym), dochodzi także do ogólnopolskich zjazdów
Ruchu "WiP". Mimo tego nie da się ukryć, że "Wolność
i Pokój" wkracza w fazę schyłku. Przemysław
Miler
DEKLARACJA
IDEOWA RUCHU "WOLNOŚĆ I POKÓJ - 1985 r.
MANIFEST PRZECIWKO POBOROWI I MILITARYZMOWI W Imieniu
Ludzkości, dla dobra wszystkich cywili zagrożonych przez zbrodnie wojenne, w szczególności kobiet i dzieci, a także dla dobra Matki Natury, która cierpi wskutek przygotowań i działań wojennych, My, niżej podpisani, domagamy się powszechnego zniesienia poboru do wojska, będącego dużym, znaczącym krokiem w kierunku całkowitego rozbrojenia. Pamiętamy przesłanie dwudziestowiecznych humanistów: "Wierzymy, że armie z poboru, posiadające rozbudowane korpusy oficerów zawodowych, są śmiertelnym zagrożeniem dla pokoju. Pobór oznacza poniżenie (degradację) osobowości człowieka i zniszczenie jego wolności. Życie w koszarach, dryl wojskowy, ślepe posłuszeństwo wobec rozkazów (nawet tych skrajnie niesprawiedliwych i najgłupszych) oraz rozmyślne ćwiczenie w przeprowadzaniu rzezi innych ludzi podważają szacunek dla jednostki, demokracji i życia ludzkiego. Poniżającym dla ludzkiej godności jest zmuszanie ludzi do oddawania życia lub zadawania śmierci wbrew ich woli, zwłaszcza, gdy nie jest to skutkiem kary za ich zbrodnicze działania. Państwo, które uważa się za usprawiedliwione do zmuszania swoich obywateli do pójścia na wojnę, nigdy nie przykłada należnego szacunku do wartości życia w pokoju i szczęścia, które ono za sobą niesie. i szczęścia życia w pokoju. Co więcej, pobór sprawia, że w całej populacji mężczyzn we wspaniałym wieku zaszczepiany jest duch militaryzmu i agresji. Trenując się na wojnę, mężczyźni zaczynają uważać ją za nieuniknioną, a nawet pożądaną". (1) "Pobór podporządkowuje indywidualizm każdego człowieka militaryzmowi. Jest formą pańszczyzny (służebności). To, że państwa i narody go wciąż tolerują, jest kolejnym dowodem jego ogłupiająceg wpływu. Ćwiczenia wojskowe są szkoleniem ciała i ducha w sztuce zabijania. Są one kształceniem na wojnę. Służą podtrzymywaniu ducha wojennego. Hamują rozwój pragnienia pokoju". (2) Zachęcamy wszystkich ludzi do tego, aby uwolnili się od systemu wojskowości, stosując w tym celu metody oporu bez użycia przemocy w stylu Mahatmy Gandhiego czy Martina Luther Kinga. Tymi metodami są: Sprzeciw z Powodów Moralnych (ang. Conscientous Objection) w przypadku poborowych i żołnierzy zawodowych, zarówno w czasie wojny, jak i pokoju; Obywatelskie Nieposłuszeństwo, Opór Wobec Podatków w Czasie Wojny (rozumiem, że chodzi o niepłacenie podatków w czasie wojny - przyp. tłum.), Odmowa Współpracy w prowadzeniu badań naukowo-technicznych dla wojska, produkcji bojowej i handlu bronią./ Żyjąc w erze wojny elektronicznej i manipulacji medialnej, nie możemy zwlekać ze zgodnymi z naszym sumieniem działaniami w tej sprawie. NADSZEDŁ CZAS na demilitaryzację naszych umysłów i społeczeństw, na wystąpienie przeciw wojnie oraz wszelkim przygotowaniom do niej. Nadszedł czas, aby działać, aby tworzyć i żyć w sposób, który szanuje i chroni życie innych ludzi. 1) Manifest antypoborowy z 1926 r, podpisany min. przez Henri Barbusse, Annie Besant, Martin Buber, Edward Carpenter, Miguel de Unamuno, Georges Duhamel, Albert Einstein, August Forel, M.K. Gandhi, Kurt Hiller, Toyohiko Kagawa, George Lansbury, Paul Loebe, Arthur Ponsonby, Emanuel Radl, Leonhard Ragaz, Romain Rolland, Bertrand Russell, Rabindranath Tagore, Fritz von Unruh, H.G. Wells (2) Przeciwko poborowi i szkoleniu wojskowemu - manifest z 1930 r., podpisany min. przez Jane Addams, Paul Birukov and Valentin Bulgakov (współpracownicy Lwa Tołstoja), John Dewey, Albert Einstein, August Forel, Sigmund Freud, Arvid Jaernefelt, Toyohiko Kagawa, Selma Lagerloef, Judah Leon Magnes, Thomas Mann, Ludwig Quidde, Emanuel Radl, Leonhard Ragaz, Henriette Roland Holst, Romain Rolland, Bertrand Russell, Upton Sinclair, Rabindranath Tagore, H.G. Wells, Stefan Zweig Manifest
można podpisać http://home.snafu.de/mkgandhi/manifesto/manifesto.htm
Zapisy
ustawy są w praktyce interpretowane na niekorzyść poborowych w sposób
wątpliwy lub nawet sprzeczny z jej ustaleniami. Tymczasem równie zasadne
mogą być interpretacje odmienne. Ponadto w istotnych punktach praktyka
jest w świetle tekstu ustawy nieuzasadniona. Jedna z
częstych interpretacji przyjmuje, że z ustawy wynika konieczność weryfikowania
wiarygodności przekonań poborowego, a na wnioskodawcy ciąży obowiązek
udowodnienia prawdziwości deklarowanych przekonań religijnych czy zasad
moralnych (lub wręcz przekonania komisji poborowej o tej prawdziwości).
W konsekwencji komisja poborowa może uznać, np. w toku rozmowy, deklarowane
poglądy za nieszczere i odmówić służby zastępczej. Weryfikacja uzasadniana
jest zazwyczaj koniecznością zapobieżenia, by służbę zastępczą odbywali
poborowi, którzy chcą w ten sposób uniknąć służby wojskowej, a nie reprezentują
poglądów wymaganych przez ustawę. Wnioskodawca
pisał, jak relacjonował NSA: "[...] że jest sympatykiem ruchu Wolność
i Pokój, nie chce mieć nic wspólnego z organizacjami, których działalność
może polegać na zabijaniu ludzi i agresji, sprzeciwia się porządkowi,
w którym człowiek może wydawać rozkazy zabijania innemu człowiekowi,
nie jest natomiast przeciwnikiem służby wojskowej zawodowej i ochotniczej,
pełnionej z woli zainteresowanego, a skierowanie go do służby zastępczej
przyniesie więcej pożytku niż odbywanie służby wojskowej". Sąd orzekł:
"Opierając się na brzmieniu art. 198 ust. o powszechnym obowiązku
obrony należy podnieść, że przekonania religijne i wyznawane zasady
moralne stanowią niewątpliwe korelaty wolności wyznania i wolności sumienia,
podniesionych w art. 82 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej do rzędu
prawa obywatelskiego. W konsekwencji tego niepodobna zgodzić się z poglądem,
by skierowanie poborowego do odbycia służby zastępczej uzależnione było
od uznania komisji poborowej". Sąd stwierdzał
ponadto, że przepisy ustawy "[...] nie stwarzają również podstaw
do przyjęcia, że na poborowym ciąży obowiązek udowodnienia, uprawdopodobnienia
czy też wykazania, że odbywanie przez niego służby wojskowej pozostaje
w oczywistej sprzeczności z jego poglądami religijnymi czy też wyznawanymi
zasadami moralnymi i budzi rzeczywisty konflikt jego sumienia". Warto zauważyć,
że w wielu późniejszych wyrokach NSA przyjęto odmienną interpretację.
Stwierdzano wówczas, że ciężar dowodu spoczywa na poborowym. Stwarzano
w ten sposób komisjom poborowym możliwość dowolnego decydowania o nieprzyznawaniu
służby zastępczej, komisja poborowa może bowiem zawsze poczuć się nie
dość przekonana. Sąd przyjmuje
natomiast, odwołując się do art. 7 Kodeksu postępowania administracyjnego,
że organy poborowe mają obowiązek dokładnego i wyczerpującego wyjaśnienia
stanu faktycznego sprawy, w tym wypadku wyjaśnienia, czy deklarowane
przez poborowego zasady i przekonania są rzeczywiste i czy mogą budzić
konflikt sumienia. W tej sprawie
można też stwierdzić, że wymóg sprawdzania rzeczywistego stanu przekonań
jest nierealistyczny. Żadne komisje poborowe, a także inne, nie są w
stanie z zadania tego zadowalająco się wywiązać, bo nie można wskazać
tu dobrej metody (nawet postępowanie przypominające skomplikowaną i
poszlakową sprawę sądową z angażowaniem biegłych itp. nie byłoby odpowiednie).
Interpretacja zezwalająca czy nakazująca komisjom poborowym sprawdzanie
prawdziwości deklarowanych przekonań poborowego nakłada na komisje zadanie
przekraczające ich możliwości. Praktycznie procedura ta stwarza w sposób
oczywisty możliwość uznaniowego nieprzyznawania służby zastępczej. Innym źródłem
wątpliwości jest podkreślanie, że w świetle ustawy skierowanie do służby
zastępczej jest uzasadnione tylko wtedy, gdy deklarowane przekonania
są głębokie i utrwalone, a skierowanie do służby wojskowej powodowałoby
głęboki konflikt sumienia wywierający negatywny wpływ na rozwój osobowości
poborowego. Stwierdza się, że służba wojskowa może powodować często
jedynie dyskomfort duchowy, a nie głęboki konflikt sumienia - wtedy
skierowanie do służby zastępczej nie jest uzasadnione. Co ważniejsze,
sposób myślenia o kryteriach przyznawania służby zastępczej ukształtował
się w czasach, gdy chodziło o kierowanie do niej członków pacyfistycznych
wyznań chrześcijańskich. To tego j typu przekonania postrzegane są jako
głębokie, utrwalone i budzące sprzeciw sumienia wobec służby wojskowej.
Umyka natomiast powszechnej uwagi, że zmianie ulega sama natura moralnego
sprzeciwu wobec służby wojskowej i militaryzmu. Konflikt sumienia i
głęboki sprzeciw wobec służby wojskowej, a nie jedynie dyskomfort duchowy,
rodzą nie tylko tradycyjne pacyfistyczne przekonania religijne, ale
także postawy i wartości indywidualistyczne, dążenie do swobody, rosnąca
ranga wolności wyboru (są to - podkreślmy - dynamiczne, pozytywne, a
nie destrukcyjne siły zachodniej cywilizacji), sprzeciw wobec opresyjnych
totalnych instytucji (należy do nich armia), a także wzrastające znaczenie
praw człowieka. Takie postawy i przekonania to konstytutywne elementy
osobowości części współczesnych młodych ludzi. Traktowanie ich jako
mało istotnych jest wyrazem niezrozumienia. Zmuszanie młodych ludzi,
reprezentujących tego rodzaju postawy i przekonania, do odbycia służby
wojskowej - na co mogą się zgodzić pod wpływem przymusu prawnego, groźby
więzienia i innych czynników - jest łamaniem sumień, chociaż głęboko
zakorzenione uprzedzenia wobec ubiegających się o służbę zastępczą mogą
utrudniać dostrzeżenie tego. Trzeba stwierdzić, że nierespektowanie
antymilitarystycznych postaw i przekonań współczesnej młodzieży jest
odpowiednikiem nierespektowania za sady wolności sumienia, wyznania
i przekonań religijnych. Pojawia
się też pogląd, że wniosek o skierowanie do służby zastępczej prowadzi
do ograniczenia zakresu obowiązku prawnego o najwyższej randze, jakim
jest obrona ojczyzny. Stwierdza się, że ograniczenie takiego obowiązku
jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy powstaje rzeczywisty konflikt między
tą powinnością a prawem do wolności sumienia i wyznania. Według tej
interpretacji, służbę zastępczą można byłoby przyznać tylko wtedy, gdyby
nie respektowane było prawo do wolności sumienia i wyznania, a nie wtedy,
gdy wnioskodawca odczuwałby jedynie niezadowolenie lub dyskomfort duchowy
czy psychiczny. Ponadto
ustawa nie zaznacza, że wymagane jest od wnioskodawcy wyznawanie i wskazanie
systemu religijnego, do którego się odwołuje. Wynika z niej tylko, że
wnioskodawca uznaje przekonania religijne nie pozwalające mu na pełnienie
służby wojskowej. Może tu chodzić także o zasadę "nie zabijaj",
którą pojmuje jako wykluczają służbę wojskową, chociaż najczęściej nie
jest ona w ten sposób pojmowana w Kościołach chrześcijańskich. Stanowisko
sądu budzi wątpliwości. Poborowy stwierdził, jak przytacza się to w
uzasadnieniu wyroku, że "stosunek podporządkowania żołnierza w
służbie wojskowej przełożonym sprzeczny jest z jego rozumieniem indywidualizmu,
które powinno być uszanowane". Sąd rozumie to stwierdzenie jako
postawę niezależności wobec przełożonych. Otóż wbrew opinii sądu mniemam,
że mamy tu w oczywisty sposób do czynienia z wyznawanymi zasadami moralnymi
(takiego sformułowania używa ustawa), które uzasadniają odmowę pełnienia
służby wojskowej i skierowanie do służby zastępczej. Poborowy wyraża
tu moralny sprzeciw wobec szczególnego rodzaju podporządkowania, jakiemu
podlega żołnierz. Po pierwsze, żołnierz zobowiązany jest, stosunkiem
podporządkowania, do wykonywania nawet budzących sprzeciw sumienia rozkazów,
pod groźbą przemocy i bez możliwości wycofania się (jest to podporządkowanie
diametralnie inne niż w przypadku zwykłej umowy o pracę). W świetle
etyki indywidualistycznej ma to charakter zła budzącego sprzeciw moralny.
Po drugie, typ podporządkowania charakterystyczny dla wojska ma charakter
niemoralny także pod nieco innym względem. Etyka indywidualistyczna
akcentuje osobistą i indywidualną odpowiedzialność człowieka za to,
co robi (np. nie można tłumaczyć się wykonywaniem rozkazu, zrzucając
z siebie odpowiedzialność za to, co się zrobiło). Zasadą moralną jest
tu, by nie wchodzić w stosunek podporządkowania właściwy służbie wojskowej,
sprzeczny jest on bowiem z etyką odpowiedzialności za własne czyny.
Ponadto wojsko jest w rozumieniu socjologicznym instytucją totalną,
tzn. poddającą jednostkę całościowej kontroli i pozbawiającą możliwości
decydowania o sobie. Jest to niezgodne z indywidualistyczną etyką i
obciąża moralnie armię jako typ organizacji. Pytanie
to jest dlatego zaskakujące, że wprawdzie zapis ustawy nie używa określenia
"indywidualne", jednak w sposób oczywisty odnosi się do przekonań
indywidualnych ("Poborowi [...] mogą ze względu na przekonania
religijne albo wyznawane zasady moralne występować do rejonowych komisji
poborowych z pisemnymi wnioskami o skierowanie ich do odbycia służby
zastępczej"). Gdyby chodziło tu tylko o wyznawców pewnych określonych
systemów religijnych lub moralnych, zastrzeżenie takie powinno się w
ustawie znaleźć. Skoro go nie ma, zapis ustawy należy rozumieć zgodnie
z jego brzmieniem jako przyznanie poborowemu prawa do odbywania służby
zastępczej ze względu na przekonania i zasady wyznawane przez niego
osobiście, indywidualnie, a nie tylko ze względu na przynależność do
określonych wyznań, organizacji itp. Sprawa
katolików, powołujących się we wnioskach o służbę zastępczą na zasady
swej religii, jest bardzo ważna. Szczególnie istotne jest tu stanowisko
samego Kościoła. W tej sprawie rzecznik episkopatu stwierdził, że wierni
mogą i powinni pełnić służbę wojskową, chociaż dopuścił - zgodnie z
oficjalnymi dokumentami Kościoła - że ci, którym sumienie nie pozwala
na odbywanie służby wojskowej, powinni mieć możliwość odbywania służby
zastępczej. Stanowisko to nie wyklucza więc, że katolicy mogą we wnioskach
o służbę zastępczą powoływać się na przekonania religijne, ale nie po
prostu na naukę Kościoła rzymskokatolickiego. Stanowisko Kościoła w
kwestii służby wojskowej i zastępczej jest jednak na tyle złożone, że
wierni mogą mieć trudności z prawidłowym sformułowaniem uzasadnienia
swego wniosku o skierowanie do służby zastępczej. Jest ono także przedmiotem
sporów wśród teologów i duchownych najwyższej rangi. Można tu, na przykład,
przytoczyć zdecydowane stanowisko amerykańskiego arcybiskupa Thomsa
Robertsa w dyskusji w toku Soboru Watykańskiego II: "Nawet w krajach,
które uznają prawo sumienia do odmowy służby wojskowej, jest ono często
katolikom odmawiane, gdyż władza świecka uważa, że to niemożliwe, aby
członek Kościoła rzymskokatolickiego odmawiał służby wojskowej ze względu
na sumienie. Błędne to mniemanie wzmacniane jest - o zgrozo! - przez
tych księży i duszpasterzy, wzywanych na świadków przez sądy w sprawach
tych, którzy odmawiają służby wojskowej". Autor artykułu przedstawiającego
tę dyskusję, napisanego bez wątpienia w związku z problemami odmowy
pełnienia służby wojskowej w Polsce w okresie działalności ruchu WiP,
pisze też: "Nie doktryna wojny sprawiedliwej, ale postulat całkowitego
rozbrojenia stał się podstawową intuicją Soboru w jego refleksji nad
pokojem. W takiej zaś optyce ludzie odmawiający służby wojskowej ze
względu na sumienie stają się niejako prorokami nowych czasów i było
czymś oczywistym, że Sobór weźmie ich w obronę. Główną troską większości
Ojców było uwolnienie wypowiedzi na ten temat od jakichkolwiek niefortunnych
uwikłań, które mogłyby osłabić jej znaczenie lub nawet odebrać wiarygodność".
W tej perspektywie obiektorzy pacyfistyczni są prorokami nowych czasów. Stanowisko MON, sądów oraz Kościoła może być dyktowane chęcią zapobieżenia nadużyciom prawa przez poborowych. Również potocznie często wyrażany jest pogląd, że poborowi nie podają rzeczywistych powodów składania wniosków o służbę zastępczą. Praktyka pomija jednak, że - po pierwsze - przypadki rzeczywistego sprzeciwu sumienia dyktowane motywami religijnymi mogą mieć miejsce także wśród katolików i w takich sytuacjach mogą się oni godzić na odbycie służby wojskowej pod groźbą kary więzienia, co jednak można określić jako łamanie sumień; po drugie - praktyka narusza istotne zasady, które powinny być w takich wypadkach respektowane, i ucieka się do niewłaściwych interpretacji i przeinaczeń.(...) Na podst. artykułu Wojciecha Modzelewskiego
Nowożytny
pacyfizm i antymilitaryzm pojawił się po zakończeniu wojen napoleońskich
i bezpośrednio jako reakcja na nie. Wtedy to zaczynają powstawać w krajach
zachodnich pierwsze stowarzyszenia pokojowe stawiające sobie za cel
działalność na rzecz pokoju międzynarodowego. Stowarzyszenia te powstają
z inspiracji pacyfistów religijnych, nie mają jednak charakteru religijnego.
Należą do nich pacyfiści z dysydenckich wyznań pacyfistycznych, pacyfiści
wyznań niepacyfistycznych, głównie protestanckich, oraz pacyfiści świeccy,
w ogóle nie odwołujący się w swych pacyfistycznych poglądach do idei
i przekonań religijnych. Nieco później
zaczęły powstawać analogiczne stowarzyszenia, stawiające sobie za cel
dążenie do ustanowienia pokoju międzynarodowego przez rozwój prawa i
instytucji międzynarodowych. Ten nurt działalności zaczęto nazywać internacjonalizmem.
W wieku
XIX powstało, przede wszystkim w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych,
kilkaset stowarzyszeń wysuwających na plan pierwszy sprawę pokoju międzynarodowego
i pokojowego rozwiązywania konfliktów w drodze np. arbitrażu i innych
instytucji prawa międzynarodowego. Spektakularnymi wydarzeniami stały
się międzynarodowe kongresy pokojowe, zwoływane z przerwami od roku
1843 do pierwszej wojny światowej, inicjowane przede wszystkim przez
angielskie i amerykańskie stowarzyszenia pokojowe. W roku
1914 w obliczu wybuchu wojny światowej pacyfiści religijni utworzyli
w Anglii, przy znacznym udziale kwakrów, Bractwo Pojednania (Fellowship
of Reconciliation - FOR). Wkrótce powstało też analogiczne amerykańskie
Bractwo Pojednania. W roku 1919 pacyfiści chrześcijańscy z dziesięciu
krajów utworzyli skupiające odziały krajowe Międzynarodowe Bractwo Pojednania
(International Fellowship of Reconciliation - IFOR). IFOR skupiało początkowo
przede wszystkim pacyfistów z wyznań protestanckich, chociaż zdarzali
się także katolicy. Dziś członkami IFOR są chrześcijanie różnych wyznań,
żydzi, buddyści, muzułmanie, bahaiści oraz pacyfiści nie opierający
swych przekonań na podstawach religijnych. IFOR ma obecnie oddziały
i grupy w ponad 40 krajach na wszystkich kontynentach. Cel działalności
IFOR określano jako stopniowe przekształcanie społeczeństwa w sposób
pokojowy, by stworzyć światowy ład oparty na miłości. Dziś IFOR określa
siebie jako "sieć (network) ludzi, którzy wierzą w siłę nieużywania
przemocy (nonviolence), aby zmienić świat". Podstawową koncepcją
ukierunkowującą zróżnicowane przedsięwzięcia jest "ruch ku kulturze
nieużywania przemocy {culture of nonviolence), gdzie stosunki i wzorce
destrukcji i dominacji są zastąpione przez tworzenie i współpracę". IFOR tradycyjnie
angażuje się nie tylko czy nawet nie tyle w sprawy stosunków międzynarodowych,
lecz podejmuje różnorodne działania dotyczące konfliktów etnicznych,
rasowych, narodowościowych i religijnych w różnych krajach. Podejmuje
też akcje w obronie praw człowieka, bierze udział w kampaniach przeciw
dyktatorskim formom władzy państwowej, jak to się działo na Filipinach
w roku 1986 w walce o obalenie dyktatury Marcosa. Ponadto szczególne
miejsce w swej działalności przyznaje IFOR kwestiom ekonomicznym, zarówno
w wymiarze międzynarodowym, jak i wewnętrznym. W okresie międzywojennym
amerykańskie FOR głosiło koncepcję konieczności zmian w stosunkach klasowych
i uważało kapitalizm za źródło wojen. Kwestia robotnicza zajmowała ważne
miejsce w działalności organizacji, a wyzysk postrzegano jako źródło
napięć prowadzących do wojny. Członkowie stowarzyszenia "odmawiają
udziału w jakiejkolwiek wojnie lub sankcjonowaniu militarnych przygotowań;
działają na rzecz zlikwidowania wojen i popierania dobrej woli między
narodami, rasami i klasami; dążą do zbudowania ładu społecznego, w którym
żadna jednostka czy grupa nie będzie wyzyskiwana dla korzyści lub satysfakcji
innych i który będzie zapewniać wszystkie środki dla realizacji jak
najlepszych szans życiowych; bronią takich sposobów postępowania z winnymi
zła wobec społeczeństwa, które będą ich raczej przekształcać, niż karać
w odwecie; starają się okazać poszanowanie osobowości ludzkiej - w domu,
w wychowaniu dzieci, w stosunkach z ludźmi różnych klas, narodowości
i ras; dążą do unikania niezgody i wyrządzania przykrości i do utrzymania
ducha miłości podczas angażowania się w walkę o osiąganie tych celów". Zwrócenie
uwagi na stosunki klasowe różniło IFOR od dawniejszych stowarzyszeń
pokojowych, skupiających uwagę na stosunkach międzynarodowych, reprezentujących
tzw. podejście instytucjonalne, koncentrujące się na problemach prawa
międzynarodowego oraz instytucji międzynarodowych służących pokojowi
i rozwiązywaniu konfliktów. Inną, trwałą
i wpływową organizacją pacyfistyczną jest działająca od roku 1921 "Międzynarodówka
Przeciwników Wojny" (War Resisters' International - WRI). W swych
koncepcjach i inspiracjach ideowych organizacja ta nie miała treści
religijnych, lecz jej podstawę stanowiły radykalne, świeckie prądy polityczne
przełomu wieków XIX i XX. Szczególnie istotna była, dla powstania WRI,
zorganizowana działalność przeciwko poborowi i wojnie, prowadzona w
Anglii po wybuchu pierwszej wojny światowej. Duże znaczenie zyskało
wówczas w Anglii "Bractwo Przeciwników Poboru" (No Conscription
Fellowship - NCF). W powołaniu tej organizacji istotną rolę odegrał
Bertrand Russell, uwięziony następnie na pewien czas za działalność
antymilitarystyczną. WRI koncentrowała
się na problemie sprzeciwu wobec pełnienia służby wojskowej, odrzucając
początkowo także wszelkie formy służby zastępczej. To rygorystyczne
stanowisko utrudniało współpracę WRI w ramach ruchu pokojowego i pacyfistycznego.
Od drugiej wojny światowej ten rygoryzm uległ osłabieniu i organizacja
zaczęła angażować się także w walkę o ustawodawstwo wprowadzające służbę
alternatywną. Obecnie WRI koncentruje się na kwestii prawa do odmowy
pełnienia służby wojskowej, liberalizacji ustawodawstwa w tej dziedzinie
oraz pomocy więzionym. Międzynarodową
organizacją o dużym znaczeniu, reprezentującą orientację pacyfistyczną,
jest powołana w Hadze w roku 1915 "Międzynarodowa Liga Kobiet na
rzecz Pokoju i Wolności" (Women's International League for Peace
and Freedom - WILPE). Liga wywodzi się z ruchu sufrażystek, angażujących
się, poza walką o prawa wyborcze kobiet, także w działalność pokojową
i w sprawę pokojowego rozwiązywania konfliktów międzynarodowych. Powstanie
Ligi było reakcją na wybuch wojny światowej. Obecnie Liga ma status
organizacji konsultacyjnej kilku agend ONZ. W ostatnich dziesięcioleciach
Liga stała się znana w szczególności z zaangażowania w kampanię przeciw
wojnie wietnamskiej oraz przeciw zbrojeniom nuklearnym. Organizacją
pacyfistyczną o dużym znaczeniu jest od dziesięcioleci "Związek
Pokojowego Ślubowania" (Peace Pledge Union - PPU). PPU powstał
w efekcie apelu ogłoszonego w prasie w roku 1934 przez popularnego duchownego
Kościoła anglikańskiego, H.R.L. ("Dicka") Shepparda, o podpisywanie
ślubowania wyrzeczenia się wojny. Akcja spotkała się ze znacznym oddźwiękiem
i doprowadziła w roku 1936 do utworzenia organizacji, która stała się
ważnym ośrodkiem działalności pacyfistycznej w Wielkiej Brytanii. Duże
i trwałe znaczenie zyskało pismo, związane przez wiele lat z PPU, "Peace
News". Przed wybuchem drugiej wojny światowej PPU liczył 125 tysięcy
członków. Wybuch wojny spowodował, że wielu z nich zrezygnowało z zachowania
stanowiska pacyfistycznego i uznało zaangażowanie w tę wojnę za uzasadnione.
PPU przetrwał jednak czasy wojny. Członkowie objęci poborem, którzy
zachowali stanowisko pacyfistyczne, ubiegali się o status obiektora
sumienia i z reguły byli kierowani do służby alternatywnej. Wielu jednak
odbyło kary więzienia, albo sprzeciwiając się samej zasadzie służby
przymusowej i nie godząc się na odbywanie służby alternatywnej, albo
odmawiając pełnienia służby wojskowej po odrzuceniu ich wniosku o służbę
alternatywną. Z PPU związanych
było wielu artystów, pisarzy i intelektualistów, wśród których najbardziej
znani to Aldous Huxley i Bertrand Russell. Broszura Huxleya "What
Are You Going to Do about it? The Case for Constructive Peace",
wydana w roku 1936, uważana była za najbardziej skuteczną publikację
z punktu widzenia pozyskiwania nowych członków (w roku 1994 PPU wydał
broszurę zawierającą fragmenty pacyfistycznych publikacji Huxleya z
tamtego okresu). Obecnie
PPU jest główną sekcją brytyjską "Międzynarodówki Przeciwników
Wojny" (WRI). Organizacja odrzuca wojnę i przemoc jako środki rozwiązywania
konfliktów lokalnych, krajowych i międzynarodowych. PPU jako pierwszy
w Wielkiej Brytanii zainicjował już w roku 1952 demonstracje nieposłuszeństwa
obywatelskiego zwrócone przeciw zbrojeniom nuklearnym. Podjęły je małe
grupy inspirowane Gandhyjskimi metodami walki, nazywające siebie Operacjami
Gandhi, demonstrując przed instytucjami wojskowymi. Szczególną
rolę we współczesnym ruchu pacyfistycznym odgrywa najbardziej znane
pismo pacyfistyczne "Peace News". Pismo wychodzi od roku 1936
i do roku 1961 było ściśle związane z PPU. Rozłam nastąpił w związku
ze zdecydowanym zaangażowaniem się pisma w kampanie przeciw zbrojeniom
nuklearnym, co w PPU ocenione zostało jako odejście od ściśle pacyfistycznego
stanowiska. Pismo zbliżyło się do CND, WRI, ówczesnej kontestacji i
nowej lewicy. W "Peace News", jak pisze autor zwięzłej monografii
pisma, odnaleźć można różne postawy. Byli tam "pacyfiści zaangażowani
moralnie w nieużywanie przemocy (non violence) i dający świadectwo prawdzie;
inni pryncypialnie zaangażowani w nieużywanie przemocy jako strategię;
jeszcze inni widzący nieużywanie przemocy pragmatycznie i stosujący
wyjątkowe taktyki, ponieważ stawką stało się przeżycie [wobec nuklearnego
zagrożenia - WM]. Najbardziej
spektakularnymi przejawami aktywności organizacji pacyfistycznych są
podejmowane przez nie akcje protestacyjne o różnym charakterze. Krajowe
organizacje IFOR, WRI i WILPE odegrały w ostatnich dziesięcioleciach
istotną rolę w kampaniach przeciw wojnie wietnamskiej oraz przeciw zbrojeniom
nuklearnym. Chociaż akcje bezpośrednie nie były głównym celem działalności
najważniejszych organizacji, ten rodzaj aktywności znajdował w nich
istotny udział. Wpływały na to, po pierwsze, Gandhyjski wzór walki bez
użycia przemocy, akcentujący znaczenie akcji bezpośrednich i obywatelskiego
nieposłuszeństwa, oraz, po drugie, idee i wzory walki mające socjalistyczną
i anarchistyczną genezę czy - jak w przypadku WILPE - tradycje ruchu
sufrażystek. Amerykańskie
Bractwo Pojednania (FOR), zajmujące się jeszcze w okresie międzywojennym
problemem rasowym, odegrało główną rolę w utworzeniu "Kongresu
Równości Rasowej" (CORE), organizacji zamierzającej metodami akcji
bezpośrednich, bez użycia przemocy, z obywatelskim nieposłuszeństwem
włącznie, doprowadzić do zniesienia segregacji rasowej w Stanach Zjednoczonych.
CORE był jedną z głównych organizacji masowego ruchu na rzecz desegregacji,
rozwijającego się w USA w latach sześćdziesiątych pod przywództwem Martina
Luthera Kinga, będącego - co warto zauważyć - członkiem FOR. Amerykańska
Liga Przeciwników Wojny (WRL, krajowa organizacja wchodząca w skład
WRI) wyróżniała się gotowością do stosowania metod obywatelskiego nieposłuszeństwa
w kampaniach przeciw wojnie wietnamskiej oraz przeciw zbrojeniom nuklearnym.
WRL była, być może, pierwszą organizacją, która rozpoczęła demonstracje
przeciw wojnie wietnamskiej, podejmując je już w roku 1963, podczas
gdy szerszy ruch rozpoczął się dopiero w roku 1965. Amerykańskie FOR
od roku 1965 współpracowało w kampaniach przeciw wojnie wietnamskiej,
organizując sprzeciw wobec niej przede wszystkim w środowiskach religijnych.
FOR zainicjowało też akcję "Żadnego Podatku na Wojnę" (No
Tax for War). Organizacje pacyfistyczne powstrzymywały się przed pełnym
zaangażowaniem w kampanie przeciwko zbrojeniom nuklearnym, gdyż celem
tych kampanii było przeciwdziałanie tylko zbrojeniom nuklearnym, a nie
wszelkim zbrojeniom i instytucjom militarnym, jednak uczestniczyły w
wielu akcjach protestacyjnych oraz podejmowały własne przedsięwzięcia.
Na przykład w Wielkiej Brytanii PPU w oficjalnym stanowisku odrzucał
koncepcję skupienia się na problemie broni nuklearnej zamiast na sprzeciwie
wobec wszelkich zbrojeń, ale angażował się w liczne akcje antynuklearne.
Kampanie
przeciw zbrojeniom nuklearnym Kampania
pierwsza przebiegała w latach nasilenia się ruchów kontestacyjnych w
krajach zachodnich, a w Stanach Zjednoczonych dodatkowo ruchu na rzecz
równości rasowej oraz ruchu przeciw prowadzeniu wojny wietnamskiej.
Druga - zbiegła się z aktywizacją ruchów ekologiczno-pokojowych, feministycznych,
praw człowieka, nazywanych często nowymi ruchami społecznymi. Wszystkie
one zawierały istotny komponent antymilitarystyczny i antywojenny. Kampanie
antynuklearne były z tymi ruchami wielorako powiązane. Kampanie
te miały charakter akcji bezpośrednich i zawdzięczały swoją wyjątkową
rolę przede wszystkim akcjom masowym, w których uczestniczyły jednorazowo
setki tysięcy osób. Przy ogólnym przestrzeganiu zasady nieużywania przemocy
cechowały się one często dużą bojowością. Pierwsza
kampania, przypadająca na lata 1957-1964, skoncentrowana była przede
wszystkim na powstrzymaniu próbnych wybuchów nuklearnych, a w Wielkiej
Brytanii na żądaniu bezwarunkowej rezygnacji z posiadania tej broni,
tj. jednostronnego rozbrojenia nuklearnego. W Stanach
Zjednoczonych do przywództwa w kampanii pretendował powołany w roku
1957 "Krajowy Komitet na rzecz Zdrowej Polityki Nuklearnej"
(National Committee for a Sane Nuclear Policy - SANE), odwołujący się
w tej nazwie do terminu używanego przez Ericha Fromma, "zdrowego
społeczeństwa". Komitet, złożony z osób odgrywających istotną rolę
w życiu publicznym, dał początek krajowej organizacji, która w roku
1958 zyskała 25 tysięcy członków i 130 komitetów lokalnych. Preferował
jednak umiarkowaną taktykę działania i nie uzyskał rzeczywistego przywództwa
w kampanii. Była ona w istocie ciągiem przedsięwzięć luźno tylko koordynowanych,
mających wielu inicjatorów i uczestników. Akcje bezpośrednie,
angażujące obywatelskie nieposłuszeństwo, organizowała natomiast powołana
głównie przez pacyfistów "Akcja Bez Użycia Przemocy Przeciw Broniom
Nuklearnym" (Non-Violent Action Against Nuclear Weapons), przekształcona
później w "Komitet Akcji Bez Użycia Przemocy" (Committee for
Non-Violent Action). Wkraczano na tereny zastrzeżone dla prób nuklearnych,
pikietowano i blokowano gmachy i bazy należące do wojskowego sektora
nuklearnego, próbowano wpłynąć jachtami do morskich stref próbnuklearnych.
Uczestnicy akcji bywali skazywani na kilkumiesięczne kary więzienia. Od roku
1960, w sytuacji rosnącego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w wojnę
wietnamską, właśnie kwestie związane z tą wojną stały się głównym przedmiotem
protestów studenckich oraz aktywności najważniejszej wówczas studenckiej
organizacji SDS (Students for a Democratic Society). Antymilitarystyczne
akcje nieposłuszeństwa obywatelskiego zaczęła organizować od roku 1960
"Liga Przeciwników Wojny" (WRL). Marsze protestacyjne na rzecz
pokoju stały się akcjami rzeczywiście masowymi. Marsz do Waszyngtonu
w kwietniu 1965 roku zgromadził 20 tysięcy uczestników, a w listopadzie
- 40 tysięcy, ale był to dopiero początek fali. Demonstracja "Moratorium"
w październiku 1969 roku liczyła około 2 milionów uczestników w skali
kraju. W tymże roku około 500 tysięcy demonstrantów zgromadziło się
tylko na jednym z wieców w Waszyngtonie. Poważne
rozmiary osiągnęła kampania przeciw poborowi do wojska. Demonstracyjnie
palono karty poborowe lub odsyłano je do Departamentu Sprawiedliwości.
Akcje przeciw poborowi zainicjowała pacyfistyczna "Liga Przeciwników
Wojny" (WRL) organizując w maju 1964 roku zgromadzenie, na którym
12 poborowych spaliło swoje karty poborowe. Później ta forma protestu
upowszechniła się i publiczne palenie kart poborowych organizowano w
campusach uniwersyteckich. Akcja ta i inne formy odmowy pełnienia służby
wojskowej osiągnęły znaczne rozmiary. Na przykład od połowy 1964 do
połowy 1965 roku wszczęto 380 spraw sądowych przeciw odmawiającym służby
wojskowej, w analogicznym okresie od połowy 1967 do połowy 1968 roku
było ich już 3305. Mnożyły się ucieczki przed poborem za granicę. Pomocy
"przeciwnikom poboru" (draft resisters) udzielały liczne organizacje.
W 1972 roku prezydent Nixon wstrzymał rejestrację poborowych. Bez wątpienia
akcje protestacyjne były jedną z przyczyn podjęcia tej decyzji, jak
i wycofania się Stanów Zjednoczonych z Wietnamu. W Wielkiej
Brytanii główną rolę w kampanii antynuklearnej odgrywał utworzony w
roku 1958 komitet o charakterze koordynacyjnym po nazwą Kampania na
rzecz Nuklearnego Rozbrojenia (Campaign for Nucolear Disarmament - CND).
Komitet ten skupiał osobistości i działaczy zaangażowanych w sprawę
przeciwdziałania zbrojeniom nuklearnym. Jak pisze Peter Brock, CND "reprezentowała
fuzję indywidualistycznego impulsu moralnego pacyfistów starej szkoły
z nowym impetem nadanym przez masowy protest przeciw użyciu broni nuklearnych". CND preferowała,
szczególnie początkowo, taktykę umiarkowanej, legalnej kampanii, ale
pod wpływem wydarzeń zaaprobowała bardziej radykalną koncepcję akcji
masowych. W roku 1961 utworzono "Komitet 100" (Committee 100),
opowiadający się za prowadzeniem masowych akcji nieposłuszeństwa obywatelskiego,
a więc z zasady naruszających przepisy prawne. Komitet 100 współpracował
z podejmującym już wcześniej akcje nieposłuszeństwa obywatelskiego "Komitetem
Akcji Bezpośredniej Przeciw Wojnie Nuklearnej" (Direct Action Committee
Against Nuclear War - DAC). "Komitet 100" przeprowadził wiele
akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa, najczęściej polegających na demonstracjach
naruszających przepisy prawne dotyczące obiektów wojskowych. Szczególny
rozgłos zyskały akcje prowadzone w roku 1961, np. demonstracja siedząca
(sit-down) pod Ministerstwem Obrony w lutym i pod Parlamentem w kwietniu,
gdzie aresztowano 800 osób. Przed sit-down planowanym na 17 września
policja aresztowała wielu członków "Komitetu 100", a kiedy
demonstracja na Trafalgar Sąuare doszła jednak do skutku, zostało aresztowanych
około 1300 z 12 tysięcy uczestników. W akcji nieposłuszeństwa obywatelskiego
w Holy Loch, gdzie stacjonować miały okręty podwodne wyposażone w rakiety
nuklearne Polaris, aresztowanych zostało 300 uczestników, a w demonstracjach
pod amerykańskimi bazami wojskowymi 850 spośród około 4 tysięcy biorących
udział. Rok 1961 stanowił kulminację tego typu akcji w Wielkiej Brytanii,
chociaż trwały one aż do 1964 roku. Przedstawiona
zwięzła charakterystyka pierwszej kampanii przeciw zbrojeniom nuklearnym,
dotycząca tylko USA i Wielkiej Brytanii, wymaga zaznaczenia, że analogiczne
kampanie prowadzono w różnych rozmiarach także w innych państwach zachodnich.
Ponadnarodowy charakter tych kampanii traktowany bywa wręcz jako ich
cecha wyróżniająca. April Carter,
uczestniczka i historyk kampanii ocenia, że międzynarodowa akcja przeciw
zbrojeniom nuklearnym może pretendować do tego, by widzieć ją jako istotny
czynnik zmieniający świadomość powszechną w kwestii broni i prób nuklearnych.
Można powiedzieć, że do czasu tej kampanii sprawa prób i zbrojeń nuklearnych
nie istniała jako kwestia w szeroko rozumianym masowym życiu politycznym
krajów zachodnich. Kampania zmieniła ten stan rzeczy. Ponadto efektem
kampanii stały się względnie trwałe organizacje, instytucje i środowiska
działaczy, które dostarczyły fundamentu, jak podkreśla April Carter,
następnej kampanii przeciw zbrojeniom nuklearnym. Również akcje bezpośrednie bez użycia przemocy, angażujące nieposłuszeństwo obywatelskie, były znacznie liczniejsze i osiągnęły większe rozmiary. Blokowano bazy i instytucje wojskowe. Szczególne nasilenie tych akcji miało miejsce w Wielkiej Brytanii i Niemczech Zachodnich. Na przykład w RFN w grudniu 1982 roku blokowano 12 obiektów wojskowych przy udziale 3400 demonstrantów. W Wielkiej Brytanii długotrwała "Kampania Śnieżnej Kuli" (Snowball Campaign), zorganizowana według zasad Gandhyjskich, doprowadziła w roku 1984 do symbolicznych akcji nieposłuszeństwa obywatelskiego przed ponad 30 bazami. Akcje tego typu powodowały aresztowania nierzadko po kilkaset osób. Nową metodą stało się zakładanie, czasami na długi okres, obozowisk w bezpośredniej bliskości baz wojskowych. Z obozowisk tych prowadzono długotrwałe akcje nękające. Wzorem był obóz kobiecy w Greenham Common w Walii. W USA kampania przeciw zbrojeniom nuklearnym cechowała się równie zróżnicowanymi metodami. Na podstawie książki W. Modzelewskiego "Pacyfizm. Wzory i naśladowcy" Zebraliśmy się tu po to, by walczyć przeciwko wojnie. Przeciwko wojnie, a więc przeciwko temu, w imię czego wszystkie narody świata, miliony ludzi na świecie, oddają do wolnej, do wszelkiej kontroli, dyspozycji kilkudziesięciu osób, a niekiedy jednego człowieka nie tylko miliardy rubli, franków, jenów, stanowiących znaczną część ich zapracowanych oszczędności, ale i samych siebie, swoje życie. I oto my, kilkunastu przybyłych z różnych stron świata uczciwych ludzi, nie posiadających żadnych szczególnych przywilejów, a co najważniejsze, żadnej władzy nad nikim, zamierzamy walczyć, a skoro chcemy walczyć, to mamy też nadzieję zwyciężyć tę olbrzymią siłę, nie jednego lecz wszystkich rządów, mających do dyspozycji miliardowe sumy i miliardowe wojska i bardzo dobrze rozumiejących, że ta wyjątkowa sytuacja w jakiej znajdują się oni, tzn. ludzie wchodzący w skład rządów, oparta jest tylko na wojnie, na wojsku mającym znaczenie i sens tylko wtedy, kiedy jest wojna - ta właśnie wojna, z którą chcemy walczyć i którą chcemy zniszczyć. Walka, gdy siły są tak nierówne, powinna się wydać szaleństwem. Ale zastanówmy się nad znaczeniem środków walki, znajdujących się w naszych rękach, a wyda się dziwne nie to, że decydujemy się na walkę, lecz to, że istnieje jeszcze to, z czym chcemy walczyć. Oni mają w rękach miliardowe sumy, miliony posłusznych wojsk, my zaś tylko jedno - ale za to najpotężniejszy środek na świecie - PRAWDĘ. I dlatego,
choćby nasze siły wydawały się znikome w porównaniu z siłami naszych
przeciwników, nasze zwycięstwo jest równie niewątpliwe, jak niewątpliwe
jest zwycięstwo, które odnosi światło wschodzącego słońca nad mrokiem
nocy. Zwycięstwo nasze jest niewątpliwe, ale tylko pod jednym warunkiem
- jeżeli mówiąc prawdę, będziemy mówili całą prawdę, bez jakichkolwiek
kompromisów i ustępstw. A prawda jest tak prosta, tak jasna, tak oczywista
i obowiązkowa nie tylko dla chrześcijan, ale rozsądnego człowieka, że
wystarczy tylko wypowiedzieć ją całą w pełnym jej znaczeniu, żeby ludzie
już nie mogli postępować wbrew tej prawdzie. Prawdą
jest to, że człowiek nie może i nie powinien nigdy i pod żadnym pozorem
zabijać drugiego człowieka. Prawda ta jest tak oczywista, tak powszechnie uznawana i obowiązująca, że wystarczy jasno i zdecydowanie postawić ją przed ludźmi, żeby to zło, które nazywa się wojną, stało się absolutnie niemożliwe. I dlatego
myślę, że jeżeli my, przybyli na Kongres Pokoju, zamiast jasno i zdecydowanie
wypowiedzieć tą prawdę będziemy apelować do rządów i proponować im różne
sposoby, żeby zmniejszyć zło wojny, lub, aby wybuchały one coraz rzadziej,
upodobnimy się do ludzi, którzy mając w ręku klucz do drzwi włamują
się przez ściany wiedząc, że nie są w stanie tych ścian obalić. Oto
miliony zbrojnych i coraz lepiej uzbrojonych ludzi szkolonych do coraz
pomysłowego zabijania. Wiemy, że te miliony ludzi nie mają najmniejszej
chęci zabijać takich samych ludzi jak oni, że większość nawet nie wie,
z jakiego powodu zmusza się ich do robienia tego, co jest im wstrętne,
że ciąży im stan podporządkowania i przymusu, wiemy, że zabójstwa dokonywane
od czasu do czasu przez tych ludzi, popełniane są na rozkaz rządów,
wiemy, że istnienie rządów jest od wojska i my ludzie pragnący położyć
kres wojnom, nie znajdujemy nic odpowiedniejszego po temu jak to, żeby
proponować i to komu? - rządom istniejącym tylko dzięki wojnie, takie
sposoby które położyłby kres wojnie, czyli że proponujemy rządom samounicestwienie.
Rządy będą z przyjemnością słuchały wszystkich takich przemówień wiedząc,
że wywody takie nie tylko nie położą kresu wojnie i nie podkopią ich
władzy, ale jeszcze bardziej ukryją przed ludźmi to, co rządy potrzebują
ukryć by mogły istnieć i wojska i wojny i one same, rządy dysponujące
wojskami. Ale przecież to anarchizm: ludzie nigdy nie żyli bez państwa
i rządów. A zatem rządy i państwa i siły wojskowe, które ich strzegą
są koniecznymi warunkami życia narodów, mógłby mi ktoś powiedzieć. Bardzo
możliwe, że chrześcijaństwo się przeżyło i że wybierając jedno z dwojga:
chrześcijaństwo i miłość, albo państwo i zabójstwo ludzie raczej uznają,
że istnienie państwa i zabójstwa jest o tyle ważniejsze od chrześcijaństwa,
iż trzeba zapomnieć o chrześcijaństwie, pozostać tylko przy tym ,co
jest dla ludzi ważniejsze: przy państwie i zabójstwie. Wszystko to jest możliwe, w każdym razie ludzie mogą tak myśleć i czuć. Ale wtedy tak też trzeba powiedzieć. Trzeba było powiedzieć, że ludzie w naszych czasach powinni przestać wierzyć w to, co mówi zbiorowa mądrość całej ludzkości, co mówi wyznawana przez nich nauka Boża, powinni przestać wierzyć w to, co wyryte jest niezatartymi zgłoskami w sercu każdego człowieka, a powinni wierzyć tylko w to, co nie wyłączając również zabójstwa, rozkażą inni ludzie, którzy przypadkowo przez dziedziczenie zostali cesarzami, królami, albo przez różne intrygi z wyborów zostali prezydentami, posłami do izb parlamentów. Tak właśnie trzeba by powiedzieć. A powiedzieć tego nie można. Nie można powiedzieć nie tylko tego, ale nie można powiedzieć ani jednego, ani drugiego. Jeżeli się powie, że chrześcijaństwo zabrania zabijać to nie będzie wojska, nie będzie rządu. Jeżeli się powie, że my władzę uznajemy i legalność zabójstwa i odrzucamy chrześcijaństwo - nikt nie zechce słuchać takiego rządu opierającego swą władzę na zabójstwie. I poza tym, skoro zabójstwo dozwolone jest na wojnie, to powinno być tym bardziej dozwolone narodowi dochodzącemu swych praw przez rewolucję. Dlatego też rządy nie mogą powiedzieć ani jednego, ani drugiego, dokonują jedynie starań, żeby ukryć przed swoimi poddanymi konieczność rozwiązania dylematu. Dlatego
właśnie, aby przeciwdziałać złu wojny, my zebrani tutaj, jeżeli istotnie
chcemy dopiąć swego celu, musimy uczynić tylko jedno: postawić ten dylemat
jasno i zdecydowanie przed ludźmi wchodzącymi w skład rządów, jak przed
masami ludu, tworzącymi wojsko. Aby to uczynić powinniśmy jasno i otwarcie
powtórzyć tylko prawdę, że człowiek nie powinien zabijać człowieka,
ale wyjaśnić również, że żadne względy nie mogą zwolnić ludzi w świecie
chrześcijańskim od obowiązku podporządkowania się tej prawdzie. I dlatego
zaproponowałbym naszemu zgromadzeniu, ułożenie i opublikowanie takiej
odezwy do wszystkich, a zwłaszcza do chrześcijańskich narodów, w której
jasno i zdecydowanie powiedzielibyśmy to, że wojny nie są - jak to uważa
większość ludzi czymś szczególnie dobrym i godnym pochwały, lecz są
jak każde zabójstwo wstrętne i zbrodnicze zarówno dla tych ludzi, którzy
z wolnej woli wybierają działalność wojskową, jak i dla tych, którzy
wybierają ją ze strachu przed karą lub ze względu na korzyści. W
stosunku do osoby wybierającą działalność wojskową z własnej woli, zaproponowałbym,
żeby w odezwie tej jasno i zdecydowanie powiedzieć mimo całej pompy,
przepychu i w ogóle aprobaty towarzyszącej tej działalności, jest ona
zbrodnicza i haniebna, tym bardziej zbrodnicza i haniebna im wyższe
stanowisko zajmuje człowiek w hierarchii wojskowej. Ludność w ogóle, a zwłaszcza nasz świat chrześcijański doczekał się takiej ostrej sprzeczności między postulatami moralnymi a istniejącym ustrojem społecznym, że nieuchronnie musi zmieniać nie to, co nie może się zmienić - postulaty moralne społeczeństwa, lecz to, co się zmienić może - ustrój społeczny. Zmiana
ta wywołana sprzecznościami wewnętrznymi i ujawniająca się szczególnie
ostro w przygotowaniach do zabójstwa szykowana jest z różnych stron
i staje się z każdym rokiem konieczniejsza. Napięcie wymagające tej zmiany, wzrosło w naszych czasach w takim stopniu, że podobnie jak do przejścia cieczy w ciało stałe potrzebna jest niewielka siła prądu elektrycznego, tak samo do przejścia od tego okrutnego i nierozumnego życia dzisiejszych ludzi z ich podziałami, zbrojeniami i wojskami, do życia rozumnego, odpowiadającego postulatom świadomości człowieka współczesnego, potrzebny jest być może tylko niewielki wysiłek, niekiedy jedno słowo, który w mgnieniu oka przekształcą całą ciecz w ciało stałe. Dlaczego nasze obecne zebranie nie może podjąć tego wysiłku? W baśni
Andersena, gdy król ze swym orszakiem paradował po ulicach miasta i
wszyscy ludzie zachwycali się jego piękną, nową szatą jedno słowo dziecka,
które powiedziało to, co wszyscy widzieli, ale nie mówili, zmieniło
wszystko. Dziecko powiedziało: "on nic nie ma na sobie" i
sugestia przestała działać, król się zawstydził i wszyscy ludzie wmawiający
sobie, że widzą na królu piękną, nowa szatę zobaczyli, że król jest
nagi. To samo musimy powiedzieć także my , powiedzieć to co wszyscy
widzą, ale nie odważają się wypowiedzieć, powiedzieć, że jak by ludzie
nie nazywali zabójstwa, jest ono zawsze zabójstwem, zbrodnią i hańbą.
I wystarczy jasno i zdecydowanie i głośno, jak możemy to zrobić tutaj,
powiedzieć to, a ludzie przestaną widzieć to, co im się wydawało, że
widzą i zobaczą to, co widzą rzeczywiście. Przestaną widzieć służbę
ojczyźnie, bohaterstwo wojny, chwałę wojskową i patriotyzm, a zobaczą
to, co jest nagą prawdę zabójstwa. A kiedy zobaczą stanie się to samo,
co w baśni: ci, co popełniają zbrodnię zawstydzą się, a ci, co wmawiali
sobie, że nie widzą zbrodni zabójstwa zobaczą ją i przestaną być zabójcami.
Ale jak będą się bronić narody przed nieprzyjaciółmi, jak utrzymać porządek
w kraju, jak mogą żyć narody bez wojny? Jaką formę przybierze życie ludzi którzy odżegnują się od zabójstwa nie wiemy i wiedzieć nie możemy. Jedno jest pewne: dla ludzi obdarzonych rozumem i sumieniem rzeczą najnaturalniejszą jest żyć w oparciu o te właściwości, niż podporządkować się niewolniczo ludziom nakazującym wzajemne zabójstwa. Będę bardzo żałował, jeżeli to, co powiedziałem kogoś obrazi, zmartwi i obudzi niedobre uczucia. Ale ja osiemdziesięcioletni starzec oczekujący w każdej chwili śmierci uważałbym za wstyd i przestępstwo, gdybym nie powiedział całej prawdy tak jak ją rozumiem, prawdy w którą wierzę w to niezłomnie, tylko sama jedna może uwolnić ludzkość od niezliczonych klęsk spadających na nią w wyniku wojny". Lew
Tołstoj
SŁUŻBA ZASTĘPCZA - NIE, DZIĘKUJĘ! Tak to już jest na świecie, że w każdym kraju, który zdecydował się na utrzymywanie na swoim terenie armii znajdują się ludzie, którzy z różnych powodów - wyznawane poglądy, religia, etc. - nie chcą brać udziału w działaniach związanych z funkcjonowaniem takowej armii. Sprzeciwiają się powoływaniu ich do służby wojskowej. Dotychczas jedynym wyjściem z takiej sytuacji było ubieganie się o tzw. służbę zastępczą. Ale czy taki stan rzeczy jest rozwiązaniem dobrym? Czy znosi ono przymus odbycia służby wojskowej? Raczej nie. Służba zastępcza jest póki co jedyną możliwą alternatywą (zgodną z literą prawa). Jednakże nie załatwia ona sprawy takich osób całkowicie, bowiem potencjalny poborowy i tak w gruncie rzeczy skazany jest na przymusowe uczestnictwo w innych zadaniach, a poprzez to zostaje mu brutalnie zabrany, dosłownie wycięty z życiorysu, kawał czasu. Czasu, który mógłby spożytkować znacznie lepiej - z korzyścią dla siebie samego (podejmując dla siebie dobrą pracę, a poprzez to wzbogacając się) i w zasadzie dla reszty społeczeństwa (czyż społeczeństwo zasobniejsze nie jest bardziej szczęśliwe?). Poborowy, który otrzymał służbę zastępczą musi odpracować (zazwyczaj w placówkach pomocy społecznej itp.) to, że wierzy w takiego Boga, który nie pozwala mu na bycie żołnierzem, musi odpracować to, że wyznaje takie a nie inne poglądy w swoim życiu - krótko mówiąc musi pracować dlatego, że jest inny, nie przystający do wzorca standardowego obywatela państwa. Pracuje praktycznie za grosze - w ten sposób pozwala na oszczędności budżetu państwa, który nie musi wydawać pieniędzy na zatrudnienie na jego miejsce pełnowymiarowego pracownika. W stosunku do zatrudnionych na zwykłych zasadach pracowników zmuszony do pracy poborowy on zarabia jedynie jakąś część tego co pozostali, mało tego - częstokroć musi zrezygnować z dotychczasowej, często dobrej i dobrze płatnej pracy i poświęcić się nowemu obowiązkowi. Jeśli tego nie zrobi zagrożony jest sankcjami prawnymi - czy to nie absurd? W takim świetle osoba takowa jawi się w zasadzie jako przymusowy pracownik, a z takim stanem rzeczy nie sposób się zgodzić. Co prawda znajdują się osoby, które uważają taki proceder za prawidłowy, odczuwają jakiś wewnętrzny obowiązek ciążący na nich wobec państwa - dla takich ludzi obecna sytuacja wydaje się rozsądna, ale nie stanowią oni całości społeczeństwa. Tak już jest, że praktycznie całe życie zmuszeni jesteśmy płacić za wszystkie "bezpłatne" świadczenia, które gwarantuje nam państwo, dlatego też w zasadzie nie istnieje w nas żaden przymus odpłacenia się mu, gdyż wszystkie swoje rachunki regulujemy za pośrednictwem różnorakich podatków i opłat. Dlaczego wobec tego musimy dodatkowo godzić się na pracę za małe pieniądze i to w dodatku na taką pracę, która częstokroć w ogóle nam nie odpowiada? Co prawda argumentem państwa w takiej sytuacji może być fakt, iż bez poborowych i powszechnego obowiązku obrony nie bylibyśmy w stanie uczestniczyć w dzisiejszym świecie. Jednakże kilka krajów pokazuje, iż takie istnienie jest możliwe dzięki instytucji armii zawodowej, lepiej wyszkolonej i odznaczającej się lepszą efektywnością - wszyscy doskonale wiemy jak to naprawdę jest z armią poborową i jej efektywnością. Kryminaliści, fala itp. incydenty to w zasadzie chleb powszedni istniejący po dziś dzień. Dlatego też uważam, iż krokiem dalszym - po wywalczeniu służby zastępczej, która, nie ukrywam, jest jakimś sensownym rozwiązaniem - powinno być jej całkowite wyeliminowanie i zwolnienie z obowiązku obrony tych, którzy z różnorakich przyczyn nie chcą w nim uczestniczyć oraz wprowadzenie całkowicie zawodowej armii, do której, jak mniemam, kandydatów by nie zabrakło. Jednakże póki co nie możemy poprzestawać na istniejącym status quo w postaci służby zastępczej, o którą i tak dziś nie łatwo - powinniśmy stale prowadzić różnorakie działania mające na celu doprowadzenie do sytuacji, w której wszyscy potencjalni zainteresowani tą sprawą będą zadowoleni. Póki co sytuacja poborowych, którzy odmówili pełnienia służby woskowej, jak i zastępczej nie wygląda za dobrze. Objectorzy tacy po prostu traktowani są jak przestępcy (łamią prawo) i osadzani są w więzieniach za to, że nie przystają do odgórnie zaplanowanej dla nich funkcji. Taki stan rzeczy jest dla mnie nie do przyjęcia w dzisiejszym świecie, podobno humanitarnym i praworządnym, szanującym wolności obywatelskie i prawa człowieka. Cezary
Żmuda |