![]() |
|
![]()
|
ROSYJSKIE
MATKI NIE WPUSZCZONE DO BELGII
Rosyjskie matki chcą się spotkac z Ahmadem Zakayevem. Grupie matek rosyjskich żołnierzy, które próbowały zorganizować w Brukseli spotkanie z separatystycznym liderem czeczeńskim, starającym się o zakończenie trwającej pięć lat wojny w Czeczenii, odmówiono wydania wiz do Belgii. Spotkanie z Akhmedem Zakayev'em, który mieszka na wygnaniu w Londynie i któremu władze belgijskie również odmówiły wydania wizy, wstępnie miało odbyć się w budynku Parlamentu Europejskiego 7 grudnia 2004 r. "Nie otrzymałyśmy naszych wiz. Kobiety w ambasadzie powiedziały, że nasza sprawa jest polityczna, i że one nie otrzymały jeszcze zezwolenia z Brukseli", powiedziała przez telefon AFP- Valentina Melnikova, przewodnicząca komitetu. "Myślę,
że dotknęłyśmy "żywego"(ważnego) rosyjskiego nerwu, wszystkich
tych, którzy są zainteresowani w przedłużaniu tej wojny" Belgijska
ambasada w Moskwie odmówiła komentarza na temat odmowy wydania wiz. Rosyjski
minister spraw zagranicznych powiedział w poniedziałek, że rozmowy nie
powiodłyby się nawet, jeżeli zostałyby kiedykolwiek podjęte. Komitet
matek szacuje, że prawdziwa ilość ofiar śmiertelnych z okresu drugiej
wojny czeczeńskiej jest trzy razy wyższa niż deklaruje to sprawozdanie
władz szacujące około 5 tysięcy żołnierzy. Prezydent
Rosji Władimir Putin odrzucił możliwość prowadzenia negocjacji z rebeliantami,
nazywając ich terrorystami, którzy muszą być raczej wymiecieni (skasowani)
niż zaproszeni do stołu negocjacyjnego. AFP
CZECZENIA IGNOROWANA W RADZIE EUROPY PACE (Zgromadzenie
Parlamentów Rady Europejskiej) znów odegrało rolę w haniebnej sztuce
pod tytułem "Dyskusja o sytuacji w Czeczenii". Emocjonalne chwyty retoryczne przemawiającego Rudolfa Bindiga, który nazwał sytuację w Czeczenii mianem "katastrofalnej", jak i orzeczenia wygłoszone przez niektórych eurodeputowanych o "ukrytym zjawisku terroryzmu w Czeczenii", pomogły tylko w odegraniu ról szlachetnej świty Europejskiego Spotkania na wysokim szczeblu, w niczym więcej. Niemal każdy przemawiający europarlamentarzysta wypowiadający się na temat "problemu czeczeńskiego" zaczyna swoją przemowę od rytualnego potępienia "nieludzkiego zamachu w Biesłanie" i złożenia kondolencji Rosji. Ale żaden z nich nawet nie wspomniał o zamordowaniu 250 tysięcy czeczeńskich cywili (25% całej populacji!!), wśród których 42 tysiące stanowią dzieci poniżej 11 roku życia, zabite przez Jelcynowskich i Putinowskich zbrodniarzy. Oprócz kondolencji skierowanych do Czeczenów, nic nie zostało powiedziane w ciągu 10 lat ludobójstwa nawet w kontekście rzadkich słów krytyki poczynań Moskwy. Gdy Moskwa rozpoczęła rzeź z politycznym poparciem Zachodu, ani jeden parlamentarzysta nie wskazał prawdziwej przyczyny rzezi w Czeczenii- choćby dla utrzymania swojego image'u przed tymi, których prawa rzekomo są przez nich bronione- że pragnieniem Rosji jest zniszczenie za wszelką cenę narodowowyzwoleńczej woli wśród Czeczenów i ich prawa do posiadania niezależności i niepodległości terytorialnej. Jednak zamiast tego, zaczęto wygłaszać zapewnienia o rzekomej integralności imperium Rosyjskiego. Parlamentarzyści europejscy upewniali się nawzajem, że Czeczeni nie potrzebują wolności, i nie robią nic innego jak tylko marzą o tym by Moskwa wzięła się za armię bandytów i pozwoliła Czeczenom skarżyć się na swoich morderców sądom i prawnikom. Parlamentarzyści europejscy upokorzyli się potępiając usunięcie Czeczeńskiego kolaboranta Kadyrova. Następnie w rezolucji stwierdzili, że gotowi są współpracować z tak zwanymi "Czeczeńskimi władzami", nawet, jeżeli kilka akapitów wyżej podważali legalność tychże władz. Sprawa praw człowieka stała się zasłoną dymną dla PACE'u i innych międzynarodowych zachodnich organizacji. Oto, w jaki sposób najważniejsze i kluczowe z praw człowieka- bezwarunkowe prawo narodu do życia swoim własnym życiem - jest umiejętnie chowane i bez żenady zacierane, a przecież reszta praw człowieka jest niczym więcej jak profanacją bez tego prawa. Czy Czeczeni są zawiedzieni kolejnym widowiskiem wystawionym przez PACE? Najprawdopodobniej nie, ponieważ Czeczeni nie byli zbytnio zainteresowani działaniami tej organizacji, jak i innych podobnych organizacji. Doskonale rozumieją, że realna dyskusja o "Czeczeńskim problemie" w PACE rozpocznie się dopiero, gdy Czeczeni ukręcą karku najeźdźcom rosyjskim i pogonią gangi Putina z czeczeńskiej ziemi. Vakha
Hasanov dla Kavkaz-Center CZECZENIA: ROZBIJAJĄC DYSKURS NA TEMAT MIĘDZYNARODOWEGO TERRORYZMU Kiedy w mediach pojawiają się wiadomości na temat Czeczenii, najczęściej, odnoszą się do naruszeń praw człowieka oraz aktów przemocy coraz częściej związanych z Islamem jak również z międzynarodowym terroryzmem. Prawie nikt nie wskazuje na konotacje ekonomiczne i polityczne całego konfliktu. W wyniku tego, prawdziwe czynniki tła konfliktu pozostają nie nazwane, przez co rzeczywisty konflikt przedstawiany jest w zawężonym wymiarze a przecież biorą w nim udział rozmaite grupy i interesy. Ale co tak naprawdę kryje się za wojnami w Czeczenii? Motywy interwencji rosyjskiej w Czeczenii wysuwane przez rząd Federacji Rosyjskiej, zmieniły się z czasem, w próbę uproszczenia i zamaskowania wielkich interesów i poważnych problemów wewnętrznych. Według Moskwy, pierwsza interwencja (1994-1996) miała na celu ochronę ludności rosyjskiej w Czeczenii, położenie kresu niezadowalającej sytuacji czeczeńskiej niezależności, proklamowanej jednostronnie w 1991 roku oraz zahamowanie władzy sieci mafijnych i chaosu, którego generał Dżochar Dudajew nie był zdolny kontrolować. Jednak, w drugiej wojnie, rozpoczętej w 1999, obecnie kontynuowanej, argumenty wysuwane przez rząd rosyjski, uległy zmianie, ograniczając się w prosty sposób do jednego słowa: terroryzm. Władimir Putin przedstawił konflikt w Czeczenii jako wewnętrzną sprawę państwa i opisał działania militarne jako antyterrorystyczną operację oczyszczania. Wydarzenia z 11 września posłużyły Putinowi do podparcia jego idei i uczynienia ich bardziej globalnymi; w dyskursie Putina, Czeczenia stała się naczelnym problemem terroryzmu międzynarodowego. Argumenty wysuwane przez Prezydenta Federacji Rosyjskiej opierały się na tym, że bojownicy czeczeńscy byli fundamentalistami wahabickimi, którzy tworzą ekstremistyczny odłam Islamu służący za przykrywkę terroryzmu międzynarodowego. Według rosyjskich źródeł rządowych, pod koniec lat osiemdziesiątych utworzył się tzw. "międzynarodowy wahabizm", kierowany przez multimilionera Osamę bin Ladena, a w Rosji pierwszymi celami wahabizmu zostały republiki północnokaukaskie Czeczenii i Dagestanu z zamiarem utworzenia w nich "Państw Islamskich", czego jawnym przykładem była inwazja Dagestanu w lecie 1999 przez bojowników czeczeńskich pod dowództwem wahabity Szamila Basajewa. Rosyjska propaganda opiera się głównie na określaniu wszystkich bojowników czeczeńskich mianem międzynarodowych terrorystów, zapominając z pełną premedytacją o złożoności, rozproszeniu i podziale grup walczących w tej wojnie. Dla Kremla, zgodnie z deklaracjami Ministra Spraw Zewnętrznych Igora Iwanowa, "zamachy na wielką skalę ze strony bojowników nie pozostawiają złudzeń, że terroryzm czeczeński jest integralną częścią infrastruktury terroryzmu światowego i mamy na to liczne niepodważalne dowody". Opierając się na tym propagandowym dyskursie, Rosja utwierdza się w przekonaniu, że wojna prowadzona z Czeczenią jest legalna a poza tym powinna być całkowicie wspierana przez resztę wspólnoty międzynarodowej, ponieważ terroryzm jest wspólnym wrogiem wolnych narodów. Wobec tej linii myślenia, można wyobrazić sobie satysfakcję, z jaką Moskwa przyjęła opinie niektórych polityków europejskich, a konkretnie, Silvio Berlusconiego, który otwarcie poparł postawę rosyjską i oskarżył prasę światową o knucie spisku w celu zniekształcenia działań rosyjskich w Czeczenii (na podstawie jego wypowiedzi na szczycie Rosja-Unia Europejska, który odbył się na początku listopada tego roku.) "Ukryte" motywy interwencji Jeśli raczej pewne jest to, że wahabizm dostał się w latach dziewięćdziesiątych do Czeczenii, przez Dagestan i że przywódcy wojenni, tacy jak Szamil Basajew mogli mieć kontakty z oddziałami talibów, mogli otrzymywać pieniądze z Arabii Saudyjskiej a nawet mieć kontakty z Al-Kaidą, to jak komentuje to Carlos Taibo, profesor Nauk Politycznych Uniwersytetu Autonomicznego w Madrycie "nie znaczy to, że opór czeczeński jest wahabijski, jednak propaganda rosyjska chce wierzyć w to za wszelką cenę". Także dla Xulio Ríosa, dyrektora IGADI (Galicyjskiego Instytutu Analizy i Dokumentacji Międzynarodowej), wahabizm jest czynnikiem obecnym w pewnych zbiorowościach, lecz nie czynnikiem determinującym opozycji czeczeńskiej. Brak rozwiązań politycznych konfliktu i rozczłonkowanie społeczeństwa, spowodowane w dużej mierze wojną, przyczyniły się do rozpowszechnienia się wahabizmu, lecz zdaniem Ríosy, "to, że w opozycji działają terroryści nie przyczynia się do jej jednolitej zwartości. Obecnie nie można mówić o zbrojnej opozycji ponieważ istnieje ich wiele i nie zawsze działają one w sposób skoordynowany. Utrzymują zróżnicowane pozycje i, tym samym, jakiekolwiek uproszczenie oddala nas od prawdy". Jak twierdzą inni eksperci, oczywiste jest to, że za zasłoną dymną międzynarodowego terroryzmu opracowaną przez Putina, ukrywają się inne motywy, których Moskwa nie podaje i które są kluczowe do zrozumienia, dlaczego wzniecono konflikt, który nie jest nowy (mija ponad 200 lat jak Czeczeni walczą przeciwko Rosjanom), a który powraca z nieproporcjonalną brutalnością. Dla wielu analityków kluczowych motywów interwencji, istnieją dwa podstawowe: interes Rosji zainteresowanej hydrowodorem oraz strach Moskwy przed dezintegracją Federacji. Jednak, inni eksperci uważają, że w tym konflikcie odgrywają rolę bardziej zróżnicowane czynniki, które połączone razem doprowadziły do inwazji i do wojny. Prześledźmy je jeden po drugim: 1 -
Korzyści Federacji Rosyjskiej z hydrowodoru (konkretnie z ropy naftowej) 2 -
Przykład dla innych republik 3 -
Próba odwrócenia uwagi od innych problemów Rosji 4 -
Odrodzenie dyskursu imperialnego tendencji militarnych i autorytarnych 5 -
Strategia Władimira Putina aby zdobyć władzę 6 -
Strefa bezpieczeństwa: strach przed islamem Zamiast wziąć pod uwagę ten natłok motywów, międzynarodowa wspólnota woli zachować milczenie, ograniczając się w każdym przypadku do podkreślenia swojego "zaniepokojenia tym, co się dzieje w Czeczenii". Rozciąga się uznanie tego za wewnętrzny konflikt, o terytorialną integralność Rosji, dając zawoalowane wsparcie Moskwie. Rosja wykorzystuje tę postawę, aby kontynuować swoją szczególną wojnę przeciwko terrorowi i żeby kontynuować swoją politykę represji i spalonej ziemi, odrzucając jakiekolwiek negocjacje z bojownikami czeczeńskimi, przyjmując, że nie ma prawowitych liderów, ponieważ ci stali się terrorystami. ( ) 18 listopada 2003 Marisol
Rodríguez - Tłum.
Katarzyna Wiącek
CZECZEŃSKA
GÓRA LODOWA Nie
ma sensu rozprawiać o tym co każdy widzi, o czubku. To co naprawdę jest
ważne, cała prawda o tym z czego on wyrasta, pozostaje ukryta. O tej
całej mrocznej prawdzie tkwiącej pod wodą w ciemnościach żurnalista
już tak chętnie nie powie. Trudno je rozświetlić a jeżeli ktoś podejmuje
się tego wyzwania to tu wymownie przykłada palce do głowy- aż zostaną
tylko tacy którzy najwyżej o czubku napiszą albo całkiem zamilkną. Tak
rzeczy mają się nie tylko w Rosji. Ponuro
kwituje: "Jak Boga nie ma w sercu to się go zastępuje czym innym
i teraz telewizor jest Bogiem, a każde jego słowo święte i prawdziwe".
Dodaje zaraz jednak, że spotkali także dobrych Rosjan. Niebezpiecznie
jest cały naród uważać za zły albo dobry gdyż wewnątrz niego żyją zawsze
i tacy i tacy. I u nich - tych złych Czeczenów Rosja wykorzystywała
do swoich celów porywając ich rękoma (80 % przypadków jak twierdzi)
dziennikarzy dla okupu, dzięki czemu rosyjskie służby specjalne destabilizowały
sytuację w wyczerpanym wojną kraju. Rafał, 2003 r.
MILCZENIE,
KTÓRE ZABIJA Jeszcze
w XIX wieku Czeczeński sprzeciw wobec imperialnej ekspansji Rosji przeistoczył
się w kilka wojen i powstań, które zostały okrutnie stłumione ; według
niektórych danych na początku XIX wieku Czeczenię zamieszkiwało 1,5
mln. ludzi, a według sowieckiego spisu powszechnego z 1926 roku liczba
ta wyniosła już tylko 400,000. Ten szereg
powstań i ich zgnieceń przeciągnął się również za czasu "drugiego"
rosyjskiego imperium - Związku Radzieckiego. Podczas wojny domowej,
zaraz po rewolucji Czeczeńcy walczyli przeciwko "białym".
Początkowo bolszewicy obiecywali im niezależność na podstawie islamskiego
prawa, a nawet popierali rozwój kultury i narodu czeczeńskiego, lecz
biurokratyczny i totalitarny charakter sowieckiego państwa nie odpowiadał
czeczeńskim wartościom i tradycjom, i powstania miały miejsce również
w czasach sowieckich. W 1994 roku, za rządów Stalina Czeczeńców deportowano
do środkowo-azjatyckich obozów koncentracyjnych i kraj ten przestał
istnieć jako subiekt w składzie Związku Radzieckiego. Około 1 Czeczeńców
zmarła podczas "przesiedlenia" czy też zostali zabici. Za
rządów Chruszczowa Czeczenia zyskała status "autonomicznej republiki"
tzn. "podległą niepodległość" w składzie Federacji Rosyjskiej,
i ci którzy przeżyli surowe lata deportacji, postanowili wrócić. Dla
Czeczeńców deportacja to nie tylko epizod cierpień nie do zniesienia,
ale i poniżenie -uraz, który nie pozwala Czeczeńcom żyć w składzie Rosji
jako mniejszość narodowa. Po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 roku,
Czeczenia ogłosiła swoją niezależność od Federacji Rosyjskiej. Jednak
w odróżnieniu od sojuszniczych republik, takich jak Gruzja i Mołdawia,
status Czeczenii jako autonomicznej republiki zmienił jej położenie
w świetle prawa międzynarodowego. Państwa sojusznicze, pomijając ich
faktyczny status, zostały prawnie uznane za niepodległe w składzie Związku
Radzieckiego. Czeczenia odwrotnie, nie miała statusu suwerennego, a
ogłoszenie przez nią swej niepodległości nie zostało przyjęte na arenie
międzynarodowej. Oznaczało to, że państwa sojusznicze, które nigdy nie
dążyły do wystąpienia z sojuszu, jak np. Białoruś, z konieczności stały
się niepodległe, natomiast taki region jak Czeczenia, który carskie,
sowieckie a teraz rosyjskie państwo dąży i dążyło do tego by go zetrzeć
z oblicza ziemi, był zmuszony pozostać wewnątrz politycznego systemu,
który początkowo odrzucał. Postsowiecka
Rosja to już trzecie jej wcielenie, z którym zmagają się Czeczeńcy.
Także i to doświadczenie nie okazało lepszym, a raczej gorszym od poprzednich
gdyż, ani w XIX ani w XX wieku Czeczenia od jej powstania nie została
tak zrujnowana, a jej mieszkańcy nie byli mordowani i poddawani torturom
na taką skalę. Podczas gdy świat zachodni świętował Sylwestra 1994 roku
rosyjskie siły zbrojne wykorzystywały ciężką artylerię, salwy rakiet,
dywany bombardowań po to by zmieść z powierzchni ziemi Grozne, stolicę
Czeczeni, oraz inne jej miasta i wsie, które ośmieliły się stawić opór.
Podczas tej wojny z rąk żołnierzy rosyjskich zginęło około 100,000 ludzi,
przede wszystkim cywilów. Obrońcy prawa niejednokrotnie oskarżali stronę
rosyjską o masowe stosowanie tortur, pozasądowych rozpraw i aresztowań.
Po zwycięstwie w wyborach prezydenckich w 1996 roku Jelcyn postanowił
zakończyć wojnę w Czeczenii. Zgodnie z ustaleniami porozumienia Chasaw-Jurtskiego
rosyjskie wojska opuściły terytorium tego kraju. Jednak ostateczna decyzja
o jego statucie nie została rozstrzygnięta. Po trzech latach stosunkowej
ciszy, pod koniec 1999 roku rozpoczęła się kolejna faza konfliktu, co
jest związane z pojawieniem się na scenie politycznej, Włodzimierza
Putina, który pełnił obowiązki prezydenta z powodu nagłej dymisji Jelcyna
w przeddzień Nowego Roku. W ślad za wkroczeniem czeczeńskich bojowników
na terytorium sąsiedniego Dagestanu i serii eksplozji na terenie osiedli
mieszkaniowych w Moskwie i innych miastach, w wyniku czego zginęło około
300 osób, a których okoliczności do tej pory nie są jasne, rosyjskie
wojska ponownie weszły do Czeczeni we wrześniu 1999 roku pod hasłem
operacji antyterrorystycznej. Zamachy dokonane w miastach rosyjskich,
o których organizację rosyjskie władze oskarżyły Czeczeńców pozostają
nie odkrytą tajemnicą. Tym niemniej istnieją dowody, że przynajmniej
jeden z zamachów w Razanii, który na szczęście 23 września został udaremniony,
był przygotowywany przez współpracowników FSB. Najbardziej
przykry jest jednak fakt, że świat zasłania oczy na widok wyjątkowo
okrutnego, w naszych czasach, przestępstwa w Czeczenii- ludobójstwa.
U Czeczeńców poczucie niesprawiedliwości spowodowane jest nie tylko
nieludzkim traktowaniem przez kolejne zmieniające się systemy, ale również
postawą całego świata wobec wyjątkowo amoralnego i wyjątkowo krwawego
konfliktu. W Kosowie
na przykład stłumienie przez Serbów separatyzmu kosowskich Albańców,
było o wiele mniej okrutne, niż stłumienie czeczeczenskiego sprzeciwu,
które spowodowało wojenny odwet na pełną skalę, i Albańczycy Macedońscy
osiągnęli również maksimum tego co mogli osiągnąć w zjednoczonym państwie
macedońskim. Także nacisk międzynarodowej społeczności na Rosje w przeciągu
całego czeczeńskiego konfliktu pozostał wyjątkowo słaby. Dlaczego
postawa świata wobec tego konfliktu tak bardzo jest różna od tej jaką
przyjął podczas wojny w Kosowie? Po pierwsze konflikt w Kosowie odbywał
się w Europie i bezpośrednio poruszał czołowe europejskie mocarstwa.
Natomiast konflikt czeczeński ma miejsce na peryferiach świata, a najliczniejsze
rzesze uciekinierów z Czeczeni podążają nie do Niemiec, ale do Gruzji
czy Inguszetti. Po drugie,
Rosja ciągle pozostaje potężnym mocarstwem nuklearnym, które nie uwzględnia
tych zmian jakie zaszły po rozpadzie Związku Radzieckiego. Pytania dotyczące
naruszenia w Czeczenii praw człowieka przez rosyjskie siły mogą okazać
się dziś niebezpieczne. I po trzecie Rosja nader pośpiesznie przedstawia
ów zatarg nie jako polityczną walkę o władzę czy celową chęć, z jej
strony unicestwienia czeczeńskiego narodu, ale jako walkę przeciwko
islamistom i siłom światowego terroryzmu. W istocie
nieważne jest, dlaczego świat pozostaje obojętny w stosunku do czeczeńskiej
tragedii. Bardziej ważne jest to, że świat milczy i to milczenie zabija
niewinnych ludzi. Przerażające jest to, że Czeczeńcy "mieszkają"
w całkowicie zniszczonym kraju, lecz nic to wobec dopuszczania się tam
ludobójstwa. Ich najcenniejsza kultura zanika, a ich nadzwyczajne serca
przepełnione są niewyobrażalnym bólem i żałością. Nie słychać ich krzyku,
nie widać łez. Czy milczenie może zabijać? Tak, może! Milczenie świata
w tym przypadku to wyjątkowo okrutny zabójca, jakiego można sobie tylko
wyobrazić. Rosja dokonuje na terenie Czeczenii wyjątkowo strasznych
przestępstw, a resztę świata ogarnia grobowa cisza. Dlatego apeluję do świata by ten nie odwracał się do Czeczenii plecami, nie odwracał oczu od tragedii czeczeńskiego narodu. Świat musi usłyszeć ich krzyki i zobaczyć ich łzy. Ludzie powinni wyobrazić sobie te cierpienia, które muszą znosić Czeczeńcy. Winni oni zrozumieć, że Czeczeńcy to też ludzie jak my, którzy krwawo i bezlitośnie są unicestwiani przez federalne siły Rosji, i którym szybko potrzebna jest nasza pomoc. Tylko w ten sposób możemy powiedzieć, że każdy z nas ma swój wkład w światową cywilizację i rozwój człowieczeństwa! Krystyna
Sarkisjan, (USA)
KONWÓJ
DO CZECZENII - 1995 ROK -Na ostatnim zjeździe FA, w trakcie uchwalania oświadczenia w sprawie Czeczenii, padło pytanie: Dlaczego "wolna czeczenia"? Przecież jest to pomoc państwu, jak anarchiści mogą pomagać państwu? Co byś odpowiedział takim ludziom? Dlaczego anarchisci pomagają Czeczeńscom? -Po pierwsze musimy pamietać, że cała wojna czeczeńska, jest częścią procesu rozpadu imperium, które zbudowane zostało na krwi małych narodów. Teraz ten proces jest odwracany - w związku z upadkiem komunizmu, w związku z rozstrojem władzy centralnej, jesteśmy świadkami fali narodowo-wyzwoleńczej przetaczającej się przez były ZSRR. Wiadomo, że dla świata i dla ludzkości lepiej będzie, jeśli Rosja nie będzie straszyć na kontynencie euroazjatyckim. Dodatkowo, co ważne jest dla środowisk wolnosciowych, system i zasady współżycia ludzi na Kaukazie bardziej zbliżone są do wizji społeczeństwa anarchistycznego, wolnościowego, samorządnego z czytanek anarchistycznych, niż jakiekolwiek wypociny ideologów XX-wiecznych, czy innych kompilatorów. Druga rzecz, o której warto by tutaj wspomnieć, to sprawa solidarnosci, jeżeli widzimy, że ktoś większy bije mniejszego, to trzeba mu pomagać. I trzecia sprawa, że jeżeli chcemy funkcjonować w jakimś obiegu międzynarodowym, a z tego co wiem ruch anarchistyczny w jakiś sposób jest zainteresowany działalnością na zewnątrz, wspieraniem walczących o wolność, czy o tego typu sprawy, to musimy wiedzieć, że działanie tylko tutaj bez jakiejkolwiek styczności z tamtą rzeczywistością ma charakter tylko i wyłącznie symboliczny i jest jakąś formą terapii, jaką sobie sami narzucamy. Natomiast tu jest możliwość spotkania się z żywa tkanką, bycia z tymi ludźmi, którzy walczą i przez to propagowanie pewnych idei, wiadomo, że jeżeli anarchiści w Polsce są solidarni z Czeczeńcami, przynajmniej wzbudzi to jakiekolwiek zainteresowanie dla ideologii, dla idei, dla tego, co mamy do zaproponowania. -Opowiedz o konwoju, robiliście go w dużym stopniu sami... Jeśli chodzi o konwój, to, że udało nam się zrobić go samodzielnie, wynika z braku kompleksów i z tego, że mieliśmy okazję zetknąć się z działalnością firm, które zajmują się tym zawodowo, które po prostu marnują na to wiele czasu, energii, pieniędzy, a efekt tego jest taki, że na przykład w przypadku Czeczenii nic z tych darów tam na miejsce nie dociera. Jest to rzecz stosunkowo prosta, nie robiliśmy tego jako firma, wielka organizacja, była to zupełnie oddolna inicjatywa trzech osób, powiązana z działalnością, którą prowadziliśmy już prawie od roku i traktowaliśmy to jako jej dopełnienie. Natomiast sama sprawa konwoju była dość prosta, pomogła Rada Miasta, która w jakiś sposób została przez nas wmieszana do spraw czeczeńskich, czyli dała tylko i wyłącznie patronat, który był dla nas miernikiem wiarygodności, a reszta to już jest tylko zbieranie pieniędzy, zbieranie ludzi, montowanie wolontariuszy, zbieranie darów, bo ofiarność w tej kwestii wśród ludności Krakowa i innych miast była dość spora. Koordynowanie kilku drobnych rzeczy: są jakieś dary, jakieś pieniądze zebrane w Rzeszowie, w Bielsku Białej, w Częstochowie i chodzi o to, by to zebrać razem do kupy. Natomiast kwestie administracyjne - takiego problemu nie mieliśmy w związku z tym, że nie mieliśmy administracji, wiec te problemy się nie pojawiały. Uczyliśmy się wiele, tak, że organizowanie tego konwoju trwało dość długo, około trzech miesięcy, z czego miesiąc intensywnej pracy, i udało się to wszystko domknąć. Jeśli chodzi
o sama trasę, to zorganizowaliśmy ją w taki sposób, aby dary dotarły
do rąk osób znajdujących się na terenie działań wojennych i na szczęście
to się udało. Wyruszyliśmy z Krakowa przez Ukrainę, przez Charków, później
Nowoszachtijsk, w Rosji Armawir, Kropotkin, Mineralnyje Wody do Władykaukazu.
Z Władykaukazu najpierw wykonaliśmy rekonesans w kierunku na Grozny,
skontaktowaliśmy się - pokonując różne posty (posterunki) rosyjskie,
zresztą to tez ciekawa historia - z administracją, samorządem wsi Samaszki.
Jest to
wieś, o której warto wspomnieć, była ona w marcu '95 spacyfikowana,
bojewiki, czyli uzbrojona ludność tej wsi, odparli trzy szturmy, później
po wycofaniu się mężczyzn zdolnych do noszenia broni w góry, wieś została
zajęta przez Rosjan i dokonano tam masakry ludności cywilnej. W tej
chwili jest to wieś pod administracją czeczeńską, specjalnie nie używam
tu określenia "dudajewowską", bo powiem szczerze, że takie
okreslenie jak "administracja dudajewowska", "ludzie
Dudajewa" są dość nieadekwatne do tamtej rzeczywistości. Są to
ludzie, którzy siedzą w swojej wsi, są uzbrojeni, bronią swojej wolności,
Dudajew jest tam prezydentem, akceptują go, bo w jakiś sposób on też
działa na ich rzecz, wzajemnie się wspierają. Tam, po skontaktowaniu się z administracją, zorganizowano nam kontakty i możliwości rozwożenia naszej pomocy do baz wojskowych, w góry. I tak udało się nam dojechać do Bamutu, to też słynna wieś, dawna rosyjska baza rakietowa, zajęta przez bojowników czeczeńskich, do dziś nie zdobyta, siedem szturmów od początku wojny. Dojazdu tam żadnego nie ma oprócz tak zwanych ścieżek górskich, które udało nam się pokonać. Później była to Aczchoj Martan, czyli też jedna z wsi w dolinie Samaszek, która nie jest przez Rosjan zajęta. Tak jak wspominałem, ważne było, i im też bardzo na tym zależało, żeby ta pomoc była przewożona przez nas, te same osoby, które organizowały im pomoc w Polsce, które organizowały demonstracje. Żeby ci ludzie, którzy są w górach, całkowicie, całkowicie odcięci od jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz, zrozumieli, że jest ktoś, kto chce im pomóc, ktoś, kto z nimi porozmawia, podyskutuje i w ten sposób udzieli moralnego wsparcia. Do tych górskich wiosek nie udało się zawieźć zbyt wiele, były to drobne rzeczy, głównie medykamenty, bo tylko to zmieściło się w terenowym samochodzie, żadna ciężarówka tam by się nie przedostała. -Wspomniałeś parę razy o tym, że kwestią najważniejszą jest docieranie pomocy na miejsce. Z tego co słyszałem już wcześniej, często jest tak, że Rosjanie nie dopuszczają pomocy, czy też rozkradają ją, a i ONZ nie najlepiej się zachowuje. Czy możesz coś o tym powiedzieć? ONZ została
wybrana jako ta instytucja, która będzie się zajmować podziałem darów.
Powiem szczerze, że to nie chodzi nawet o to, że te dary są rozkradane.
Duze, upolitycznione w większości firmy humanitarne zajmują się upychaniem
tam nadwyżek żywnościowych, jest to towar niezróżnicowany, czyli faktycznie
nikomu niepotrzebny w tak wielkich ilościach. I nikogo nie interesuje
czy to gdzieś dotrze, czy nie. Więc cały problem tkwi w okłamywaniu
opinii publicznej, ludzi, którzy przekazują dary. Jeżeli ludzie, w Polsce
czy gdziekolwiek na świecie, decydują się na udzielenie pomocy, to zazwyczaj
decydują się na pomoc konkretnym ofiarom konfliktu, czyli w tym przypadku,
Czeczeńcom. Natomiast są wprowadzani w błąd przez to, że większość tych
dużych firm humanitarnych, np. Caritas z Polski, czy inne działające
tutaj organizacje, wyłączywszy Ochojską (ona starała się dotrzeć na
miejsce i rzeczywiście był też jedyny konwój przed tym naszym, który
na miejsce dotarł), nie interesuje się tym, gdzie trafia dary. To zupełnie
jest poza dyskusją. Jeżeli
chodzi o ONZ, to wynikało to z dokumentów celnych i z dyspozycji czy
sugestii Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji, oni mają tam monopol
na podział pomocy. Faktycznie na miejscu okazało się, że oprócz tego
monopolu nie mają mandatu na dowożenie pomocy do Czeczenii, czyli faktycznie
wszystko to, co idzie przez ręce ONZ, trafia najwyżej, w najlepszym
wypadku do obozów uchodźców w Inguszetii, Dagestanie czy Płn. Osetii.
Ostatni na przykład konwój Caritasu dojechał do Mineralnych Wód, a pomoc
została przekazana rosyjskiemu Caritasowi, który jej większość wysłał
do Abchazji. A ludzie chyba raczej nie zbierali dla Abchazów, tylko
na ofiary konfliktu w Czeczenii. Natomiast zupełnie oddzielną działką
jest po prostu skurwysyństwo tych facetów, którzy tam pracują, którzy
siedzą na miejscu i głównie są zainteresowani tylko odbieraniem pensji
i brylowaniem wśród tubylców. Myśmy znaleźli się tam, w misji ONZ wraz
z przedstawicielami komitetu Samaszek i żądaliśmy zgodnie z wolą ofiarodawców,
żeby pomoc trafiła do nich. I tutaj
pojawiły się problemy: odcinanie telefonu, sabotowanie załatwiania formalności
w urzędzie celnym; straciliśmy na to cały tydzień. W końcu wszystkim
nerwy puściły, mało nie doszło do bijatyki z tymi łobuzami. Bo oni
nie chcieli nawet dać faceta, który by zaświadczył w urzędzie celnym,
że ONZ nic nie ma do tego transportu. Udało się nam wywlec wreszcie
jakiegoś młodego człowieka, i jakoś sprawy te został załatwione. Natomiast faceci z ONZ, tj. przedstawiciele, Wysoki Komisariat do spraw Pomocy Uchodźcom, bardziej tym uchodźcom przeszkadzają i działają na ich niekorzyść niż na przykład, co nam się wydało dziwne, Ministerstwo Nadzwyczajnych Sytuacji Płn. Osetii. Jest to taka dziwna postKGBowska formacja, która akurat, nie wiedzieć czemu, oddała nam do dyspozycji faceta, łącznika, który załatwiał, przyciskał celników i zapewnił nawet dokumenty przewozowe, które oczywiście nie miały żadnego znaczenia, oprócz tego, że można było pokazać jeszcze jeden kwitek z pieczątką do Republiki Czeczenii wsi Samaszki - bytu administracyjno - państwowego, który nie istnieje i przez nikogo nie jest uznawany. - Jak Czeczeńcy odbierali waszą pomoc, czy wiedzą, że były organizowane akcje w Polsce na rzecz Czeczenii? Dla nich,
jak oni to zresztą sami napisali w takim liście dziękczynnym, był to
pierwszy transport, który dotarł od początku wojny. Więc kazda forma
materialnej pomocy jest tam niezbędna. Na przykład mieliśmy wątpliwości
czy zabierać łóżka, tak że tego nie braliśmy, ubrania wydawały nam się
rzeczami, które są drugorzędne, natomiast okazało się, że to są rzeczy
pierwszej potrzeby, bo większość domów wypalonych po tych szturmach
jest odbudowywana ze zgliszczy, poza tym zbliża się zima, a zbiorów
się nie dało zebrać, bo była wojna. Również zaopatrywanie w cokolwiek,
w żywność, lekarstwa czy ubrania, jakieś sprzęty domowego użytku jest
mocno ograniczone. Wspólnie tę pomoc dzieliliśmy, przede wszystkim dla
sierot, kobiet, które straciły mężów, dla kalek, czyli dla osób najbardziej
potrzebujących. Inną sprawą była wymowa symboliczna naszego konwoju.
Był on świadectwem, że cały czas tutaj jednak się pracuje żeby im pomóc.
Jeżeli chodzi o demonstracje to braliśmy udział w wiecach, przy okazji
których był tłumaczony biuletyn "Marszo" z kalendarium akcji.
Spotkało się to z entuzjazmem, ciężko o tym mówić, bo trochę niezręcznie,
były to scenki wzruszające, nie chcę żeby ta wypowiedź była kiczowata...
Ale coś takiego było... Generalnie zaprzyjaźniliśmy się z tymi ludźmi
i oprócz wrażenia, że jakby razem toczymy tę wojnę to myślę, że to jest
dobre doświadczenie na przyszłość, bo wiemy już co jest potrzebne, wiemy
co możemy zrobić, możemy myśleć o innych formach pomocy. Wszystkie demonstracje
są równie ważne, dla nich jest to tak, jakby tam wysłać batalion wojska.
- Jak wygląda organizacja życia społecznego w Czeczenii? Mówiłeś o tym, że są struktury bardzo podobne do idealnych wizji anarchistycznych. Do czasu wyjazdu, każdy wyrabiał sobie jakieś tam pojęcie o Czeczenii. Wiadomo, że to mały kraj, muzułmański, silne więzi rodzinne, silna więź wspólnotowa, brak tradycji państwowych, co akurat działa tutaj świetnie na korzyść, aczkolwiek żeby to od razu rozdzielić, nie brak tam tradycji samoorganizacji, jest tradycja działalności samorządowej i ta działalność obejmuje wszelkie sfery życia: od prowadzenia szpitala czy podziału pomocy humanitarnej po prowadzenie wojny, dowodzenie nawet na najwyższym szczeblu. Co było dziwne, czego się nie spodziewałem, co mnie zaskoczyło, to to że we wsiach np. Samaszki czyli wsiach frontowych nie ma jednostek państwowych, dudajewowskich. Gdzieniegdzie w przekazie telewizyjnym czy radiowym, w korespondencjach pojawiają się "siły dudajewowskie" i przez to rozumiemy jakąś tam formację zbrojną, która jest podporządkowana prezydentowi i ona toczy wojnę. Nie ma tam żadnych takich jednostek, tam nie jednostki dudajewowskie toczą wojnę tylko ludność. Czyli to jest facet, któremu zniszczono dom, który go odbudowuje, w momencie gdy rozpoczyna się ostrzał, rozpoczyna się wojna, wyciąga swój pistolet maszynowy i idzie się bić. Wiadomą rzeczą jest, że część pracuje, natomiast część szczególnie młodszych ludzi pełni służbę wartowniczą i poświęcają więcej czasu na wojaczkę. Natomiast reszta pracuje, stara się żyć normalnie. I to był taki pierwszy sygnał, że czegoś takiego jak państwowa administracja w stylu zachodnim tam nie ma. Natomiast jest duża samoorganizacja i samodyscyplina i oczywiście kwestie obyczajowe, które są związane z wyznaniem, które zresztą też jest raczej traktowane jako pewne nakazy obyczajowe, tradycja, niż jako wyznanie wiary. I tak od tego najnizeszego szczebla czyli od wszystkich komitetów, których działa tam sporo, np. komitet obrony praw człowieka, komitet podziału pomocy humanitarnej, ekipa, która zajmuje się produkowaniem energii elektrycznej (mają własne agregaty i ktoś musi prowadzić dystrybucję, jakoś nad tym czuwać), po wybory komendanta - wszystko to są funkcje obieralne, czyli nie ma tam kogoś, kto z racji urodzenia czy stanowiska jakie pełnił kiedyś w administracji takiej czy innej, teraz pełni tam jakąś określoną funkcję. To jest taka demokracja wiecowa, codziennie mniej więcej od godz. 15.00 do wieczora trwa taki nieustający wiec mieszkańców, na którym oprócz tego, że sami zagrzewają się do walki, dodają sobie otuchy, rozwiązywane są sprawy praktyczne. Uczestniczyliśmy w wiecu, który prowadził nasz przyjaciel Abdul Wachid, szef komitetu ds. podziału pomocy humanitarnej. Omawiano na nim kwestie przygotowań do nadchodzącej zimy. Druga rzecz, że nie ma tam egoizmu. Mieliśmy okazję tam dość długo przebywać i zauważyliśmy tendencję do pomocy wzajemnej. To co u dziadka Kropotkina czyta się w książkach, tam sobie można było obejrzeć. Rzeczywiście wszyscy starają się tym, którzy są w gorszej sytuacji pomóc i wyrównywać poziomy. To też być może w jakiś sposób ich integruje, daję większą motywację do walki. W tym być może tkwi, oprócz oczywiście tradycyjnej wojowniczości górali, tajemnica sukcesu militarnego i problemów, jakie Rosja ma z Czeczenią. - Słyszałem,
że w ogóle od islamu o wiele silniejsza jest własna tradycja góralska,
lokalna tradycja wojowników, chociażby to, że oddawali rosyjskim matkom
jeńców, rosyjskich żołnierzy. Nie jest to wojna religijna toczona z wyznawcami innej religii. Jest to gazawat czyli wojna rodzinna. Ktoś przychodzi do mojego domu, zabija mi rodzine, niszczy, nie pozwala mi żyć, to ja idę w góry. A z drugiej strony traktuję przeciwnika rycersko, to znaczy przeciwnik, który nie ma broni w ręku już nie jest przeciwnikiem, jest gościem, którego muszę przechować. Stąd przekazywanie jeńców matkom, nie jest tylko i wyłącznie akcją propagandową, często zdarza się że przyjmowanie we własne szeregi dezerterów rosyjskich, których spora grupa nie była zbyt zachwycona perspektywą powrotu do swoich okręgów poborowych, więc zostawała w górach i walczyła w górach u ich boku. Stąd to, o czym się tam wspomniało, że wzięcie jeńca zobowiązuje Cię do utrzymania go. Mając nawet ograniczone środki najpierw musi zjeść jeniec, czyli ten który jest pozbawiony możliwości równorzędnej walki, później dopiero ty. Czyli poczucie honoru i zażartość, która jednak nie jest nienawiścią. Oni w Czeczenii żyli obok siebie spokojnie, a teraz pojawiła się armia rosyjska, która tę równowagę narodowościową zachwiała. Ci Rosjanie którzy znaleźli się w rejonie konfliktu, w większości uciekali albo na tereny rosyjskie albo do sąsiednich republik W Rosji traktuje się ich jak Murzynów, czarnych, czarnuchów, górali, to jest taki swoisty rosyjski rasizm, imperialny rasizm. Oni nie są już akceptowani jako Rosjanie, współobywatele, to już jest jakiś obcy element. Oni chcieliby wrócić, żyją w nędzy, chcieliby wrócić tam gdzie żyli normalnie. Tylko tak jak mówią sami Czeczeńcy : żyliśmy przedtem obok siebie, nie było problemu z tego,że ktoś jest prawosławny, ktoś jest ateistą, ktoś muzułmaninem, ktoś ma jeszcze inne pomysły na rzeczywistość, chodziło o to, czy jesteś dobrym sąsiadem, nie zatruwasz mi studni, nie wybijasz szyb w oknach, pomożesz mi to i ja Tobie pomogę. Teraz oni wrócą, ale przelano między tymi dwiema grupami, które kiedyś tam mieszkały, rzekę krwi. Ciężko będzie matce zapomnieć zarżniętą córkę i spalone zwłoki, które zidentyfikowała tylko po kolczyku i teraz mieszkać obok przedstawiciela narodu, który wysyła zabójców w mundurach, morderców i bandziorów. To jest w jakiś sposób zrozumiałe. Natomiast jest ciekawe, że oni sobie takie pytania zadają, jak to będzie, jak wrócimy później do jakiejś normalności? - Jaka
jest różnica między partyzantką a armią zawodową? Później nastąpił drugi etap, czyli użycie armii zawodowej - tej niby wyspecjalizowanej. I właśnie mamy tutaj zawodowych morderców za pieniądze, którzy są zdolni do wszystkiego, ale którzy paradoksalnie, jeżeli chodzi o ich wydajność militarną w żaden sposób nie są skuteczni. I to jest właśnie pytanie, czy armia zawodowa czy zniesienie poboru. To o czym zawsze tutaj wspominaliśmy : najbardziej skuteczną i demokratyczną formą, która jest z resztą fundamentem samoobrony społecznej przeciwko zakusom administracji centralnej, która się być może wyłoni, być może nie, jest właśnie to, że społeczeństwo jest uzbrojone powszechnie, że jest zorganizowane w swoje własne milicje, które są w stanie mimo takiej dysproporcji sił opierać się przez rok potężnej armii i, jak sądzę, będą się opierać dalej. - Skoro Dudajew nie jest jedynem przywódcą, jest wiele frakcji, w jaki sposób mogliście się tam bezpiecznie poruszać? Frakcji
jest sporo, ale procentowo to wygląda zupełnie inaczej. Wiadomo, że
Grozny, Gojty to są tak zwane ekipy kolaborujące, czyli jest to Awturchanow,
Chadżzijew, Łabazanow, którzy współpracują z Rosjanami i wysługują się
robiąc przy tym kryminalne interesy, to jest właśnie mafia czeczeńska,
którą straszyli Rosjanie, a to właśnie ta mafia jest na garnuszku administracji
rosyjskiej. Ale faktycznie tak jak się określa mniej więcej kompetencje
i zakres władzy burmistrza Groznego - Gantemirowa, to ma tyle władzy
ile mierzy jego gabinet, po prostu każde wyjście z tego gabinetu wiąże
się z organizowaniem poważnej osłony. Także nie ma co tutaj mówić o
różnych frakcjach. Oczywiście różnice jakieś na pewno są, natomiast
nie spotkaliśmy się tam na miejscu z frakcjonistami, tylko z ludźmi
którzy tam mieszkają, którzy walczą. Jaką oni są frakcją? Nie wiem.
Jak można zobaczyć portrety na komendanturze, to jest tam Imam Szamil
sprzed stu lat, przywódca powstania czeczeńskiego, jest Dudajew, Maschadow,
Imajew, pojawił się właśnie Basajew. Także, że raczej ocenia się ludzi
nie przez możliwości polityczne, tylko przez to co zrobili, jaki zdobyli
sobie autorytet, tu i teraz walcząc z nimi wspólnie. Natomiast jeśli chodzi o gościnność, to jest to gościnność przysłowiowa, o której można tylko powspominać, można powspominać różne czeczeńskie potrawy i te miłe wieczory spędzane razem z nimi na rozmowach. Nasz przyjaciel Baudi, który się nami zajął, był naszym przewodnikiem, to taki doradca, konsultant administracji w Samaszkach, samorządu samaszańskiego, jeździł z nami wszędzie, on był za nas odpowiedzialny, widać było, że w takich momentach bardziej kryzysowych zawsze starał się nas jakoś tak prowadzić, żebyśmy narażali się jak najmniej. Natomiast wszelkie postoje na terenie wojennym wiązały się z pewnym ryzykiem. Tak jak wspomniałem ryzykiem, które nawet nie wynika z tego że toczy się tam akurat wojna tylko z tym, że dużo ludzi ma broń, wiadomo, są różne sytuacje, a to jest pogranicze. Mieliśmy tę pewność, że ze strony czeczeńskiej, ze strony ludzi,którzy gdzieś tam funkcjonują na zewnątrz nic nam nie grozi ponieważ byliśmy pod opieką Samaszek, byliśmy pod opieką komendantury w Siernowodsku, pod opieką komendanta Rusłana i to się wiązało z tym zasadami, że w momencie gdyby ktoś zrobił nam jakąś przykrość, czy nam by się coś stało wtedy ci, pod których opieką jesteśmy są zobowiązani, że tak powiem, wziąć odwet. I to nie jest kwestia taka, że być może to się stanie, być może nie - jest to kwestia honoru, czyli osoba decydująca się na jakiś zły czyn musi kalkulować, czy opłaca się jej do piątego czy szóstego pokolenia póki nie odpokutuje żyć ze świadomością, że się w każdej chwili może coś stać. Także ochrona z ich strony była całkowita, aczkolwiek też była sprawa jakichśwysłanników fundacji Sorosza, których Czeczeńcy rozstrzelali oskarżając o szpiegostwo, jest to bardzo prawdopodobne, bo tacy ludzi również się tam szwendają. Oczywiście mając przewodnika, mając kontakt poruszaliśmy się tam bezpiecznie, wiedzieliśmy, że od razu będzie wiadomo kim my jesteśmy, z kim jedziemy, że mogą mieć do nas zaufanie. Wiadomo, że poruszanie się tam bez żadnych kontaktów może się skończyć nieciekawie. - Jak dalej będzie się rozwijać sytuacja? Podobno wszystko wskazuje na to, iż sytuacja się zaostrza i ponownie dojdzie do wojny, sami przeżyliście w Bamucie bombardowanie. Wojna tam
wybuchnie. Pierwszą reakcją ludzi, którzy rozmawiali z nami było stwierdzenie,
że na zimę będzie wojna. To wszystko co Rosjanie i światowe media tutaj
pompują, że jest zawieszenie broni,że Rosjanie się wycofują, że ostrzeliwani
przez różnego rodzaju bandy (tutaj różnego rodzaju inwektywy padają
pod adresem partyzantów), jest to zupełna bzdura, bo na miejscu można
oglądać, Bamut jest bombardowany codziennie, mniej więcej w nocy od
godziny dziesiątej do pierwszej, włączana jest artyleria i po prostu
grzmocą po górach ile wlezie. W dzień odbywa się regularne bombardowanie.
To jest Bamut, możemy powiedzieć, że jest to wysunięta placówka, można
określić to twierdzą, garnizon bojowy niepokonany. Ale równocześnie byliśmy świadkami wjazdu kolumny pancernej, która ostrzeliwała później Samaszki, akurat po naszym wyjeździe. To były ostrzały tylko i wyłącznie terrorystyczne. One nie miały żadnego sensu militarnego, bo nie rozpoczynała się ofensywa. Takie bombardowania spadały również na inne wioski, na Szali, przez które przejeżdżaliśmy, trzy dni przed naszym przyjazdem był nalot i zabito 11 osób. Czyli wszelkie te opowieści propagandystów rosyjskich o tzw.odprężeniu są kłamstwem. Tam wojna trwa cały czas, jest tylko różnica w jej natężeniu, średnio ginie kilka osób dziennie. Jest również odwet, byliśmy świadkami w momencie przejazdu w okolicach Siernowodska, jak wykonano wyrok na trzech oficerach rosyjskich, było to dzień po tym, jak na ulicach Groznego pijani czołgiści rozjechali samochód osobowy z całą rodziną. Tak, że takie akcje się odbywają, odbywają się ostrzeliwania kolumn rosyjskich, czy postów, ale jest to związane z tym, że np. post świeży zajmuje się głównie pakowaniem ludzi do obozów filtracyjnych (trafić tam można za nic "na wszelki wypadek"). Więc po to,żeby chłopcy nie byli tacy nadaktywni otrzymują ostrzał. Po bombardowaniu, w którym giną cywilni ludzie jest akcja odwetowa czyli ostrzeliwanie, nie ludności cywilnej tylko garnizonów rosyjskich. Czyli jest to jakaś forma wojny, której Rosja nigdy nie przestała tam prowadzić. Rosjanie będą się jeszcze starali dokończyć to, co im się w pierwszej fazie kampanii nie udało, czyli wypchnąć wszystkich w góry i doprowadzić do jakiegoś quasi - porozumienia, które podpierane przez rosyjską machinę wojenną będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwo w dolinie Groznego. To jest związane z operacją " Rurociąg", który ma znad Morza Kaspijskiego prowadzić właśnie ropę do krajów Europy Zachodniej. Stąd być może taka powściągliwość Europy i cynizm rządów zachodnich, które w stosunku do Rosji, dokonującej ludobójstwa na tamtym terenie, są dość chłodne. Chociażby porównując to przy innych rzeczach, przy Serbii czy Bośni, Afganistanie itd. Ofensywa istnieje również na polu polityki.Obserwuje się zlot różnych dziwnych ludzi do Groznego. Np. Chasbułatow. Czeczeńcy, z którymi rozmawiałem w Krakowie, traktowali go oni jako osobę, która nigdy nie będzie występowała w roli jaką odegrał Szewardnadze w konflikcie gruzińskim, roli starego aparatczyka, który się pojawia teraz w miejscu konfliktu jako opozycjonista i, jako świeża osoba z zewnątrz, usiłuje montować jakiś para - rząd porozumienia narodowego oparty na rosyjskich bagnetach. Wydawało się, że takiej możliwości nie ma, potwierdzał to fakt, że Chasbułatow jest zamieszany w pucz (obrońca Białego Domu, etc.). Jednak tydzień temu dowiedzieliśmy się, że pan Chasbułatow odbył kongres założycielski swojej parii " Porozumienie" w Groznym. Czyli będą próby montowania tych wszystkich kolaboracjonistów w jedną ekipę, bo oni oczywiście między sobą też się żrą bardzo namiętnie., po to żeby zepchnąwszy partyzantów w góry spróbować załagodzić konflikt przy pomocy policji i formacji kolaboracyjnych. Zresztą ostatnie doniesienia o strzelaniu do tłumu w czasie demonstracji, są dowodem, że tam takie formacje quislingowskie się tworzą. Czy to się uda? Raczej wątpię, bo tam wola walki i świadomość, o co ta walka idzie, jest bardzo duża i choćby nawet wygrano kampanię, zdobyto, spacyfikowano wioskę, to wojna będzie nasilać się i nigdy nie będzie tam spokoju. Rurociąg jest długi, wiadomo - stawać co 10 metrów nikt nie będzie,więc cały czas ten region będzie gorący. Jedynym rozwiązaniem dla Rosjan, skutecznym, które mogliby wykonać to jest to co udawało się im robić wcześniej, w czasie pierwszej wojny kaukaskiej - eksterminacja, czyli trucie studni, mordowanie wszystkich, którzy wyrośli i mogliby nosić broń, kobiet, dzieciaków, wszystkich, kogo się da. To, co wykonał Stalin w 1944 - przewiezienie całego narodu, miliona czy miliona 200 tys. osób na Syberię i do Kazachstanu. Wydaje się że ten wariant raczej teraz jest niemożliwy, ale właśnie myślę, że tutaj jest nasza robota żeby taka możliwość nigdy nie była brana pod uwagę. To jest kwestia mobilizowania opinii itd. Czyli żeby wszystkie warianty typu spalonej ziemi, które już zostały tam wykonane w pewnych rejonach nie mogły się powtarzać, żeby nie można było po prostu wszystkich wyrżnąć czy użyć taktycznego ładunku nuklearnego, bo nie wiadomo co komu do łba strzeli. Od Groznego w kierunku na Dagestan, kraj jest zniszczony w 80 %, są tam wsie nie odbudowane, są wsie zrównane z ziemią, zakład przemysłowe jakie tylko tam istniały są po prostu rozbite. Cała ta działalność nie miała żadnego sensu strategicznego, zniszczono nawet akwedukty, zerwano mosty. Pośród tego księżycowego krajobrazu istnieją te wsie, które się obroniły, które się trzymają. To duże łajdactwo, skurwysyństwo. - W grudniu organizujecie kolejny konwój. W jaki sposób można wam pomóc i w jaki sposób w ogóle możemy pomagać Czeczeńcom, chociażby w nagłaśnianiu sytuacji? Tu oczywiście jest pełna gama możliwości czyli od petycji, listów, demonstracji, pikiet, wszystko można brać pod uwagę, chociaż nie chcę nawoływać do aktów terroru, ale każda forma przekazywania tego na zewnątrz, każda forma mobilizowania opinii, informowania o tym, nawet prasy lokalnej, przebijania się na zewnątrz są niezwykle ważne. Bardzo ważne byłoby zmobilizowanie anarchistów rosyjskich. Wydawałoby się jest to temat dla anarchisty bardzo ważny, bo jeżeli wojna będzie się przedłużać, wzrastać będą represyjne uprawnienia państwa, armia będzie odgrywała decydującą rolę, nie mówiąc już o tajnej policji. Czyli jakiekolwiek rozmowy o demokracji i wolności, samostanowieniu jednostki itd., będą już tylko groteskowymi wspominkami przy wódce. Jest szansa, bo jest duży opór przeciwko tej wojnie, szczególnie wśród poborowych co się może nie wiąże z ideologią ale raczej z zagrożeniem życia. Te sprawy można też w jakiś sposób tam nakręcać, jest Kowaliow, chociaż, jak na razie, osób, które się tym zajmują i które przeciwko temu jakoś aktywnie protestują jest niewiele. Myślę, że tę wojnę można wygrać też w Rosji, jeżeli umiejętnie się do tego podejdzie. Jest jeszcze trzecia rzecz - konwój. Tutaj pomocą jest zbieranie środków, zbieranie kasy, to wszystko jest do zrobienia, tylko to jest kwestia dogadania się, pojawią się odpowiednie osoby, kwestia pełnomocnictw, bo też to musi wyglądać jakoś solidnie.Jeśli ktoś ma jakiś znajomych w bogatej firmie, którzy się wzruszają losem górali Kaukazu i ktoś by coś takiego zadeklarował, tak samo dysponujemy kontem fundacji, i bardzo chętnie przyjmiemy każdą pomoc. - Jakiej pomocy potrzebują mieszkańcy Czeczenii? Potrzebują wszystkiego. Z drugiej strony nie są to ludzie bezradni, oprócz ich indywidualizmu, ambitności, samoorganizacji, nie ma tam żadnej rezygnacji, czyli każdy z nich stara się w jakiś tam sposób, choćby przenikając przez kordony rosyjskie, zaopatrywać. Natomiast faktycznie tam nie ma sklepów, nie ma możliwości nabywania jakichkolwiek towarów. Wszystko sprowadza się z republik ościennych. Podwaja to koszty, zawsze jest sytuacja niedoboru. Wieś Samaszki była zniszczona w dwóch trzecich i to też świadczy o samozaparciu, że na dzień dzisiejszy, gdy minęło raptem parę miesięcy od tych wydarzeń marcowych, jest wielkim placem budowy, czyli domy które pozostały zniszczone, to są domy, w których wyrżnięto wszystkich. Natomiast jeśli w jakiejś sadybie pozostał ktokolwiek żywy, to automatycznie jest to pęd do odbudowy, także wieś stoi już prawie nowa i czekają co będzie dalej z bronią u nogi. Ale potrzeby są wszelakie, od łóżek lekarstw, czegokolwiek, nie mówię już o broni, bo jedynym marzeniem, takim największym, byłoby 1000 stingerów i to dla nich rozwiązałoby wiele problemów dość istotnych. Marzą o każdej broni, broni krótkiej, pistoletach automatycznych, karabinach maszynowych i tych słynnych RGPPanzach i wyrzutniach "mucha", które są straszliwie zabójcze głownie z tego względu, że determinacja, zwinność, samoświadomość tych, którzy ich używają pozwala podchodzić właśnie do czołgu na wyciągniecie dłoni, także nie ma szans, żeby się coś przeciwko temu ostało. Jednym słowem w Czeczenii brakuje wszystkiego. Przedruk za Mać Pariadka nr.11(41) 1995 rok |
|
tgtgtttttttttttttttzzttt| główna | zapowiedzi | linki | historia | relacje | kontakt | poradnik - pobór stop | |
|