![]() |
|
![]()
|
VIEQUES Hiszpania
po pięciu wiekach kolonializmu w 1898 roku przyznała Puerto Rico autonomię
gdy stany Zjednoczone "wyzwoliły' wyspę podczas wojny hiszpańsko-amerykańskiej.
U.S.A. w trakcie prezydentury Williama McKinley'a szybko zaprowadziła
tam własne rządy kolonialne. Wybudowane zostały bazy wojskowe. Rządy sprawowali
gubernatorzy przysyłani ze Stanów, angielski został ogłoszony językiem
urzędowym, przez lata nauka hiszpańskiego była zakazana, narodowe zrywy
były pośpiesznie tłumione. W 1917 Portorykańczycy
otrzymali obywatelstwo Amerykańskie, ale aż do 1948 nie mogli wybierać
własnego gubernatora. W 1952 roku
wynegocjonowano umowę, która pozornie przekształciła Puerto Rico w republikę
złączoną ze Stanami Zjednoczonymi. Aż do 1987
roku Puerto Rico, czy to za cichym przyzwoleniem czy też przy aktywnym
wsparciu U.S.A. utrzymywało rozległą sieć informatorów zorganizowaną na
wzór wschodnioniemiecki. Ich celem byli zwolennicy niezależności P.R.
- odmawiano im zatrudnienia, byli aresztowani lub bezprawnie więzieni.
Dokumenty wskazują, że nawet siedmioletnie dzieci były namawiane do szpiegowania
rodziców. W
roku 2000 Portorykańczycy nadal nie cieszą się pełnią przywileji obywatelskich.
Nie mogą głosować w wyborach na prezydenta U.S.A.. Ich jedyny reprezentant
w Izbie Reprezentantów może zabierać głos, ale nie może głosować. Wyniki
odbywających się od czasu do czasu referendów dotyczących spraw wpływających
na przyszłość narodu nie są wiążące - jedynie Kongres USA może zmienić
status PR. USA
prześladowało aktywistów ruchu narodowowyzwoleńczego (m.in. przez działania
tajnej policji), nikt w PR, a już tym bardziej w USA nie wystąpił z konkretnym
planem transformacji ku prawdziwie demokratycznej, stabilnej finansowo
niezależności. Nie ma też mowy o bardziej sprawiedliwych warunkach dobrowolnego
dołączenia do USA. Na wyspie Vieques armia kontroluje 76% terytorium. Duża
liczba mieszkańców PR (ok.100.000) służy w wojsku USA, ok. 25 tys. piastuje
wojskowe lub cywilne stanowisko w bazach zlokalizowanych na wyspach, ponadto
17 tys. tworzy rezerwę Gwardii Narodowej. Portorykańczycy uczestniczyli
w kilku wojskowych konfliktach - m.in. w Korei, Wietnamie czy w akcji
Pustynna Burza. PR i otaczający wyspę ocean to największy teren treningowy dla amerykańskiej Floty Atlantyckiej. Co roku odbywają się tam olbrzymie poligony angażujące tysiące pracowników obsługi, rozgrywające się na wodzie, lądzie i w powietrzu, również przy użyciu ostrej amunicji. Również siły NATO i inne obce siły po zapłaceniu odpowiedniej sumy rządowi USA otrzymują prawo korzystania z baz w PR. W
połowie lat osiemdziesiątych portorykańska Izba Sądowa powołała specjalną
komisję do zbadania planów i działań armii amerykańskiej pod kątem broni
nuklearnej. Komisja odkryła, że USA naruszyła Traktat z Tlatelolco - międzynarodowy
traktat, podpisany m.in. przez USA , który delegalizuje broń nuklearną
w Am. Łacińskiej. Komisja dowiodła, że jednostka morska Roosevelt Roads
na Ceiba jest przygotowana do funkcjonowania jako centrum dowodzenia i
kontroli operacji z udziałem broni nuklearnej, została zaprojektowana
specjalnie dla broni nuklearnej stosowanej przeciwko łodziom podwodnym.
USA przygotowała sieć komunikacyjną dla kontroli broni nuklearnej w PR.,
statki i łodzie podwodne przewożące taką broń często stacjonują w bazach
w PR. W Vieques oraz w strefie powietrznej i morskiej PR prowadzone są
symulacje i testy broni nuklearnej. Vieques
jest miejscem szczególnej troski ze względu na wielkość terytorium kontrolowanego
przez wojsko i wpływ operacji wojskowych na populację i środowisko naturalne.
Znaczny procent terytorium Vieques jest wykorzystywane przez wojsko na
akcje lądowe, powietrzne i morskie, ćwiczenia z ostrą amunicją czy składy
amunicji. W
1983 r. rząd federalny rozpoczął program ekonomicznego rozwoju Vieques
próbami przyciągnięcia dużych inwestorów z branży obronnej, próby te jednak
niczego nie przyniosły, a Vieqes nadal jest w ekonomicznym dołku. Obecnie
Komitet Bezpieczeństwa Narodowego przy Izbie Reprezentantów zgodził się
przyjąć program zaproponowany przez obecnego reprezentanta PR, dotyczący
zwrotu 8.000 akrów ziemi gminie Vieques. Jednak umowa zawiera klauzulę,
mówiącą, że jeśli ziemia nie będzie wykorzystywana do celów publicznych,
wróci we władanie armii USA. Jednak nie wyznaczono żadnego mechanizmu
ani terminu przekazania własności ziemi przez armię... Stanowi to poważne zagrożenia dla delikatnego ekosystemu morskiego tego regionu. Przykładowo w 1977 roku marynarka USA zniszczyła 131 sieci. ZNISZCZENIE
ŚRODOWISKA Badania
wykazały, że woda pitna jest zanieczyszczona toksycznymi substancjami
chemicznymi takimi jak TNT, RDX, NO3, NO2 czy Tetryl, badania nie tłumaczą
jak dochodzi do zatrucia źródeł usytuowanych o 14 km od strefy zrzutu. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska po zbadaniu próbek wody i gleby doniosła, że w obu przypadkach dochodzi do przekroczenia dopuszczalnych norm zawartości substancji szkodliwych dla zdrowia. Wśród
ludność Vieques odnotowuje się bardzo wysoki procent zachorowalności na
raka oraz inne poważne schorzenia. Badania prowadzone przez Ministerstwo
Zdrowia PR pokazały, że w latach 1985-1989 poziom zachorowalności na raka
wśród mieszkańców Vieques był o 26% wyższy niż na pozostałym terenie PR. Vieques
jest zanieczyszczone toksycznymi materiałami zawierającymi azbest, ołów,
rtęć i azot. Udokumentowano też wzrost zachorowań na niezwykle rzadkie choroby takie jak scleroderma, lupus, thyroid deficiencies, jak również częściej spotykane - jak astma dotykająca szczególnie dzieci z Vieques. Jak dzieci z tak małej wyspy mogą chorować na astmę? Wiejący tam wiatr znad oceanu jest bogaty w jod, który zapobiega astmie. Jedynym wytłumaczeniem jest zanieczyszczenie powietrza. Armia amerykańska nie wpłynęła na ożywienie lokalnej gospodarki. Zamiast tego mieszkańcy wysepki cierpią z powodu hałasu i emisji szkodliwych substancji wywoływanych przez eksplozje mające miejsce około 180 razy każdego roku. O
Vieques stało się głośno, gdy 19 kwietnia 1999 roku dwie 500 funtowe bomby
wystrzelone przez armię USA w ramach ćwiczeń, wylądowały 1,5 mili od celu
zabijając lokalnego ochroniarza Davida Sanes'a i raniły 4 inne osoby. Nie
był to jednak jedyny raz gdy zdrowie i życie cywilnych mieszkańców Vieques
było narażane w trakcie prowadzonych przez wojsko operacji. W 1993 r.
marynarka spuściła 5 bomb na główne miasteczko Vieques - Izabela Segunda,
cztery z nich wybuchły. W 1997 r. cywilny pojazd został ostrzelany kulami
M-16. W lutym 1999 r. kolejna bomba nie trafiła do celu. Wybuchła w gminie Coamo pozostawiając po sobie krater głęboki i szeroki na 4 stopy. Ponadto armia USA przyznała się do wystrzelenia wtedy nad Vieques 263 naboi ze zubożonym uranem. Jest to wysoce palna substancja, która po wybuchu tworzy chmurę tlenku uranu, która może przemieszczać się przez wiele mil nim opadnie na ziemię. Zubożony uran jest bardzo niebezpieczny ze względu na swą wysoką toksyczność i radioaktywność. tłumaczenie: Katarzyna Roszak
PROSTYTUCJA W BAZACH WOJSKOWYCH USA Jedno
z najwcześniejszych doniesień dotyczących prostytucji wojskowej pojawiło
się już w 1938 r., gdy rząd japoński podpisał dokument wspominający o
potrzebie powstania wojskowych domów publicznych w każdym batalionie.
Rozpoczęto wówczas działanie zapewniające 321 milionów prezerwatyw jako
zabezpieczenia dla żołnierzy. Dokument opublikowana, ale pomysł został
jednak porzucony. Rząd japoński tłumaczył, że działanie to miało zmniejszyć
liczbę gwałtów w czasie wojny, właśnie poprzez utworzenie wojskowych domów
publicznych. Twierdził również, że ponieważ kobiety w wyniku prostytucji
uzyskują zyski finansowe, nie są one gwałcone lub niewłaściwie wykorzystywane. Wojsko amerykańskie
zaczęło organizować domy publiczne przy swoich bazach od wojny koreańskiej
w latach 50. XX wieku (1950-1953). W Korei Południowej zaczęto zakładać
tzw. miejsca "Rozrywki i Odpoczynku" (ang.: Rest & Recreation
- R&R) które nie były niczym innym jak domami publicznymi przy bazach
wojskowych USA. Odpowiadało to stylowi bycia i konsumenckim zachcianką
żołnierzy, czyli po prostu biologicznym i seksualnym "potrzebom"
mężczyzn. Miejsca te akceptowały rządy obydwu państw: USA i Korei. Powstawały
pod patronatem policji, która prowadziła rejestr restauracji i agencji
usług seksualnych, a ich właściciele dostawali od rządu wynagrodzenie.
Rząd koreański wydał też rozporządzenie o rejestracji wszystkich wojskowych
prostytutek, by umożliwić im wejście do miejsc R&R. Jedyną wymaganą
przepustką dla mężczyzn był mundur wojskowy.Statystyki pokazują, że liczba
prostytutek usługujących 43 tysiącom amerykańskich żołnierzy w Korei wynosiła
18 tysięcy, co równa się jednej prostytutce na 2-3 żołnierzy (szacuje
się, że ok. 9 tysięcy prostytutek pracowało poza tym rejestrem). Kobiety
prostytuowały się by uciec od ubóstwa. Prostytutki koreańskie i ich rodziny
wierzyły, że prostytucja jest do zaakceptowania, ponieważ może podnieść
ich status społeczny i jest opłacalna ze względu na wkład finansowy do
budżetu rodzinnego. Katharine Moon autorka książki pt. "Seks wśród
sojuszników" twierdzi, że rządy państw goszczących bazy USA podtrzymując
to przekonanie wprowadziły opinie publiczną w błąd, ponieważ w rzeczywistości
prostytucja doprowadziła do oderwania młodych dziewczyn od ich domów rodzinnych
i rzuciła je w nurt degradującego życia. Moon pisze, że "wojna z
towarzyszącym jej ubóstwem, społecznym i politycznym chaosem, rozdzieleniem
rodzin, milionami sierot, wdów, masowo wyprodukowała prostytutki z bezdomnych
i pozbawionych środków do przetrwania kobiet". Kobiety i dziewczęta były zachęcane przez rządy swoich państw do prostytuowania się poprzez obietnice dobrze płatnej pracy, co oczywiście było kłamstwem. Rząd koreański wyliczył, że prostytutka powinna być zdolna "obsłużyć" 29 oficerów dziennie, jeśli pracuje na swoim najwyższym poziomie. Rząd kalkulował nawet to, że stosunek powinien trwać nie dłużej niż 30 minut, inaczej bowiem prostytutka nie będzie w stanie służyć odpowiedniej liczby mężczyzn, a tym samym, nie uzyska dziennego utargu. Wojna w Wietnamie: seksturystyka Seks-turystyka
wzmogła się w Azji w latach 60. z powodu wojny w Wietnamie (od 1964 r.).
Tym razem domy publiczne nie były bezpośrednio połączone z bazami wojsk
USA, ogromna większość miejsc R&R znajdowała się w Bangkoku w Tajlandii,
gdzie na urlopy i przepustki odsyłano tysiące żołnierzy USA. Stany Zjednoczone
w 1967 r. zawarły pakt z Tajlandią zapewniający domy publiczne dla żołnierzy
USA. Pomiędzy 1962 a 1976 r. ok. 300 tysięcy amerykańskich żołnierzy odwiedziło
miejsca R&R w Tajlandii by "odpocząć od stresów wojny". Podczas wojny
wietnamskiej Bangkok stał się zatem centrum prostytucji wojskowej, przebywanie
tu żołnierze nazywali "przerwą na seks i alkohol". Wśród prostytutek
zaczęli wynajdować tzw. "mniejsze żony", czyli jeden żołnierz
za każdym razem korzystał z usług tej samej prostytutki, która wierzyła,
że ją kocha. Wiele z tych kobiet zostawało później z dziećmi na utrzymaniu
(tzw. pamiątkowe dzieci) bez żadnego finansowego wsparcia. Później również
te dzieci ze względów ekonomicznych były zmuszone do prostytuowania się. Prostytucja
wojskowa grała znaczącą rolę także w czasie okupacji Filipin przez wojska
USA. Do momentu wyjazdu wojsk USA z tego kraju w 1992 r. Filipiny posiadały
jedne z największych miejsc R&R w Azji. Olongapo w Zatoce Subic, amerykańska
baza morska blisko Manili, miała tak duży problem z prostytucją, że rząd
amerykański musiał ufundować budowę klinik dla prostytutek wojskowych
celem przebadania ich pod kątem chorób wenerycznych. Kliniki były dostępne
tylko dla tych, które posiadały licencje by służyć Amerykanom - ok. 6000
osób. Pierwsza klinika została wybudowana już w 1970 r. Przestępstwa na tle seksualnym Jednym z
najbardziej rozwiniętych ośrodków prostytucji przy bazach wojskowych USA
jest japońska wyspa Okinawa, na której znajduje się 39 baz i instalacji
wojskowych USA. W Japonii stacjonuje ok. 60 tysięcy żołnierzy USA. Bazy
są tam od ponad pół wieku, ale uwagę na sprawy prostytutek japońskich
zwrócono dopiero w 1995 r. po gwałcie dokonanym na dwunastoletniej dziewczynce
z Okinawy przez trzech żołnierzy USA. Nastąpiły wtedy duże naciski społeczne,
by proces oskarżonych odbył się w Japonii. Ostatecznie Waszygton na to
przystał. Jest to jednak przypadek odosobniony, ponieważ żołnierze USA
stacjonujący we wschodniej Azji posiadają swoisty immunitet i nawet za
najcięższe zbrodnie są sądzeni przez sądy wojskowe USA. W Japonii
występuje największa ilość przestępstw popełnianych przez wojskowych z
baz USA. Zapisy spraw sądowych Marynarki Wojennej i Marines od 1988 r.
pokazują, że w bazach w Japonii z liczbą 41.008 personelu aż 169 osób
ma sprawy w sądzie za napady seksualne, jest to o wiele więcej niż będąca
na drugim miejscu baza San Diego w Kalifornii, która ma 102 sprawy na
93.792 personelu. Dane podawane przez grupę Kobiety Okinawy Przeciwko
Przemocy Wojskowej pokazują, że żołnierze amerykańscy na Okinawie popełnili
4700 zarejestrowanych zbrodni od 1972 r., czyli od czasu gdy Okinawa powróciła
pod administracje japońską, wiele z nich to były akty przemocy wobec kobiet. W Korei również występuje duża liczba przestępstw popełnianych przez żołnierzy USA. W 1992 r. brutalny gwałt i morderstwo koreańskiej barmanki Yoon Kum Ee dokonane przez amerykańskiego szeregowego Kenneth'a Markle, którego nazwisko jest po tym zdarzeniu dobrze znane w Korei, doprowadziło do szerokich i głośnych protestów. Zdjęcie zamordowanej Yoon pokazuje ją nagą rozłożoną na podłodze jej mieszkania z nogami szeroko rozłożonymi, jej ciało i twarz pokryte są krwią i posypane proszkiem do prania, butelka włożona do jej pochwy i parasol włożony w odbyt na głębokość 11 cali. Jej morderstwo było bezpośrednim czynnikiem założenia koreańskiej organizacji pod nazwą Narodowa Kampania na Rzecz Wyeliminowania Zbrodni Amerykańskich w Korei, która monitoruje przebieg dochodzeń dotyczących zbrodni popełnionych przez personel wojskowy w Korei i jest zaangażowana w działalność przeciwko wojskowej przemocy. Raport Kongresu koreańskiego szacuje, że w latach 1967-1987Amerykańscy wojskowi i personel baz dokonali ponad 30 tysięcy przestępstw wobec koreańskiej społeczności, w tym zbrodnie o podłożu seksualnym. Porzucone dzieci Kolejnym
bardzo dotkliwym problemem wiążącym się z prostytucją wojskową przy bazach
USA we wschodniej Azji jest sprawa ok. 50 tysięcy dzieci porzuconych przez
ich ojców - żołnierzy amerykańskich w ciągu pięciu dekad - to tak zwane
"dzieci pamiątkowe". W Korei, Japonii i na Filipinach amerykańsko-azjatyckie
dzieci urodzone przez kobiety zapłodnione przez amerykańskich żołnierzy
są szczególnie napiętnowaną grupą. Cierpią z powodu szykan w okresie edukacji
i w pracy ze względu na swój wygląd zewnętrzny i niski status społeczny
ich matek. Szczególnie źle traktuje się osoby, którymi ojcami byli afroamerykanie.
Pakty wojskowe zawarte między USA, a krajami wschodniej Azji nie odnoszą
się w żaden sposób do amerykańskoazjatyckich dzieci, żaden rząd nie ponosi
odpowiedzialności za ich sytuację, nie mają one żadnego prawnego statusu
w USA. Razi tu nierówność z jaką zostały potraktowane kraje wschodniej
Azji, ponieważ w Niemczech pakt o Porozumieniu Sił Zbrojnych zobowiązuje
władze wojskowe USA do współpracy przy odnajdywaniu ojców i nakłanianie
ich do płacenia alimentów. Podpisany w 1982 r. Akt Imigracyjny zwrócił
uwagę na sytuację wietnamskich dzieci, które zostały porzucone przez ojców
- żołnierzy USA, jednak nie dotyczy on ludzi urodzonych w Japonii i na
Filipinach. Żeby podlegać temu prawu trzeba być urodzonym pomiędzy 1952
a 1982 r., posiadać potwierdzenie, że ojciec jest obywatelem USA. Nie
wiadomo jednak jak wielu osób to prawo może dotyczyć. Karina Gąsiorowska Na podstawie:
POLSKA NIE ZAROBI NA BAZACH USA WIĘCEJ STRAT NIŻ ZYSKÓW Co rusz polska opinia publiczna karmiona jest informacjami nie tylko o politycznych, ale także materialnych korzyściach współpracy z USA. Teraz część przedstawicieli mediów i polityków z Wiejskiej próbuje nas przekonać o tym, jakim do wielkim interesem będzie lokalizacja amerykańskich baz wojskowych na terenie Polski. Doniesienia o takiej możliwości zelektryzowały władze lokalne, które nagle zobaczyły górę złota jaka miałaby się znaleźć w kasie gmin dzięki stacjonowaniu na ich terenie Jankesów. Kiedy jednak bliżej przyjrzymy się problemowi, łatwo zauważymy, że polityczny sojusz z Ameryką drogo nas kosztuje, a na amerykańskich bazach więcej stracimy niż zarobimy. Właściwie w dyskusji na temat stacjonowania amerykańskich baz wojskowych w Polsce można by się ograniczyć do stwierdzenia, że suwerennością kupczyć nie wypada. Tak się jednak składa, że promotorzy politycznego sojuszu z Ameryką i NATO są jednocześnie zwolennikami merkantylnych argumentów. Dokonajmy zatem rachunku nie sumienia, ale zysków i strat. Świński
interes Ostatnio
elity polityczne mają sporo problemów aby wykazać, że dzięki współpracy
z Amerykanami społeczeństwu polskiemu żyje się lepiej, że forsowane wydatki
ma armię i zbrojenia ożywią polską gospodarkę i przyniosą nowe miejsca
pracy. Wydatki na zbrojenia, interwencje zbrojne (Irak), bazy wojskowe,
modernizację armii itd. pochłoną w najbliższych latach dziesiątki miliardów
złotych z kasy państwa. W większości dotyczy to wypadków na sprzęt amerykański
i dostosowanie polskiego wojska do standardów NATOwskich. Obiecane natomiast
przez USA wielkie inwestycje (tzw. "offset") w związku z zamówieniem
przez rząd samolotów F-16 (kontrakt kosztuje nas 17,5 mld. złotych) okazały
się - jak wielokrotnie donosiła prasa - w dużej części fikcją. Podobnie
zresztą jak w przypadku kontraktu na dostawę kołowy transporterów opancerzonych
(kosztować nas będą 5 mld. złotych). Przed rozstrzygnięciem przetargu
na F-16 dokonano zmian w ustawie, która pozwoliła Amerykanom do offsetu
(czyli - w uproszczeniu - środków, które są zobowiązani obrócić w Polsce)
zaliczyć inwestycje dokonane dwa lata przed podpisaniem umowy na dostawę
samolotów. W jego ramach, jak się okazuje, znajdzie się zatem szereg inwestycji
amerykańskich, które - wydawało nam się - były poczynione bez związku
z zamówieniem na samoloty i dużo, dużo wcześniej. W dość dziwny sposób
do "offsetu" ma być "dołączona" produkcja, czy jej
część, w gliwickim General Motors. Wiele natomiast nowych inwestycji budzi
poważne kontrowersje. Mówi się na przykład, że w ramach offsetu Amerykanie
zamierzają nam wybudować tuczarnie świń Smithfields Food. Gdyby się tak
stało oznaczałoby to dodatkowe koszty ekonomiczne, ekologiczne i społeczne
z powodu zatrucia środowiska i deregulacji lokalnych rynków rolnych. Sam
koncern Smithfields Food cieszy się ponurą sławą w USA, gdzie zmuszony
jest płacić ogromne kary ekologiczne i jest oskarżany o wywołanie wielu
chorób, na które cierpią mieszkańcy Karoliny Północnej. Sam koszt
zaoferowanych Polsce F-16 wydaje się wyjątkowo wysoki, bowiem za sztukę
(zamówiliśmy 48) zapłacimy ok. 73 mln. dolarów (ok. 270 mln. złotych).
Mniejsza część tych pieniędzy to wartość samego sprzętu. Większość idzie
na dostosowanie polskiego systemu do obsługi F-16. Kiedy F-16 były jeszcze
hitem na rynku zbrojeniowym pisało się ("Wprost", 20 stycznia
1991 r.), że samolot kosztuje 6 mln. dolarów, a kiedy koszty przystosowania
systemu są wysokie, cena może sięgnąć 30 mln. dolarów. Dlaczego w przypadku
Polski - za przestarzały już technologiczny sprzęt - trzeba zapłacić 73
mln. dolarów, tego nie wiemy. Wiemy natomiast, kto zgarnie zyski - amerykańskie
koncerny zbrojeniowe. "O kłopotach z offsetem" za zamówienia zbrojeniowe pisała - generalnie proamerykańska i prowojenna - "Gazeta Wyborcza" w artykułach z 19 kwietnia i 11 sierpnia 2003 roku. Andrzej Kubalik na pytanie w jakim stopniu umowa offsetowa pomoże polskiej gospodarce odpowiada, że nie wiem, bowiem rząd niechętnie ujawnia szczegóły. Zatem powstają wątpliwości, ile faktycznie na tym skorzystamy. Iż z offesetem coś jednak jest nie tak dowodzi i to, że wybierając się w styczniu 2004 roku do USA prezydent Kwaśniewski miał wyjaśnić problemy związane z amerykańskimi zamówieniami: "Dożo więcej - pisała Gazeta Wyborcza przed wizytą (27 stycznia 2004) - Amerykanie obiecują w kwestiach militarnych (offeset za zakup samolotów F-16, dozbrojenie polskiej armii za udział w operacji w Iraku). Przełomem może być ewentualne wygranie przez zakłady Bumar wartego ponad 500 mln. dolarów kontraktu na wyposażenie nowej irackiej armii". Bumar jednak kontraktu nie dostał. W atmosferze skandalu, polska klasa polityczna po raz kolejny, kiedy napluto jej w twarz udawała, że to pada deszcz. Na otarcie łez Kwaśniewski (ciekawe czy zdjęto na lotnisku jego odciski palców?) przywiózł 66 mln. dolarów na samoloty typu "Herkules", które służą przede wszystkim do przerzutu wojsk w odległe rejony działań np. na Bliski Wschód. Wsparcie to dla naszej obronności bardzo wątpliwe. Fakt ten określono w gazetach jako finansowa "pomoc rządu amerykańskiego", co często w praktyce oznacza po prostu zwyczajną pożyczkę, którą później, z mniejszymi czy większymi odsetkami, trzeba zwrócić. Przypomnijmy, że koszty wysłania naszych wojsk do Iraku wyniósł 30 mln. dolarów. Gospodarczego bumu nie będzie Jak z tego
jasno widać interesy z naszymi przyjaciółmi z sojuszu atlantyckiego rodzą
poważne wydatki i niewielkie oraz wątpliwe korzyści ekonomiczne. Podobnie
będzie w przypadku powstania na terenie Polski amerykańskich baz wojskowych. Tak naprawdę zdecydowana mniejszość z tych środków trafia na "rynek" niemiecki. Na przykład całe niemieckie budownictwo i rzemiosło (łącznie) osiąga dzięki bazom obroty rzędu 184 mln. euro rocznie, handel detaliczny 31 mln. euro, gastronomia i hotelarstwo 5 mln. Oczywiście gdyby przeniesiono bazy do Polski, dotyczyłoby o wiele mniejszej części, powiedzmy jednej dziesiątej, sił stacjonujących za Odrą. Zatem i obroty z Amerykanami byłyby wielokrotnie mniejsze. Trzeba jednak tu stwierdzić iż podawane liczby, które na pierwszy rzut oka brzmią poważnie, nie są znaczące. Wyobraźmy sobie tylko, że np. polska firma Mitex S.A. (jedna z większym na rynku budowlanym) odnotowuje obroty rzędu 200 mln. euro rocznie. Nestlé Polska sprzedając jedynie płatki, czekoladki, koncentraty spożywcze, kawę i lody odnotowuje rocznie obroty rzędu 550 mln. euro na polskim rynku detalicznym. Obroty rzędu 5 mln. euro potrafi wyrobić jeden porządny hotel. Konkluzja jest prosta: znaczenie baz amerykańskich dla niemieckiej gospodarki jest niewielkie, podobnie będzie i w przypadku Polski. A co za tym idzie dalej, nie ma to wielkiego wpływu także na rynek pracy. Podsycany przez prasę entuzjazm studził sam minister obrony Szmajdziński mówiąc: "Chodzi o to, byśmy nie stworzyli wrażenia wielkich korzyści finansowych, bo one aż tak wielkie nie będą". Zwłaszcza - wypada dodać - w porównaniu z kosztami. Kto za to zapłaci? Nikt nie
chce się podjąć obliczeni ile na przykład będzie kosztowało polską służbę
zdrowia wzrost zachorowalności na raka w wyniku zrzucania przez amerykańskie
samoloty paliwa JP-8, czy zastosowania pocisków uranowych. Wiadomo, że
zachorowalność wzrasta. Tym bardziej dziwić musi akceptacja istnienia
bazy wojskowej na terenie zurbanizowanym, jak w przypadku poznańskich
Krzesin - 10 km od centrum miasta. Nie mówi się również o tym, iż w kosztach funkcjonowania baz będziemy musieli partycypować, jeżeli nie bezpośrednio to pośrednio, ponosząc koszty infrastrukturalne wokół nich: zniszczone drogi, lasy, zanieczyszczenia, potem rekultywacja terenu. Ustawa o pobycie obcych wojsk na terytorium Polski wyraźnie stwierdza, iż za szkody wyrządzone skarbowi państwa, w tym Lasom Państwowym, przebywający ewentualnie u nas Amerykanie nie zapłacą ani grosza. Krótko mówiąc: oczywiście płynące od Amerykanów zlecenia będą lukratywnym kąskiem dla wybranych gremiów polityczno-biznesowych, jednak bazy to interes do którego będziemy musieli, jako zwykli obywatele, dołożyć. Jarosław Urbański
Żyjemy
w czasie, gdy dążenia imperialistyczne Stanów Zjednoczonych są już chyba
zupełnie czytelne i oczywiste dla większości obywateli globalnej wioski.
Zakładanie baz wojskowych przez imperialną armię w coraz nowych zakątkach
świata wydaje się, zatem zwykłym następstwem tego procesu. Podobnie nikogo
nie powinna dziwić oferta rządu polskiego by raptem w dekadę po wycofaniu
się stąd wojsk sowieckich do naszego kraju sprowadzić jednostki wojskowe
Stanów Zjednoczonych. Politykom z Warszawy nie przeszkadzają w tym ustawy
prawne uniemożliwiające takie działanie, tym bardziej nikt też nie przejmuje
się nieopłacalnością tego przedsięwzięcia czy jego negatywnego wpływu
na środowisko naturalne, zagrożenia dla zdrowia u ludzi zamieszkujących
okolice potencjalnych baz. Co więcej tradycyjnie już im większa absurdalność w posunięciach rodzimych politykierów tym aktywniej media starają się zapewniać o korzyściach z tego płynących. POLITYKA
, STRATEGIA i ich EKONOMIA. Ekspansjonizm militarny oraz będące jego konsekwencją coraz nowe wojny wywoływane przez USA pokrywają się w pełni ze strategią koncernów zbrojeniowych rodem z Ameryki. Nieustający od kilku lat wzrost budżetu wojskowego (1) to stale zwiększające się źródło wpływów dla korporacji w postaci zamówień na sprzęt wojskowy ( od kilku dekad nie pojawiło się większe zamówienie na uzbrojenie, którego koszt końcowy nie został znacznie przekroczony w stosunku do kosztu wstępnego). Zyski generowane są także przy okazji...strat ponoszonych przez wojska USA podczas prowadzonych wojen, a są to straty znacznie większe od tych, które podawane są do oficjalnych wiadomości (2). Przerzucanie wojsk USA do kolejnych państw idzie w parze z równoległą promocją sprzętu wojskowego produkowanego przez amerykańskie koncerny. Dla przykładu Czesi odrzucili pomysł utworzenia baz u siebie, a na samolot wielozadaniowy dla lotnictw wybrali szwedzko-brytyjskiego Grippena (3). Jak wiadomo inaczej postąpili Polacy wybierając F-16 Lockheeda Martina i zapraszając amerykańskich żółdaków do siebie. Patrząc
pod kątem militarnym amerykańskie bazy w Polsce nie mają większego znaczenia.
Nie przestraszą one ani Rosji, ani nawet Białorusi, tym bardziej, że "oko
supermocarstwa" i tak jak wiadomo spogląda raczej w stronę Kaukazu
i Bliskiego Wschodu. Dlatego też ze strategicznego punktu widzenia, dla
Amerykanów większą rolę będą miały bazy w Rumunii i Bułgarii. Lecz nie
należy bagatelizować rozmieszczenia niektórych jednostek USAF i US Army
w Polsce. To, co skłania Amerykanów do przerzucenia części jednostek do
Polski to nie aspekt militarny, lecz polityczny. Nie będzie to jednak
(jak sugerują media) działanie wymierzone przeciw Rosji czy Białorusi,
lecz przeciw dominującym krajom Unii Europejskiej, czyli Niemcom i Francji,
z którymi USA toczą od kilkunastu miesięcy wojnę o sfery wpływów na świecie.
Bazy w Polsce czy innych postsocjalistycznych krajach pretendujących do
UE, będą kolejnym gwoździem wbijanym przez USA w spójność tzw. zjednoczonej
Europy. Podkreśli to z pewnością magazynowanie lub utrzymywanie w pogotowiu
na terenie tych krajów sił lądowych posiadających taktyczną broń jądrową.
Znajduje się ona na wyposażeniu artylerii dalekiego zasięgu w ciężkich
dywizjach lądowych US Army (4)s, a użycie takich ładunków w razie konfliktu
jest uzasadniona przez nową strategię militarną USA. PRAWO
czy CHCIEĆ TO ZNACZY MÓC ? GDZIE,
KTO i SKĄD? Podobnie
w innych mediach główną uwagę kieruje się na tę bazę lotniczą gdzie stacjonują
dwa skrzydła lotnictwa transportowego USAF. Z tym, że Amerykanie tej bazy
akurat nie zamierzają przenieść. Co więcej przenoszenie baz nie ma służyć
napędzaniu koniunktury gospodarczej w kraju, gdzie są przewidywane bazy,
lecz by zaoszczędzić. Dlatego amerykańskie bazy przeniesione zostaną do
tych polskich jednostek, które posiadają najlepiej rozwiniętą ( za polskie
pieniądze) infrastrukturę. W chwili obecnej w Niemczech, skąd mają być przerzucane bazy do Polski i na Bałkany stacjonuje blisko 71 tysięcy żołnierzy (5). Są to głównie wojska lądowe w postaci V Korpusu( w tym dwie ciężkie dywizje) i jednostek wsparcia oraz dwie główne bazy lotnicze. Wspomniana baza w Ramstein gdzie stacjonuje 453 i 86 skrzydło lotnictwa transportowego, oraz w Spangdahlem ( pod Trier ) gdzie rozlokowane jest 52 skrzydło lotnictwa bojowego. I to raczej ta ostatnia wchodzi w rachubę, jeśli idzie o dyslokację do Polski. Jednostka ta ma na wyposażeniu około 30 samolotów F-16, 8-16 sztuk F-15, 16 samolotów szturmowych A-10 i ostatnio także 10-12 samolotów o zmniejszonej wykrywalności F-117. Łącznie jest to około 4 tysięcy żołnierzy. Skrzydło to byłoby rozlokowane głównie na terenie Wielkopolski. Podstawowa baza znalazłaby się najprawdopodobniej w Powidzu, natomiast lotniska rezerwowe w Krzesinach, ewentualnie Mirosławicach i Łasku ( pod Łodzią ). W przypadku baz wojsk lądowych w grę wchodziłyby miejscowości, w których jeszcze nie tak dawno stacjonowały wojska radzieckie. Lecz na razie Amerykanie bardziej zainteresowani są naszymi poligonami w Drawsku Pomorskim, Świętoszowie, Wędrzynie, Ustce, Orzyszu. REALNE
STRATY... W Niemczech
bazy USAF były w dużej mierze darmowo obsługiwane przez niektóre niemieckie
jednostki wojskowe. Chodzi na przykład o obronę przeciwlotniczą. Lotniska
wykorzystywane przez jednostki amerykańskie są tam strzeżone przez niemieckie
wyrzutnie przeciwlotnicze (6). Trudno zakładać, że inaczej będzie się
działo w przypadku (wyjątkowo uległej wasalom zachodnim) Polski. Roczny
koszt utrzymania tego typu jednostki wynosi do kilkunastu milionów złotych. Kolejne straty
to te, które bezpośrednio poniesie gmina czy powiat, w którym stacjonować
będzie jednostka. Chodzi o koszty utrzymania infrastruktury komunalnej
jak choćby remonty niszczonych przez ciężki sprzęt dróg. Osobom posiadającym
nieruchomości w bezpośredniej bliskości baz z pewnością spadnie ich cena
nominalna, za co będą mogli domagać się odszkodowań. Osobnym tematem
związanym z kosztami są skutki zniszczenia i zanieczyszczenia środowiska.
Bowiem administracja USA nie uznaje przepisów i prawa ochrony środowiska
państw, w których zakłada bazy. Za szkody Amerykanie nie odpowiadają,
a całość skutków rekultywacji terenu, neutralizowania zanieczyszczeń ponosić
będzie gmina i jej mieszkańcy. Zniszczenia ekologiczne są niestety stratami
niewymiernymi, mimo tego, iż jak pokazują przypadki rekultywacji terenów
po wojskach radzieckich koszta tegoż idą w setki milionów złotych. Chodzi
tu nie tylko o zanieczyszczenie powietrza, lecz przede wszystkim skażenia
wód powierzchniowych i gruntowych oraz skażeń gruntów. W przypadku amerykańskich
baz takich skutków należy się spodziewać. W Niemczech wspomniane skażenia
są skutkiem zrzucania przez samoloty amerykańskie resztek paliwa (7).
Dla przykładu w gminie Binsfeld położonej w bezpośrednim sąsiedztwie lotniczej
bazy wojskowej Rhein-Main. Ze zmarłych między 1990 a 2000 r. 97 mieszkańców
95 zabił rak. Tę zachorowalność można położyć na karb nie tylko zanieczyszczeń
i skażeń powietrza, wody i gleby, lecz także zwiększonego wpływu promieniowania
elektromagnetycznego i zwiększonego poziomu infradźwięków. Poza tym w
pobliżu lotnisk normy natężenia hałasu są przekraczane. Inna sferą
zagrożeń zdrowotnych i ekologicznych są skutki wynikłe ze stosowania wysoce
niebezpiecznych systemów uzbrojenia. Temat jest najczęściej bagatelizowany
bądź zupełnie przemilczany przez media. Mowa tu przede wszystkim o użyciu
amunicji ze zubożonym uranem. Wynikiem stosowania bojowego tego typu pocisków
są "obłoki" zawierające radiacyjne mikrocząsteczki, powstałe
w wyniku spalenia uranowych rdzeni. Wynikiem stosowania tego typu amunicji
są setki tysięcy ofiar cywilnych w Jugosławii, Iraku i Afganistanie, a
także tzw. "syndrom zatoki perskiej", czyli choroba, która dotknęła
żołnierzy zachodnich po wojnie w Iraku i Jugosławii (8). Skutkami, które
równie trudno wyliczyć są straty wynikłe ze spadku zdrowotności osób narażonych
na działanie zanieczyszczeń spowodowanych przez funkcjonowanie baz. ...I NIEREALNY
ZYSK Rzeczpospolita
z 9 grudnia 2003, tekst Elizy Olczyk i Zbigniewa Lentowicza - materiał
jest doniosłym i kuriozalnym. Doniosłym, ponieważ dane w nim zawarte parokrotnie
wykorzystywano później w innych mediach, a kuriozalnym ze względu na zawartość
nie prawdziwych, tendencyjnych informacji. Głównie chodziło o informacje
podające koszta utrzymania i wpływów do lokalnych budżetów ze strony jednej
z polskich jednostek. Co ciekawe nie wspomniano skąd pochodzą dane. Podano
jedynie, że informacje są wypowiedzią: "dowódcy jednej z polskich
elitarnych brygad". Ważne, że przy okazji tego przedstawiono informację,
że polska jednostka daje zatrudnienie 60 cywilom na roczną kwotę 3.5 mln
złotych, kupuje żywność za 23 miliony (9), a baza amerykańska da zatrudnienie
200 osobom, więc i wpływy będą proporcjonalnie większe. Podane kwoty są
nie małe, zatem kuszące z tym tylko czy prawdziwe? Jeśli podzielimy
wymienione w tekście 3.5 miliona złotych przez 60 osób i przez 12 miesięcy
okaże się, że miesięcznie przeciętny cywilny pracownik zarabia 4681 złotych
brutto. Jak na sprzątaczki, hydraulików, fryzjerów i nielicznych księgowych
to całkiem nieźle, wręcz tak dobrze, że każe nam to wątpić w wiarygodność
tej informacji. Jeżeli podobnie arytmetycznie zweryfikujemy kwotę rzekomych
wydatków ( niespełna dwutysięcznej brygady) na roczne wyżywienie, okaże
się, iż miesięcznie na wyżywienie jednego żołnierza przypada około 1000
złotych. Wynika z tego, że mamy najlepiej odżywionych na świecie żołnierzy.
Niestety prawda jest taka, że na wyżywienie jednego żołnierza w ciągu
miesiąca wydaje się góra 250-300 złotych. Czyli tym razem kwotę zawyżono
3-4 razy. Czy tylko po to, aby zawyżyć potencjalny zysk z żołnierz amerykańskich?
Czy w takim razie autorzy tekstu specjalnie nie podali nazwiska dowódcy
i nazwy jednostki, bo zdawali sobie sprawę, że mówi on nie prawdę? Czy
może, dlatego nie podano tych informacji, ponieważ wymyślono sobie dowódcę
i jednostkę a sumy to ars poetica? W każdym razie w całym tekście redaktorów
Rzeczpospolitej aż roi się od tego typu wydumanych kwot związanych z utrzymaniem
wojska. Pełny zestaw tych fantazji zamieszczam w aneksie. Poza danymi
o utrzymaniu jednostek polskich podano także, że koszt utrzymania bazy
lotniczej w Ramstein w Niemczech, wynosi miliard dolarów, co jest akurat
zgodne z prawdą, lecz dalej podano, że rocznie z bazy za usługi do budżetu
Nadrenii Palatynatu wpływa 349 milionów dol. Nie wyjaśniono niestety,
co kryje się za słowem "usługi". Ponieważ w istocie na usługi
( drobne remonty, naprawy, usługi rzemieślnicze itp) w budżetach armii
amerykańskiej wydaję się średnio 1-2% budżetu. Z tego wynikałoby, że faktycznie
w Ramstein nie wydaje się na usługi więcej niż 10-20 milionów dolarów.
Potwierdzałyby to dane Trybuny, która podaje, że rocznie wszystkie bazy
w Niemczech (z tego typu usług) wzbogacają budżet Niemiec na kwotę 184
milionów euro ( czyli nieco ponad 200 milionów dolarów). Czyli dane Rzeczpospolitej
są zawyżone, co najmniej 17 razy. Podobne w
charakterze dane i wyliczenia podają inne gazety. Można tu zauważyć swoistą
rywalizację, jeśli idzie o licytowanie się jak wielkie sumy pieniędzy
wpływają za pośrednictwem amerykańskich baz do budżetów niemieckich landów.
We Wprost z 12.02.2004 ( "Lotniskowiec Polska") czytamy: rozmawialiśmy
z władzami i mieszkańcami Trewiru, miasta położonego w pobliżu bazy lotniczej
w Spangdahlem (Eifel). Co roku dzięki bazie lokalna gospodarka jest zasilana
kwotą 180 mln dolarów. Amerykanie ze Spangdahlem musieliby się bardzo
natrudzić, aby sprostać tej tezie, ponieważ cały koszt utrzymania bazy
( paliwo, koszt ćwiczeń, płace itd) to nieco ponad 400 milionów dolarów.
Biorąc pod uwagę koszty zamawianej żywności i usług. Baza w Spangdahlem
może zasilać lokalny budżet rocznie sumą około 20 milionów dolarów (10).
W tym samym temacie jeszcze dalej posuwa się Trybuna sugerując, że według
danych Ministerstwa Gospodarki landu : do budżetu Nadrenii Palatynatu
dzięki bazom rocznie do budżetu trafia 1.2 miliarda euro i przy bazach
znajduje zatrudnienie 27 tysięcy Niemców. Zastanawiające to dane,
jeśli według oficjalnych niemieckich danych ( ministerstwo gospodarki)
w całych Niemczech zatrudnienie przy bazach w ostatnich latach mocno spadło
i osiąga obecnie liczbę 20 tysięcy zatrudnionych. Co więcej
ze stron internetowych Palatynatu Nadrenii można się dowiedzieć jak wyglądają
wpływy do budżetu tego landu. Są tam zawarte dane o podmiotach wnoszących
o wiele mniej niż wspominane 1.2 miliarda euro, niemniej baz amerykańskich,
tam nie znajdziemy. W tym niemieckim landzie stacjonuje około 24 tysięcy żołnierzy amerykańskich. Jeśli przyjąć za bazę strukturę wydatków budżetu wojskowego USA, to na żywność, usługi i remonty Amerykanie nie powinni wydać więcej aniżeli 100-110 milionów euro. Do tego dołóżmy cywili niemieckich pracujących w bazach, czyli około 7 tysięcy osób ( nie 27 tysięcy, chyba, że komuś niechcący przed siódemka dopisało się dwójkę) i ich roczne zarobki- około 160-200 mln euro. Jeżeli przyjmiemy ( w ślad za doniesieniami polskich dziennikarzy), że ponad połowa Amerykanów stacjonuje w kwaterach prywatnych ( nie wiedzieć, czemu, skoro za darmo mogą mieszkać w kwaterach specjalnie budowanych przez Amerykanów dla tych celów przy bazach) to dodatkowo można by dodać około 120 mln euro. Aby jeszcze sprostać danym Wprost załóżmy, że Amerykanie wydadzą w Niemczech na rozrywki aż dziesiątą część swoich zarobków ( przepustek żołnierzom nie wydaję się co tydzień, a przecież trudno przyjmować, że podczas jednej przepustki żołnierz wyda 400 euro),to da nam łączną kwotę 500 - 550 mln euro. Jest to kwota skrajnie zawyżona. Najbardziej prawdopodobna wydaje się być kwota 250-300 mln euro w skali Nadrenii Palatynatu w ciągu roku. Czyli zyski we Wprost zawyżono 2.5 - 5 krotnie. Z kolei Trybuna w tekście "Odwrót wielkiej armii" twierdzi, że gospodarka całego landu jest uzależniona od wojskowych inwestycji. Roczny budżet Nadrenii Palatynatu sięga blisko 114 miliardów euro. Zastanawiające jak 0.2-0.4% wpływów do tego budżetu, może uzależniać cała resztę gospodarki. Wracając do Wprost jego dziennikarze zawyżają sumy, jakie rzekomo Polska ma zyskać z inwestycji amerykańskich. Tutaj redaktorzy Wprost mieli na myśli zarówno bazy jak i offset amerykański za F-16. I tym razem autorzy "Lotniskowca Polska" pozwolili na pracę swojej wyobraźni. Jak wiadomo Amerykanie w chwili obecnej mają problemy z zaliczeniem choćby połowy puli ( 3 miliardy dolarów ), która miała być offsetem za F-16. A realne wpływy z wojskowych baz amerykańskich do budżetu Polski w skali roku nie będą przewyższać kwoty 80 milionów dolarów ( daleko temu do 20 miliardów). Zakładając optymistycznie, że część żołnierzy będzie stacjonować w prywatnych kwaterach, że większość pożywienia będzie nabywana na miejscu (11), i że bazach zatrudnienie znajdzie paruset Polaków oraz to, że Amerykanie zostawią tu część zarobionych pieniędzy. Lecz w Polsce ogólne ceny są kilka razy niższe niż w Niemczech stąd i wpływy do lokalnych budżetów będą znacznie mniejsze. Ponadto od pobożnych życzeń odejmując realia zyski z baz amerykańskich w Polsce ( przy założeniu, że będzie tu stacjonować około 5 tysięcy żołnierzy) mogą wynosić 20-30 milionów dolarów rocznie. "Likwidacja bezrobocia" powinna skutkować około 200-250 nowymi miejscami pracy, nie zaś 20 tysiącami (!) jak wmawia ludziom Wprost. Prawdopodobnie większe zyski może przynieść rozbudowa szarej strefy, czyli świadczenie seksualnych usług dla amerykańskich żołnierzy. Myślę, że w tej branży, przynajmniej lokalnie bazy mogą spowodować nie małe ożywienie. Zatem jedyne miliardy związane z bazami, o których wspominała polskojęzyczna prasa to będą miliardy dolarów strat poniesionych przez polski budżet i obywateli naszego kraju. ANEKS
czyli o niecodziennych pieniądzach w codziennej prasie Oto dane
z gazety i arytmetyczna ich weryfikacja: Roczne wydatki
na żywność dla niespełna 2000 tysięcznej brygady - 23 miliony złotych. Średnio w
Polsce za wywóz tony odpadów płaci się 100-200 złotych. Po prostym dzieleniu
okazuje się, że brygada chcąc wydawać milion złotych na wywóz odpadów,
musiałaby ich produkować rocznie od 5000 do 10 000 ton. Czyli dziennie
produkowano by od 13.7 do 27.4 tony śmieci. Czyli od 7.2 do 14.4 kilograma
na osobę. Średnio w Polsce pojedyncza osoba produkuje jeden kilogram śmieci
na dzień. Z tego wynika, że albo dowódca brygady wywozi na śmieci po kawałku
czołgi, albo koszty wywozu śmieci zawyżono, conajmniej kilkukrotnie. Roczne wydatki
na leki i materiały medyczne - 500 000 tysięcy złotych. Roczne wydatki
na usługi telekomunikacyjne - 1 milion złotych. Roczny zakup
artykułów biurowych, papierniczych, gospodarczych i chemicznych - 1 milion
złotych. Podobnie
jak poprzednim razem milion podzielny przez 365 (dni), a to nam pozwoli
określić, iż dziennie na wydatki typu: papier toaletowy, chemia gospodarcza,
notatniki, długopisy, tonery, papier ksero, druki dokumentów itp. przeznacza
się 2739,7 złotego. Dla porównania w przeciętnym przedszkolu ( 50 osób
nieustannie zużywających papier i się brudzących) miesięcznie wydaję się
na tego typu zakupy około 2 tysięcy złotych. Lecz już szkoła ze stołówką
( 250 osób) wydaje tylko dwa razy więcej niż przedszkole ( 4 tysiące złotych
miesięcznie). Po prostu tego typu koszty proporcjonalnie maleją wraz ze
wzrostem ilości osób. Oczywiście w jednostce wojskowej ludzie przebywają
dwa razy dłużej ( nie licząc nocy) niż w szkole. Mimo tego i w tym przypadku
wyliczenia wydatków brygady wydają się w mocno przesadzone ( conajmniej
dwukrotnie), chyba, że z papieru toaletowego robi się serpentyny i konfetti
a tonerem do kserokopiarek pastuje buty. Z kolei Roczne
wydatki na transport w wysokości 1 miliona złotych wydają się prawdopodobne,
ale pod warunkiem, że w kosztach uwzględnimy wydatki na paliwo i utrzymanie
parku maszynowego nie zaś jak sugeruje tekst opłaty za przewóz kolejowy
ciężkiego sprzętu. Sprzęt taki z racji ćwiczeń poligonowych przewozi się
rzadko. A najczęściej ćwiczenia odbywają się na terenie jednostki. Poza
tym nie prawdą jest, że wojska płacą za wynajem platform samochodowych
do przewozu ciężkiego sprzętu, ponieważ to jedynie wojsko znajduje się
w posiadaniu takich platform, więc trudno, aby sobie samemu płacili za
ich wynajęcie. Natomiast
trudne do zweryfikowania są podane roczne wydatki na remonty w wysokości
500 tysięcy złotych. Przy prowadzeniu pewnych inwestycji budowlanych na
terenie jednostki to taka skala wydatków jest możliwa. W każdym razie symptomatyczne jest, że dochodzi w przypadku tego typu tekstów do tak bezczelnych kłamstw. W związku, z czym informator ( dowódca brygady) celowo nie podaję swoich danych. Niemniej dzięki takiej formule buduje się tekst ze skrajnie tendencyjnymi informacjami. Z kolei autorzy tego tekstu czy sama redakcja pisma w razie zarzutu o fałsz zawsze mogą odwołać się do tego, iż cytowano "tylko anonimowego dowódcę", czyli właściwie nikogo, więc nikogo do odpowiedzialności nie można pociągnąć, a kłamstwo jak to kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą, za którą to dewizą starają się kroczyć środki masowego przekazu w tym kraju. Rafał Qba Jakubowski (1)Wydatki
militarne USA w latach: 2002 331.2 miliarda dol., 2003 - 379.3 mld.dol,
2004 - 388 mld dol., 2005 - 408.8 mld dol., 2006 429,6 mld dol., 2007
451.4 mld dol. (strona Departamentu Obrony USAhttp://www.dtic.mil/comptroller/fy2003budget/) (2)Od
pierwszej wojny z Irakiem, Amerykanie swoje straty zaniżają ( w zależności
od typu sprzętu) od 3 do 40 razy. Wkrótce ukaże się osobna publikacja
poddająca weryfikacji straty wojsk amerykańskich i państw atakowanych,
skuteczności stosowanych broni oraz przebieg konfliktów. (3)Choć
to mała pociecha dla Czechów, ponieważ w ostatnich miesiącach pojawiły
się w prasie wojskowej informacje mówiące o chęci przejęcia 30% udziałów
w SAAB/British Aerospace przez koncerny z USA ( najpewniej Boeninga ) (4)Dwie
tego typu dywizje ( 1 dywizja Pancerna i 1 dywizja Kawalerii Pancernej)
stacjonują obecnie w Niemczech i planowana jest ich dyslokacja. Wbrew
temu, co na początku roku twierdził Rumsfeld raczej nie zostaną one przeniesione
do USA ( mało opłacalne byłoby to dla USA posunięcie), lecz należy się
spodziewać przerzucenia ich do Polski i na Bałkany. (5)W
Niemczech wojska amerykańskie przebywają w sumie w ponad 80 miejscowościach.
Najwięcej żołnierzy stacjonuje w Hesii ponad 25 tysięcy, Nadrenii Palatynacie
nieco ponad 24 tysiące, Bawarii ponad 15 tysięcy. (6)Nowa
Technika Wojskowa 12/03 str. 12 (7)Lądowanie
zarówno z podwieszonym ( niewykorzystanym) uzbrojeniem jak i zbiornikami
paliwa jest niedopuszczalne ze względów bezpieczeństwa. W związku, z czym
samoloty przed lądowaniem pozbywają się tego balastu. Problem ten występował
tylko marginalnie w lotnictwie polskim, gdy chodziło o eksploatację sprzętu
radzieckiego. W Samolotach sowieckich w odróżnieniu do zachodnich kładziono
mniejszy nacisk na zapewnienie dalekiego zasięgu, w związku, z czym rzadko
używane są podwieszane zbiorniki z paliwem. (8)Według
danych zachodnich www.alternet.org w wyniku tegoż zmarło do tej pory blisko
8 tysięcy żołnierzy amerykańskich a 200 tysięcy uznawanych jest za chorych. (9)Pełne
zestawienie i weryfikację danych zawartych w tekście podano w aneksie. (10)Są
to dane zawyżone przyjmują bowiem, że całość wydatków na żywność jest
ponoszona w Niemczech, podczas gdy wiadomo, że często większość żywności
sprowadzana jest z USA. (11)W bazach węgierskich do baz nawet wodę mineralną sprowadza się ze Stanów, a w strefie baz buduje się własne sklepy i kantyny. |
|
tgtgtttttttttttttttzzttt| główna | zapowiedzi | linki | historia | relacje | kontakt | poradnik - pobór stop | |
|