BAZY AMERYKAŃSKIE W PUERTO RICO

VIEQUES
San Juan, Puerto Rico, jedna z największych i najwspanialszych naturalnych przystani od wieków była strategicznym portem dla statków płynących do i z hiszpańskich koloni w Ameryce Południowej. Nawet gdy przewóz złota i srebra zmalał Puerto Rico pozostało ważnym centrum rolniczym z uprawami trzciny cukrowej, tytoniu i kawy.

Hiszpania po pięciu wiekach kolonializmu w 1898 roku przyznała Puerto Rico autonomię gdy stany Zjednoczone "wyzwoliły' wyspę podczas wojny hiszpańsko-amerykańskiej. U.S.A. w trakcie prezydentury Williama McKinley'a szybko zaprowadziła tam własne rządy kolonialne. Wybudowane zostały bazy wojskowe. Rządy sprawowali gubernatorzy przysyłani ze Stanów, angielski został ogłoszony językiem urzędowym, przez lata nauka hiszpańskiego była zakazana, narodowe zrywy były pośpiesznie tłumione.

W 1917 Portorykańczycy otrzymali obywatelstwo Amerykańskie, ale aż do 1948 nie mogli wybierać własnego gubernatora.

W 1952 roku wynegocjonowano umowę, która pozornie przekształciła Puerto Rico w republikę złączoną ze Stanami Zjednoczonymi.

Aż do 1987 roku Puerto Rico, czy to za cichym przyzwoleniem czy też przy aktywnym wsparciu U.S.A. utrzymywało rozległą sieć informatorów zorganizowaną na wzór wschodnioniemiecki. Ich celem byli zwolennicy niezależności P.R. - odmawiano im zatrudnienia, byli aresztowani lub bezprawnie więzieni. Dokumenty wskazują, że nawet siedmioletnie dzieci były namawiane do szpiegowania rodziców.
Rząd U.S.A. przez dekady prowadził tajną wojnę ze zwolennikami niepodległości P.R., głównie poprzez COINTELPRO - program kontrwywiadu FBI.

W roku 2000 Portorykańczycy nadal nie cieszą się pełnią przywileji obywatelskich. Nie mogą głosować w wyborach na prezydenta U.S.A.. Ich jedyny reprezentant w Izbie Reprezentantów może zabierać głos, ale nie może głosować. Wyniki odbywających się od czasu do czasu referendów dotyczących spraw wpływających na przyszłość narodu nie są wiążące - jedynie Kongres USA może zmienić status PR.
Jednym zdaniem - PR jest nadal kolonią USA. Od 1991 roku Narody Zjednoczone uznając niepodważalne prawo mieszkańców PR do samostanowienia zalecają USA przeprowadzenie oficjalnej dekolonizacji i pozwolenie narodowi aby sam decydował o swojej przyszłości.

USA prześladowało aktywistów ruchu narodowowyzwoleńczego (m.in. przez działania tajnej policji), nikt w PR, a już tym bardziej w USA nie wystąpił z konkretnym planem transformacji ku prawdziwie demokratycznej, stabilnej finansowo niezależności. Nie ma też mowy o bardziej sprawiedliwych warunkach dobrowolnego dołączenia do USA.
Obecnie w PR usytuowanych jest 25baz wojskowych. Zajmują one najbardziej żyzne grunty - ok. 13% gruntów rolnych PR.

Na wyspie Vieques armia kontroluje 76% terytorium.

Duża liczba mieszkańców PR (ok.100.000) służy w wojsku USA, ok. 25 tys. piastuje wojskowe lub cywilne stanowisko w bazach zlokalizowanych na wyspach, ponadto 17 tys. tworzy rezerwę Gwardii Narodowej. Portorykańczycy uczestniczyli w kilku wojskowych konfliktach - m.in. w Korei, Wietnamie czy w akcji Pustynna Burza.
Wiele portorykańskich szkół średnich i wyższych prowadzi szkolenia wojskowe dla studentów.

PR i otaczający wyspę ocean to największy teren treningowy dla amerykańskiej Floty Atlantyckiej. Co roku odbywają się tam olbrzymie poligony angażujące tysiące pracowników obsługi, rozgrywające się na wodzie, lądzie i w powietrzu, również przy użyciu ostrej amunicji. Również siły NATO i inne obce siły po zapłaceniu odpowiedniej sumy rządowi USA otrzymują prawo korzystania z baz w PR.

W połowie lat osiemdziesiątych portorykańska Izba Sądowa powołała specjalną komisję do zbadania planów i działań armii amerykańskiej pod kątem broni nuklearnej. Komisja odkryła, że USA naruszyła Traktat z Tlatelolco - międzynarodowy traktat, podpisany m.in. przez USA , który delegalizuje broń nuklearną w Am. Łacińskiej. Komisja dowiodła, że jednostka morska Roosevelt Roads na Ceiba jest przygotowana do funkcjonowania jako centrum dowodzenia i kontroli operacji z udziałem broni nuklearnej, została zaprojektowana specjalnie dla broni nuklearnej stosowanej przeciwko łodziom podwodnym. USA przygotowała sieć komunikacyjną dla kontroli broni nuklearnej w PR., statki i łodzie podwodne przewożące taką broń często stacjonują w bazach w PR. W Vieques oraz w strefie powietrznej i morskiej PR prowadzone są symulacje i testy broni nuklearnej.

Vieques jest miejscem szczególnej troski ze względu na wielkość terytorium kontrolowanego przez wojsko i wpływ operacji wojskowych na populację i środowisko naturalne. Znaczny procent terytorium Vieques jest wykorzystywane przez wojsko na akcje lądowe, powietrzne i morskie, ćwiczenia z ostrą amunicją czy składy amunicji.
USA przeniosła tam swoje bazy w 1941 roku. Napięcie między mieszkańcami, a wojskiem wzrosło w 1979 r. w trakcie protestów Stowarzyszenia Rybaków, którzy uskarżali się na poważnie zakłócające ich pracę bombardowania i wodne manewry na wschodnim krańcu wyspy. Wniesiono petycje do Sądu Federalnego przeciwko wykorzystywaniu Vieques przez Marynarkę.

W 1983 r. rząd federalny rozpoczął program ekonomicznego rozwoju Vieques próbami przyciągnięcia dużych inwestorów z branży obronnej, próby te jednak niczego nie przyniosły, a Vieqes nadal jest w ekonomicznym dołku.

Obecnie Komitet Bezpieczeństwa Narodowego przy Izbie Reprezentantów zgodził się przyjąć program zaproponowany przez obecnego reprezentanta PR, dotyczący zwrotu 8.000 akrów ziemi gminie Vieques. Jednak umowa zawiera klauzulę, mówiącą, że jeśli ziemia nie będzie wykorzystywana do celów publicznych, wróci we władanie armii USA. Jednak nie wyznaczono żadnego mechanizmu ani terminu przekazania własności ziemi przez armię...

EKONOMICZNA STAGNACJA
Vieques ma około 9.400 mieszkańców. Stopa bezrobocia jest szacowana na 50%. Jeden z większych zakładów - General Electrics ma zostać zamknięty. Rybołówstwo jest jedyną branżą o znaczeniu ekonomicznym, prawdopodobnie ze względu na zajęcie przez armię najbardziej żyznych gruntów rolnych i tym samym zastopowanie aktywności rolniczej.
Stowarzyszenie Rybaków informuje, że statki wojskowe wpływają na wody , gdzie rybacy zastawiają swoje sieci, statki niszczą boje znaczące miejsca zastawienia sieci. W rezultacie sieci pozostają nie wyłowione na dnie morza przez osiem do dwunastu miesięcy więżąc tony martwych ryb. Prowadzone badania pokazały, że jedna sieć może zawierać nawet 4.500-5000 funtów ryb.

Stanowi to poważne zagrożenia dla delikatnego ekosystemu morskiego tego regionu. Przykładowo w 1977 roku marynarka USA zniszczyła 131 sieci.

ZNISZCZENIE ŚRODOWISKA
Bombardowania prowadzone na Vieques mają swój natychmiastowy skutek w zachwianiu delikatnego ekosystemu wyspy - środowiska życia setek gatunków roślin i zwierząt. Rozpoznano 3 żródła zanieczyszczenia środowiska naturalnego Vieques przez wojskowe bombardowania: poprzez środki stosowane w materiałach wybuchowych, poprzez pyły i rozdrobnione skały uwalniane do powietrza w skutek eksplozji, wreszcie poprzez metalowe części używanych pocisków oraz pozostałości "celów" bombardowań - odpady te, jak podaje armia, nie są usuwane.

Badania wykazały, że woda pitna jest zanieczyszczona toksycznymi substancjami chemicznymi takimi jak TNT, RDX, NO3, NO2 czy Tetryl, badania nie tłumaczą jak dochodzi do zatrucia źródeł usytuowanych o 14 km od strefy zrzutu.

Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska po zbadaniu próbek wody i gleby doniosła, że w obu przypadkach dochodzi do przekroczenia dopuszczalnych norm zawartości substancji szkodliwych dla zdrowia.

Wśród ludność Vieques odnotowuje się bardzo wysoki procent zachorowalności na raka oraz inne poważne schorzenia. Badania prowadzone przez Ministerstwo Zdrowia PR pokazały, że w latach 1985-1989 poziom zachorowalności na raka wśród mieszkańców Vieques był o 26% wyższy niż na pozostałym terenie PR.

Vieques jest zanieczyszczone toksycznymi materiałami zawierającymi azbest, ołów, rtęć i azot.

Udokumentowano też wzrost zachorowań na niezwykle rzadkie choroby takie jak scleroderma, lupus, thyroid deficiencies, jak również częściej spotykane - jak astma dotykająca szczególnie dzieci z Vieques. Jak dzieci z tak małej wyspy mogą chorować na astmę? Wiejący tam wiatr znad oceanu jest bogaty w jod, który zapobiega astmie. Jedynym wytłumaczeniem jest zanieczyszczenie powietrza.

Armia amerykańska nie wpłynęła na ożywienie lokalnej gospodarki. Zamiast tego mieszkańcy wysepki cierpią z powodu hałasu i emisji szkodliwych substancji wywoływanych przez eksplozje mające miejsce około 180 razy każdego roku.

O Vieques stało się głośno, gdy 19 kwietnia 1999 roku dwie 500 funtowe bomby wystrzelone przez armię USA w ramach ćwiczeń, wylądowały 1,5 mili od celu zabijając lokalnego ochroniarza Davida Sanes'a i raniły 4 inne osoby.
Powołano kilka komisji badających sprawę. Jednocześnie to tragiczne zdarzenie zapoczątkowało stałą okupację części bazy - około 50000 Portorykańczyków demonstrowało nawołując armię do ewakuowania bazy.

Nie był to jednak jedyny raz gdy zdrowie i życie cywilnych mieszkańców Vieques było narażane w trakcie prowadzonych przez wojsko operacji. W 1993 r. marynarka spuściła 5 bomb na główne miasteczko Vieques - Izabela Segunda, cztery z nich wybuchły. W 1997 r. cywilny pojazd został ostrzelany kulami M-16.

W lutym 1999 r. kolejna bomba nie trafiła do celu. Wybuchła w gminie Coamo pozostawiając po sobie krater głęboki i szeroki na 4 stopy. Ponadto armia USA przyznała się do wystrzelenia wtedy nad Vieques 263 naboi ze zubożonym uranem. Jest to wysoce palna substancja, która po wybuchu tworzy chmurę tlenku uranu, która może przemieszczać się przez wiele mil nim opadnie na ziemię. Zubożony uran jest bardzo niebezpieczny ze względu na swą wysoką toksyczność i radioaktywność.

tłumaczenie: Katarzyna Roszak

PROSTYTUCJA W BAZACH WOJSKOWYCH USA

Jedno z najwcześniejszych doniesień dotyczących prostytucji wojskowej pojawiło się już w 1938 r., gdy rząd japoński podpisał dokument wspominający o potrzebie powstania wojskowych domów publicznych w każdym batalionie. Rozpoczęto wówczas działanie zapewniające 321 milionów prezerwatyw jako zabezpieczenia dla żołnierzy. Dokument opublikowana, ale pomysł został jednak porzucony. Rząd japoński tłumaczył, że działanie to miało zmniejszyć liczbę gwałtów w czasie wojny, właśnie poprzez utworzenie wojskowych domów publicznych. Twierdził również, że ponieważ kobiety w wyniku prostytucji uzyskują zyski finansowe, nie są one gwałcone lub niewłaściwie wykorzystywane.

Wojna koreańska: prostytucja ze wsparciem rządu

Wojsko amerykańskie zaczęło organizować domy publiczne przy swoich bazach od wojny koreańskiej w latach 50. XX wieku (1950-1953). W Korei Południowej zaczęto zakładać tzw. miejsca "Rozrywki i Odpoczynku" (ang.: Rest & Recreation - R&R) które nie były niczym innym jak domami publicznymi przy bazach wojskowych USA. Odpowiadało to stylowi bycia i konsumenckim zachcianką żołnierzy, czyli po prostu biologicznym i seksualnym "potrzebom" mężczyzn. Miejsca te akceptowały rządy obydwu państw: USA i Korei. Powstawały pod patronatem policji, która prowadziła rejestr restauracji i agencji usług seksualnych, a ich właściciele dostawali od rządu wynagrodzenie. Rząd koreański wydał też rozporządzenie o rejestracji wszystkich wojskowych prostytutek, by umożliwić im wejście do miejsc R&R. Jedyną wymaganą przepustką dla mężczyzn był mundur wojskowy.Statystyki pokazują, że liczba prostytutek usługujących 43 tysiącom amerykańskich żołnierzy w Korei wynosiła 18 tysięcy, co równa się jednej prostytutce na 2-3 żołnierzy (szacuje się, że ok. 9 tysięcy prostytutek pracowało poza tym rejestrem). Kobiety prostytuowały się by uciec od ubóstwa. Prostytutki koreańskie i ich rodziny wierzyły, że prostytucja jest do zaakceptowania, ponieważ może podnieść ich status społeczny i jest opłacalna ze względu na wkład finansowy do budżetu rodzinnego. Katharine Moon autorka książki pt. "Seks wśród sojuszników" twierdzi, że rządy państw goszczących bazy USA podtrzymując to przekonanie wprowadziły opinie publiczną w błąd, ponieważ w rzeczywistości prostytucja doprowadziła do oderwania młodych dziewczyn od ich domów rodzinnych i rzuciła je w nurt degradującego życia. Moon pisze, że "wojna z towarzyszącym jej ubóstwem, społecznym i politycznym chaosem, rozdzieleniem rodzin, milionami sierot, wdów, masowo wyprodukowała prostytutki z bezdomnych i pozbawionych środków do przetrwania kobiet".

Kobiety i dziewczęta były zachęcane przez rządy swoich państw do prostytuowania się poprzez obietnice dobrze płatnej pracy, co oczywiście było kłamstwem. Rząd koreański wyliczył, że prostytutka powinna być zdolna "obsłużyć" 29 oficerów dziennie, jeśli pracuje na swoim najwyższym poziomie. Rząd kalkulował nawet to, że stosunek powinien trwać nie dłużej niż 30 minut, inaczej bowiem prostytutka nie będzie w stanie służyć odpowiedniej liczby mężczyzn, a tym samym, nie uzyska dziennego utargu.

Wojna w Wietnamie: seksturystyka

Seks-turystyka wzmogła się w Azji w latach 60. z powodu wojny w Wietnamie (od 1964 r.). Tym razem domy publiczne nie były bezpośrednio połączone z bazami wojsk USA, ogromna większość miejsc R&R znajdowała się w Bangkoku w Tajlandii, gdzie na urlopy i przepustki odsyłano tysiące żołnierzy USA. Stany Zjednoczone w 1967 r. zawarły pakt z Tajlandią zapewniający domy publiczne dla żołnierzy USA. Pomiędzy 1962 a 1976 r. ok. 300 tysięcy amerykańskich żołnierzy odwiedziło miejsca R&R w Tajlandii by "odpocząć od stresów wojny".

Podczas wojny wietnamskiej Bangkok stał się zatem centrum prostytucji wojskowej, przebywanie tu żołnierze nazywali "przerwą na seks i alkohol". Wśród prostytutek zaczęli wynajdować tzw. "mniejsze żony", czyli jeden żołnierz za każdym razem korzystał z usług tej samej prostytutki, która wierzyła, że ją kocha. Wiele z tych kobiet zostawało później z dziećmi na utrzymaniu (tzw. pamiątkowe dzieci) bez żadnego finansowego wsparcia. Później również te dzieci ze względów ekonomicznych były zmuszone do prostytuowania się.

Prostytucja wojskowa grała znaczącą rolę także w czasie okupacji Filipin przez wojska USA. Do momentu wyjazdu wojsk USA z tego kraju w 1992 r. Filipiny posiadały jedne z największych miejsc R&R w Azji. Olongapo w Zatoce Subic, amerykańska baza morska blisko Manili, miała tak duży problem z prostytucją, że rząd amerykański musiał ufundować budowę klinik dla prostytutek wojskowych celem przebadania ich pod kątem chorób wenerycznych. Kliniki były dostępne tylko dla tych, które posiadały licencje by służyć Amerykanom - ok. 6000 osób. Pierwsza klinika została wybudowana już w 1970 r.
Znany wśród żołnierzy amerykańskich był wzór koszulki z napisem "LBSM" co oznaczało Little Brown Sex Machine - użycie słowa "brown" ("brązowa") odnosiło się do tajskich lub filipińskich kobiet, które były w większości prostytutkami w Tajlandii, na Okinawie i Filipinach - określenie to w różnych wersjach przetrwało do dziś. W Olongapo pojawiła się nowa bardziej obraźliwa wersja koszulki "LBSM" (sprzedawanej wcześniej w Okinawie), zawierała ona rasistowskie zniewagi; Katharine Moon pisze w swojej książce, że treścią tej koszulki było tym razem: LBFMPwR" czyli "Little Brown Fucking Machine Powered with Rice" ("Mała Brążawa Maszynka do Ruchania Zasilana Ryżem")

Przestępstwa na tle seksualnym

Jednym z najbardziej rozwiniętych ośrodków prostytucji przy bazach wojskowych USA jest japońska wyspa Okinawa, na której znajduje się 39 baz i instalacji wojskowych USA. W Japonii stacjonuje ok. 60 tysięcy żołnierzy USA. Bazy są tam od ponad pół wieku, ale uwagę na sprawy prostytutek japońskich zwrócono dopiero w 1995 r. po gwałcie dokonanym na dwunastoletniej dziewczynce z Okinawy przez trzech żołnierzy USA. Nastąpiły wtedy duże naciski społeczne, by proces oskarżonych odbył się w Japonii. Ostatecznie Waszygton na to przystał. Jest to jednak przypadek odosobniony, ponieważ żołnierze USA stacjonujący we wschodniej Azji posiadają swoisty immunitet i nawet za najcięższe zbrodnie są sądzeni przez sądy wojskowe USA.

W Japonii występuje największa ilość przestępstw popełnianych przez wojskowych z baz USA. Zapisy spraw sądowych Marynarki Wojennej i Marines od 1988 r. pokazują, że w bazach w Japonii z liczbą 41.008 personelu aż 169 osób ma sprawy w sądzie za napady seksualne, jest to o wiele więcej niż będąca na drugim miejscu baza San Diego w Kalifornii, która ma 102 sprawy na 93.792 personelu. Dane podawane przez grupę Kobiety Okinawy Przeciwko Przemocy Wojskowej pokazują, że żołnierze amerykańscy na Okinawie popełnili 4700 zarejestrowanych zbrodni od 1972 r., czyli od czasu gdy Okinawa powróciła pod administracje japońską, wiele z nich to były akty przemocy wobec kobiet.

W Korei również występuje duża liczba przestępstw popełnianych przez żołnierzy USA. W 1992 r. brutalny gwałt i morderstwo koreańskiej barmanki Yoon Kum Ee dokonane przez amerykańskiego szeregowego Kenneth'a Markle, którego nazwisko jest po tym zdarzeniu dobrze znane w Korei, doprowadziło do szerokich i głośnych protestów. Zdjęcie zamordowanej Yoon pokazuje ją nagą rozłożoną na podłodze jej mieszkania z nogami szeroko rozłożonymi, jej ciało i twarz pokryte są krwią i posypane proszkiem do prania, butelka włożona do jej pochwy i parasol włożony w odbyt na głębokość 11 cali. Jej morderstwo było bezpośrednim czynnikiem założenia koreańskiej organizacji pod nazwą Narodowa Kampania na Rzecz Wyeliminowania Zbrodni Amerykańskich w Korei, która monitoruje przebieg dochodzeń dotyczących zbrodni popełnionych przez personel wojskowy w Korei i jest zaangażowana w działalność przeciwko wojskowej przemocy. Raport Kongresu koreańskiego szacuje, że w latach 1967-1987Amerykańscy wojskowi i personel baz dokonali ponad 30 tysięcy przestępstw wobec koreańskiej społeczności, w tym zbrodnie o podłożu seksualnym.

Porzucone dzieci

Kolejnym bardzo dotkliwym problemem wiążącym się z prostytucją wojskową przy bazach USA we wschodniej Azji jest sprawa ok. 50 tysięcy dzieci porzuconych przez ich ojców - żołnierzy amerykańskich w ciągu pięciu dekad - to tak zwane "dzieci pamiątkowe". W Korei, Japonii i na Filipinach amerykańsko-azjatyckie dzieci urodzone przez kobiety zapłodnione przez amerykańskich żołnierzy są szczególnie napiętnowaną grupą. Cierpią z powodu szykan w okresie edukacji i w pracy ze względu na swój wygląd zewnętrzny i niski status społeczny ich matek. Szczególnie źle traktuje się osoby, którymi ojcami byli afroamerykanie. Pakty wojskowe zawarte między USA, a krajami wschodniej Azji nie odnoszą się w żaden sposób do amerykańskoazjatyckich dzieci, żaden rząd nie ponosi odpowiedzialności za ich sytuację, nie mają one żadnego prawnego statusu w USA. Razi tu nierówność z jaką zostały potraktowane kraje wschodniej Azji, ponieważ w Niemczech pakt o Porozumieniu Sił Zbrojnych zobowiązuje władze wojskowe USA do współpracy przy odnajdywaniu ojców i nakłanianie ich do płacenia alimentów. Podpisany w 1982 r. Akt Imigracyjny zwrócił uwagę na sytuację wietnamskich dzieci, które zostały porzucone przez ojców - żołnierzy USA, jednak nie dotyczy on ludzi urodzonych w Japonii i na Filipinach. Żeby podlegać temu prawu trzeba być urodzonym pomiędzy 1952 a 1982 r., posiadać potwierdzenie, że ojciec jest obywatelem USA. Nie wiadomo jednak jak wielu osób to prawo może dotyczyć.
Jak władze USA tłumaczą konieczność tworzenia domów publicznych przy swoich bazach wojskowych? Argumentów jest wiele, najczęściej jednak wspomina się o budowaniu zmysłu braterstwa wśród żołnierzy, tworzeniu lepszego morale. Tak naprawdę prostytucja doskonale koresponduje z wojskowym podejściem do życia: chęcią dominacji, poczuciem siły, podboju, pozwala ona wyładowywać frustracji żołnierzy na kobietach, najczęściej z Trzeciego Świata, które często decydują się na sprzedawanie swojego ciała ze względów społeczno-ekonomicznych.

Karina Gąsiorowska

Na podstawie:
- Itaewon, South Korea. On the town with the U.S. military K. Heldman, 19 December 1996
- Mail Order Brides Taking a Look From a New Perspective by Sarah Rene Stone www.wsu.edu
- Women say no to U.S. bases By Minnie Bruce Pratt Reprinted from the March 13, 2003, issue of Workers World newspaper www.workers.org
- FOREIGN POLICY IN FOCUS Women and the U.S. Military in East Asia Written by Gwyn Kirk, Rachel Cornwell, and Margo Okazawa-Rey Edited by Martha Honey (IPS) and Tom Barry (IRC) www.lightparty.com/index.html
- Women Demand End to Military Violence By Danielle Knight, IPS 9 October 1998 www.hartford-hwp.com
- American Military-Base Prostitution www.feminist.org

POLSKA NIE ZAROBI NA BAZACH USA

WIĘCEJ STRAT NIŻ ZYSKÓW

Co rusz polska opinia publiczna karmiona jest informacjami nie tylko o politycznych, ale także materialnych korzyściach współpracy z USA. Teraz część przedstawicieli mediów i polityków z Wiejskiej próbuje nas przekonać o tym, jakim do wielkim interesem będzie lokalizacja amerykańskich baz wojskowych na terenie Polski. Doniesienia o takiej możliwości zelektryzowały władze lokalne, które nagle zobaczyły górę złota jaka miałaby się znaleźć w kasie gmin dzięki stacjonowaniu na ich terenie Jankesów. Kiedy jednak bliżej przyjrzymy się problemowi, łatwo zauważymy, że polityczny sojusz z Ameryką drogo nas kosztuje, a na amerykańskich bazach więcej stracimy niż zarobimy.

Właściwie w dyskusji na temat stacjonowania amerykańskich baz wojskowych w Polsce można by się ograniczyć do stwierdzenia, że suwerennością kupczyć nie wypada. Tak się jednak składa, że promotorzy politycznego sojuszu z Ameryką i NATO są jednocześnie zwolennikami merkantylnych argumentów. Dokonajmy zatem rachunku nie sumienia, ale zysków i strat.

Świński interes

Ostatnio elity polityczne mają sporo problemów aby wykazać, że dzięki współpracy z Amerykanami społeczeństwu polskiemu żyje się lepiej, że forsowane wydatki ma armię i zbrojenia ożywią polską gospodarkę i przyniosą nowe miejsca pracy. Wydatki na zbrojenia, interwencje zbrojne (Irak), bazy wojskowe, modernizację armii itd. pochłoną w najbliższych latach dziesiątki miliardów złotych z kasy państwa. W większości dotyczy to wypadków na sprzęt amerykański i dostosowanie polskiego wojska do standardów NATOwskich. Obiecane natomiast przez USA wielkie inwestycje (tzw. "offset") w związku z zamówieniem przez rząd samolotów F-16 (kontrakt kosztuje nas 17,5 mld. złotych) okazały się - jak wielokrotnie donosiła prasa - w dużej części fikcją. Podobnie zresztą jak w przypadku kontraktu na dostawę kołowy transporterów opancerzonych (kosztować nas będą 5 mld. złotych). Przed rozstrzygnięciem przetargu na F-16 dokonano zmian w ustawie, która pozwoliła Amerykanom do offsetu (czyli - w uproszczeniu - środków, które są zobowiązani obrócić w Polsce) zaliczyć inwestycje dokonane dwa lata przed podpisaniem umowy na dostawę samolotów. W jego ramach, jak się okazuje, znajdzie się zatem szereg inwestycji amerykańskich, które - wydawało nam się - były poczynione bez związku z zamówieniem na samoloty i dużo, dużo wcześniej. W dość dziwny sposób do "offsetu" ma być "dołączona" produkcja, czy jej część, w gliwickim General Motors. Wiele natomiast nowych inwestycji budzi poważne kontrowersje. Mówi się na przykład, że w ramach offsetu Amerykanie zamierzają nam wybudować tuczarnie świń Smithfields Food. Gdyby się tak stało oznaczałoby to dodatkowe koszty ekonomiczne, ekologiczne i społeczne z powodu zatrucia środowiska i deregulacji lokalnych rynków rolnych. Sam koncern Smithfields Food cieszy się ponurą sławą w USA, gdzie zmuszony jest płacić ogromne kary ekologiczne i jest oskarżany o wywołanie wielu chorób, na które cierpią mieszkańcy Karoliny Północnej.

Sam koszt zaoferowanych Polsce F-16 wydaje się wyjątkowo wysoki, bowiem za sztukę (zamówiliśmy 48) zapłacimy ok. 73 mln. dolarów (ok. 270 mln. złotych). Mniejsza część tych pieniędzy to wartość samego sprzętu. Większość idzie na dostosowanie polskiego systemu do obsługi F-16. Kiedy F-16 były jeszcze hitem na rynku zbrojeniowym pisało się ("Wprost", 20 stycznia 1991 r.), że samolot kosztuje 6 mln. dolarów, a kiedy koszty przystosowania systemu są wysokie, cena może sięgnąć 30 mln. dolarów. Dlaczego w przypadku Polski - za przestarzały już technologiczny sprzęt - trzeba zapłacić 73 mln. dolarów, tego nie wiemy. Wiemy natomiast, kto zgarnie zyski - amerykańskie koncerny zbrojeniowe.

"O kłopotach z offsetem" za zamówienia zbrojeniowe pisała - generalnie proamerykańska i prowojenna - "Gazeta Wyborcza" w artykułach z 19 kwietnia i 11 sierpnia 2003 roku. Andrzej Kubalik na pytanie w jakim stopniu umowa offsetowa pomoże polskiej gospodarce odpowiada, że nie wiem, bowiem rząd niechętnie ujawnia szczegóły. Zatem powstają wątpliwości, ile faktycznie na tym skorzystamy. Iż z offesetem coś jednak jest nie tak dowodzi i to, że wybierając się w styczniu 2004 roku do USA prezydent Kwaśniewski miał wyjaśnić problemy związane z amerykańskimi zamówieniami: "Dożo więcej - pisała Gazeta Wyborcza przed wizytą (27 stycznia 2004) - Amerykanie obiecują w kwestiach militarnych (offeset za zakup samolotów F-16, dozbrojenie polskiej armii za udział w operacji w Iraku). Przełomem może być ewentualne wygranie przez zakłady Bumar wartego ponad 500 mln. dolarów kontraktu na wyposażenie nowej irackiej armii". Bumar jednak kontraktu nie dostał. W atmosferze skandalu, polska klasa polityczna po raz kolejny, kiedy napluto jej w twarz udawała, że to pada deszcz. Na otarcie łez Kwaśniewski (ciekawe czy zdjęto na lotnisku jego odciski palców?) przywiózł 66 mln. dolarów na samoloty typu "Herkules", które służą przede wszystkim do przerzutu wojsk w odległe rejony działań np. na Bliski Wschód. Wsparcie to dla naszej obronności bardzo wątpliwe. Fakt ten określono w gazetach jako finansowa "pomoc rządu amerykańskiego", co często w praktyce oznacza po prostu zwyczajną pożyczkę, którą później, z mniejszymi czy większymi odsetkami, trzeba zwrócić. Przypomnijmy, że koszty wysłania naszych wojsk do Iraku wyniósł 30 mln. dolarów.

Gospodarczego bumu nie będzie

Jak z tego jasno widać interesy z naszymi przyjaciółmi z sojuszu atlantyckiego rodzą poważne wydatki i niewielkie oraz wątpliwe korzyści ekonomiczne. Podobnie będzie w przypadku powstania na terenie Polski amerykańskich baz wojskowych.
Kiedy Niemcy zdecydowanie odmówili wzięcia udziału w nowej wojnie z Irakiem, zaczęto głośno mówić, że rząd USA "z zemsty" zamknie swoje bazy wojskowe w tym kraju i przeniesie je do Polski. W niektórych mediach zaczęto z zachwytem pisać o tym fakcie, roztaczając wizje jakie to straty w wyniku tego posunięcia Waszyngtonu poniesie gospodarka niemiecka, a ile zyskamy my Polacy, myląc przy tym przychody z kosztami, dane prawdziwe z wyimaginowanymi. Ale efekt został osiągnięty. Z kraju posypały się "zgłoszenia" różnych władz lokalnych (a i samego premiera), które za obietnicę bliżej nie sprecyzowanych zysków, gotowe byłyby gości Amerykańskich żołnierzy u siebie.
W Niemczech stacjonuje obecnie 71 tysięcy żołnierzy amerykańskich, z tego najwięcej w Nadrenii Palatynacie. Koszt utrzymania dużej bazy wojskowej, jak np. Ramstein to około 1 mld. dolarów rocznie. Ta właśnie liczba rozpala umysły naszych żurnalistów. Chodzi tu jednak o koszt całościowy, o wszystkie wydatki związane z bazą poniesione zarówno w Stanach, jak w Niemczech: na pensje, paliwo, naprawy, system dowodzenia, itd. Jedna z polskich gazet podała, że "opłaty za usługi i należności za towary przekraczają w Ramstein 340 mln. dolarów". Być może tak jest, ale jaką z tego część stanowią towary dostarczone bezpośrednio ze Stanów i przez Amerykańskie firmy?

Tak naprawdę zdecydowana mniejszość z tych środków trafia na "rynek" niemiecki. Na przykład całe niemieckie budownictwo i rzemiosło (łącznie) osiąga dzięki bazom obroty rzędu 184 mln. euro rocznie, handel detaliczny 31 mln. euro, gastronomia i hotelarstwo 5 mln. Oczywiście gdyby przeniesiono bazy do Polski, dotyczyłoby o wiele mniejszej części, powiedzmy jednej dziesiątej, sił stacjonujących za Odrą. Zatem i obroty z Amerykanami byłyby wielokrotnie mniejsze. Trzeba jednak tu stwierdzić iż podawane liczby, które na pierwszy rzut oka brzmią poważnie, nie są znaczące. Wyobraźmy sobie tylko, że np. polska firma Mitex S.A. (jedna z większym na rynku budowlanym) odnotowuje obroty rzędu 200 mln. euro rocznie. Nestlé Polska sprzedając jedynie płatki, czekoladki, koncentraty spożywcze, kawę i lody odnotowuje rocznie obroty rzędu 550 mln. euro na polskim rynku detalicznym. Obroty rzędu 5 mln. euro potrafi wyrobić jeden porządny hotel. Konkluzja jest prosta: znaczenie baz amerykańskich dla niemieckiej gospodarki jest niewielkie, podobnie będzie i w przypadku Polski. A co za tym idzie dalej, nie ma to wielkiego wpływu także na rynek pracy. Podsycany przez prasę entuzjazm studził sam minister obrony Szmajdziński mówiąc: "Chodzi o to, byśmy nie stworzyli wrażenia wielkich korzyści finansowych, bo one aż tak wielkie nie będą". Zwłaszcza - wypada dodać - w porównaniu z kosztami.

Kto za to zapłaci?

Nikt nie chce się podjąć obliczeni ile na przykład będzie kosztowało polską służbę zdrowia wzrost zachorowalności na raka w wyniku zrzucania przez amerykańskie samoloty paliwa JP-8, czy zastosowania pocisków uranowych. Wiadomo, że zachorowalność wzrasta. Tym bardziej dziwić musi akceptacja istnienia bazy wojskowej na terenie zurbanizowanym, jak w przypadku poznańskich Krzesin - 10 km od centrum miasta.
Wojewoda wielkopolski w związku z planami wobec lotniska w Krzesinach wydał zarządzenie w sprawie utworzenia wokół bazy specjalnej strefy, w której wprowadzono określone ograniczenia budowlane. Obszar ten objął 92 kilometry kwadratowe, w większości w obrębie aglomeracji! Na mniej więcej 1 tego terenu wprowadzono całkowity zakaz budownictwa mieszkaniowego. Mieszkańcy i właściciele działek mogą jednak żądać od państwa odszkodowania lub wykupu terenu. Nie wiadomo jak wielkie roszczenia to wywoła, gdyby jednak założyć, że (uśredniając) przeciętnie cena każdego metra kwadratowego w strefie spadnie tylko o kilka złotych, to strata może sięgnąć ponad 500 mln. Również obecni mieszkańcy strefy, mogą zażądać od państwa odszkodowania, np. za wzrost uciążliwości hałasu; mogą domagać się zapewnienia ochrony akustycznej np. zamontowania nowych dźwiękoszczelnych okien. Jakiej liczby to może dotyczyć gospodarstw domowych? Nawet kilkunastu tysięcy, zatem w konsekwencji to wydatek przynajmniej rzędu kilkudziesięciu milionów złotych. Dodajmy: żeby w ogóle Amerykanie zainteresowali się lotniskiem w Krzesinach wydano na jego modernizację (w latach 2000-2003) 240 mln. złotych. Zatem bilans otwarcia licząc tylko część kosztów to minus ok. 800 mln. złotych. Tego nie da się "odzyskać" sprzedając codziennie kilkuset Amerykanom świeżych bułek.

Nie mówi się również o tym, iż w kosztach funkcjonowania baz będziemy musieli partycypować, jeżeli nie bezpośrednio to pośrednio, ponosząc koszty infrastrukturalne wokół nich: zniszczone drogi, lasy, zanieczyszczenia, potem rekultywacja terenu. Ustawa o pobycie obcych wojsk na terytorium Polski wyraźnie stwierdza, iż za szkody wyrządzone skarbowi państwa, w tym Lasom Państwowym, przebywający ewentualnie u nas Amerykanie nie zapłacą ani grosza. Krótko mówiąc: oczywiście płynące od Amerykanów zlecenia będą lukratywnym kąskiem dla wybranych gremiów polityczno-biznesowych, jednak bazy to interes do którego będziemy musieli, jako zwykli obywatele, dołożyć.

Jarosław Urbański

SKOMLENIE O BAZY

Żyjemy w czasie, gdy dążenia imperialistyczne Stanów Zjednoczonych są już chyba zupełnie czytelne i oczywiste dla większości obywateli globalnej wioski. Zakładanie baz wojskowych przez imperialną armię w coraz nowych zakątkach świata wydaje się, zatem zwykłym następstwem tego procesu. Podobnie nikogo nie powinna dziwić oferta rządu polskiego by raptem w dekadę po wycofaniu się stąd wojsk sowieckich do naszego kraju sprowadzić jednostki wojskowe Stanów Zjednoczonych. Politykom z Warszawy nie przeszkadzają w tym ustawy prawne uniemożliwiające takie działanie, tym bardziej nikt też nie przejmuje się nieopłacalnością tego przedsięwzięcia czy jego negatywnego wpływu na środowisko naturalne, zagrożenia dla zdrowia u ludzi zamieszkujących okolice potencjalnych baz.

Co więcej tradycyjnie już im większa absurdalność w posunięciach rodzimych politykierów tym aktywniej media starają się zapewniać o korzyściach z tego płynących.

POLITYKA , STRATEGIA i ich EKONOMIA.
Dla polityki i strategii Stanów Zjednoczonych i stojących za nimi koncernów, nowe bazy wojskowe w środkowej Europie mają znaczenie przekładające się na parę płaszczyzn. Dla armii są to kolejne przyczółki, służące otaczaniu globu militarna siecią. Są one elementem zastraszania ( terroryzm globalny), a tym samym wywierania nacisków politycznych. Bazy osaczają militarnie także państwa najbardziej niepokorne wobec polityki USA. Dla samej armii bazy za granicą Stanów Zjednoczonych niosą z sobą ten sam walor, co umiejscawianie fabryk w krajach III Świata. Chodzi o oszczędności płynące z taniości lokalnego rynku ( zaopatrzenie baz w żywność), tanią siłę roboczą ( prace cywilne na rzecz armii), przerzucenie kosztów związanych z zanieczyszczeniem środowiska na kraje, w których bazy są ulokowane. Długa jest lista tego typu materialnych korzyści warto dodać, że na samym zaopatrzeniu wojsk w bazach zagranicznych amerykański budżet wojskowy oszczędza w skali roku od 5 do 10 miliardów dolarów, z kolei brak konieczności w partycypowanie kosztów związanych z zanieczyszczeniem środowiska daleko przekracza tę sumę.

Ekspansjonizm militarny oraz będące jego konsekwencją coraz nowe wojny wywoływane przez USA pokrywają się w pełni ze strategią koncernów zbrojeniowych rodem z Ameryki. Nieustający od kilku lat wzrost budżetu wojskowego (1) to stale zwiększające się źródło wpływów dla korporacji w postaci zamówień na sprzęt wojskowy ( od kilku dekad nie pojawiło się większe zamówienie na uzbrojenie, którego koszt końcowy nie został znacznie przekroczony w stosunku do kosztu wstępnego). Zyski generowane są także przy okazji...strat ponoszonych przez wojska USA podczas prowadzonych wojen, a są to straty znacznie większe od tych, które podawane są do oficjalnych wiadomości (2). Przerzucanie wojsk USA do kolejnych państw idzie w parze z równoległą promocją sprzętu wojskowego produkowanego przez amerykańskie koncerny. Dla przykładu Czesi odrzucili pomysł utworzenia baz u siebie, a na samolot wielozadaniowy dla lotnictw wybrali szwedzko-brytyjskiego Grippena (3). Jak wiadomo inaczej postąpili Polacy wybierając F-16 Lockheeda Martina i zapraszając amerykańskich żółdaków do siebie.

Patrząc pod kątem militarnym amerykańskie bazy w Polsce nie mają większego znaczenia. Nie przestraszą one ani Rosji, ani nawet Białorusi, tym bardziej, że "oko supermocarstwa" i tak jak wiadomo spogląda raczej w stronę Kaukazu i Bliskiego Wschodu. Dlatego też ze strategicznego punktu widzenia, dla Amerykanów większą rolę będą miały bazy w Rumunii i Bułgarii. Lecz nie należy bagatelizować rozmieszczenia niektórych jednostek USAF i US Army w Polsce. To, co skłania Amerykanów do przerzucenia części jednostek do Polski to nie aspekt militarny, lecz polityczny. Nie będzie to jednak (jak sugerują media) działanie wymierzone przeciw Rosji czy Białorusi, lecz przeciw dominującym krajom Unii Europejskiej, czyli Niemcom i Francji, z którymi USA toczą od kilkunastu miesięcy wojnę o sfery wpływów na świecie. Bazy w Polsce czy innych postsocjalistycznych krajach pretendujących do UE, będą kolejnym gwoździem wbijanym przez USA w spójność tzw. zjednoczonej Europy. Podkreśli to z pewnością magazynowanie lub utrzymywanie w pogotowiu na terenie tych krajów sił lądowych posiadających taktyczną broń jądrową. Znajduje się ona na wyposażeniu artylerii dalekiego zasięgu w ciężkich dywizjach lądowych US Army (4)s, a użycie takich ładunków w razie konfliktu jest uzasadniona przez nową strategię militarną USA.
------ W takim ujęciu bazy amerykańskie w Polsce mogą nabrać zupełnie nowego politycznego wymiaru, w ramach, którego Polacy znowu zostaną potraktowani jako narzędzia ( politycy polscy jako marionetki) a nasz kraj jako potencjalny poligon lub, co gorsza arena nowego konfliktu. -----

PRAWO czy CHCIEĆ TO ZNACZY MÓC ?
Do tej pory sprawy pobytu na terenie kraju wojsk obcych regulowała ustawa z 1999 roku. W jej myśl w Polsce może przebywać do 1 tys. obcych żołnierzy przez okres 3 miesięcy. Odnosi się to głównie do ćwiczeń, jakie wojska natowskie realizują na naszych poligonach. Jednak już na początku tego roku większość klubów parlamentarnych opowiedziała się za projektem zmieniającym zasady pobytu i przemieszczania się na terenie kraju wojsk obcych. W nowelizacji tej stwierdzono m.in., że jeśli pobyt obcych jednostek wojskowych wynika ze współpracy w ramach ćwiczeń, akcji humanitarnych czy antyterrorystycznych, te ograniczenia nie będą obowiązywały. Tym samym została utworzona "prawna furtka" dla sprowadzenia do Polski wojsk amerykańskich.

GDZIE, KTO i SKĄD?
Doniesienia na temat tego, jakie jednostki zostaną przeniesione z Niemiec i do jakich konkretnie polskich miejscowości nie są wolne od propagandowego nastawienia. Chodzi tutaj o mamienie "zyskiem z baz" regionów kraju szczególnie dotkniętych bezrobociem. Tego typu "medialną politykę zwalczania bezrobocia" bazami amerykańskimi prowadzi między innymi Wprost. W tekście "Lotniskowiec Polska" - Piotra Kudzia i Grzegorza Pawelczyka z 2 marca 2003 dowiadujemy się, że pod Białą Podlaskę ma zostać przeniesiona lotnicza baza z Ramstein, co związane będzie z inwestycją rzędu 6 miliardów dolarów.

Podobnie w innych mediach główną uwagę kieruje się na tę bazę lotniczą gdzie stacjonują dwa skrzydła lotnictwa transportowego USAF. Z tym, że Amerykanie tej bazy akurat nie zamierzają przenieść. Co więcej przenoszenie baz nie ma służyć napędzaniu koniunktury gospodarczej w kraju, gdzie są przewidywane bazy, lecz by zaoszczędzić. Dlatego amerykańskie bazy przeniesione zostaną do tych polskich jednostek, które posiadają najlepiej rozwiniętą ( za polskie pieniądze) infrastrukturę.

W chwili obecnej w Niemczech, skąd mają być przerzucane bazy do Polski i na Bałkany stacjonuje blisko 71 tysięcy żołnierzy (5). Są to głównie wojska lądowe w postaci V Korpusu( w tym dwie ciężkie dywizje) i jednostek wsparcia oraz dwie główne bazy lotnicze. Wspomniana baza w Ramstein gdzie stacjonuje 453 i 86 skrzydło lotnictwa transportowego, oraz w Spangdahlem ( pod Trier ) gdzie rozlokowane jest 52 skrzydło lotnictwa bojowego. I to raczej ta ostatnia wchodzi w rachubę, jeśli idzie o dyslokację do Polski. Jednostka ta ma na wyposażeniu około 30 samolotów F-16, 8-16 sztuk F-15, 16 samolotów szturmowych A-10 i ostatnio także 10-12 samolotów o zmniejszonej wykrywalności F-117. Łącznie jest to około 4 tysięcy żołnierzy. Skrzydło to byłoby rozlokowane głównie na terenie Wielkopolski. Podstawowa baza znalazłaby się najprawdopodobniej w Powidzu, natomiast lotniska rezerwowe w Krzesinach, ewentualnie Mirosławicach i Łasku ( pod Łodzią ). W przypadku baz wojsk lądowych w grę wchodziłyby miejscowości, w których jeszcze nie tak dawno stacjonowały wojska radzieckie. Lecz na razie Amerykanie bardziej zainteresowani są naszymi poligonami w Drawsku Pomorskim, Świętoszowie, Wędrzynie, Ustce, Orzyszu.

REALNE STRATY...
Podobnie jak w przypadku hipermarketów straty wszystkich obywateli przerosną daleko zyski nielicznych czerpiących profity. Jako że ciężar utrzymania baz spadnie przede wszystkim na budżet państwa, nie będą one odczuwane w sposób bezpośredni przez obywateli RP. Tym bardziej paradoksalnie, niektórzy mogą cieszyć się ze sprzedaży Amerykanom tego i owego, lecz w skali kraju straty odczują pośrednio wszyscy poprzez kolejne cięcia socjalne tam będzie się zapewne szukać oszczędności w zaspokajaniu strat ekonomicznych wynikłych z utrzymania amerykańskich baz wojskowych w Polsce.
Już z chwilą przeprowadzenia się wojsk amerykańskich stracimy realnie wszystkie te pieniądze, które z w ostatnich latach z budżetu MON poszły na remont i modernizacje polskich lotnisk i gdzie teraz za darmo wprowadzą się Amerykanie. --- A są to koszta nie małe. Modernizacja lotniska w Krzesinach ( w latach 1999-2002) kosztowała 230 milionów złotych, za podobna sumę zmodernizowano największe polskie lotnisko w Powidzu. Z chwilą przybycia tam Amerykanów kwoty te od razu możemy wpisać na pule strat ekonomicznych.-----

W Niemczech bazy USAF były w dużej mierze darmowo obsługiwane przez niektóre niemieckie jednostki wojskowe. Chodzi na przykład o obronę przeciwlotniczą. Lotniska wykorzystywane przez jednostki amerykańskie są tam strzeżone przez niemieckie wyrzutnie przeciwlotnicze (6). Trudno zakładać, że inaczej będzie się działo w przypadku (wyjątkowo uległej wasalom zachodnim) Polski. Roczny koszt utrzymania tego typu jednostki wynosi do kilkunastu milionów złotych.

Kolejne straty to te, które bezpośrednio poniesie gmina czy powiat, w którym stacjonować będzie jednostka. Chodzi o koszty utrzymania infrastruktury komunalnej jak choćby remonty niszczonych przez ciężki sprzęt dróg. Osobom posiadającym nieruchomości w bezpośredniej bliskości baz z pewnością spadnie ich cena nominalna, za co będą mogli domagać się odszkodowań.

Osobnym tematem związanym z kosztami są skutki zniszczenia i zanieczyszczenia środowiska. Bowiem administracja USA nie uznaje przepisów i prawa ochrony środowiska państw, w których zakłada bazy. Za szkody Amerykanie nie odpowiadają, a całość skutków rekultywacji terenu, neutralizowania zanieczyszczeń ponosić będzie gmina i jej mieszkańcy. Zniszczenia ekologiczne są niestety stratami niewymiernymi, mimo tego, iż jak pokazują przypadki rekultywacji terenów po wojskach radzieckich koszta tegoż idą w setki milionów złotych. Chodzi tu nie tylko o zanieczyszczenie powietrza, lecz przede wszystkim skażenia wód powierzchniowych i gruntowych oraz skażeń gruntów. W przypadku amerykańskich baz takich skutków należy się spodziewać. W Niemczech wspomniane skażenia są skutkiem zrzucania przez samoloty amerykańskie resztek paliwa (7). Dla przykładu w gminie Binsfeld położonej w bezpośrednim sąsiedztwie lotniczej bazy wojskowej Rhein-Main. Ze zmarłych między 1990 a 2000 r. 97 mieszkańców 95 zabił rak. Tę zachorowalność można położyć na karb nie tylko zanieczyszczeń i skażeń powietrza, wody i gleby, lecz także zwiększonego wpływu promieniowania elektromagnetycznego i zwiększonego poziomu infradźwięków. Poza tym w pobliżu lotnisk normy natężenia hałasu są przekraczane.

Inna sferą zagrożeń zdrowotnych i ekologicznych są skutki wynikłe ze stosowania wysoce niebezpiecznych systemów uzbrojenia. Temat jest najczęściej bagatelizowany bądź zupełnie przemilczany przez media. Mowa tu przede wszystkim o użyciu amunicji ze zubożonym uranem. Wynikiem stosowania bojowego tego typu pocisków są "obłoki" zawierające radiacyjne mikrocząsteczki, powstałe w wyniku spalenia uranowych rdzeni. Wynikiem stosowania tego typu amunicji są setki tysięcy ofiar cywilnych w Jugosławii, Iraku i Afganistanie, a także tzw. "syndrom zatoki perskiej", czyli choroba, która dotknęła żołnierzy zachodnich po wojnie w Iraku i Jugosławii (8). Skutkami, które równie trudno wyliczyć są straty wynikłe ze spadku zdrowotności osób narażonych na działanie zanieczyszczeń spowodowanych przez funkcjonowanie baz.
Kolejną niewymierną sferą strat jest wzrost kryminogenności. Chodzi tu zarówno o przestępstwa dokonywane przez żołnierzy amerykańskich jak i wzrost znaczenia takich patologii jak prostytucja. O czym media nie informują to fakt, iż żołnierz amerykański, który popełnił przestępstwo, jest sądzony (i zwykle uniewinniany) przez amerykańskie sądy, a wymiar sprawiedliwości danego kraju nie ma dostępu do sprawy, gdyż jest ona "objęta klauzulą tajności". Tak działo się między innymi w przypadku strącenia kolejki linowej w Alpach w 1998 roku przez samolot USAF, czy podczas masowego gwałtu 12 Japonki na Okinawie w 1995 roku.

...I NIEREALNY ZYSK
Rola oficjalnych mediów w urabianiu opinii publicznej już kilka razy była tu przytaczana. Niemniej kuriozum akcji propagandowej dotyczy rzekomych zysków, jakie ma uzyskać Polska. Według Rzeczpospolitej, Polityki, Gazety Wyborczej czy Trybuny sprowadzenie jednostek amerykańskich do Polski to niemal remedium na bezrobocie i zastój gospodarczy. Uzasadnieniu tej tezy mają służyć różnorakie sumy i kwoty, które wpływają do budżetów landów niemieckich czy inne zestawienia wyssane najczęściej z palca. ----Wszystkie te kwoty podawane są nie tylko bez podania źródeł informacji, lecz bez cienia logiki czy zastosowania podstaw arytmetyki.---- Nie wiadomo tylko czy redaktorzy sami ulegają tej magii liczb zawieszając na ten czas swój racjonalny umysł czy po prostu liczą na powszechne skretynienie odbiorców, tych informacji.-----
Posłużmy się przykładami.

Rzeczpospolita z 9 grudnia 2003, tekst Elizy Olczyk i Zbigniewa Lentowicza - materiał jest doniosłym i kuriozalnym. Doniosłym, ponieważ dane w nim zawarte parokrotnie wykorzystywano później w innych mediach, a kuriozalnym ze względu na zawartość nie prawdziwych, tendencyjnych informacji. Głównie chodziło o informacje podające koszta utrzymania i wpływów do lokalnych budżetów ze strony jednej z polskich jednostek. Co ciekawe nie wspomniano skąd pochodzą dane. Podano jedynie, że informacje są wypowiedzią: "dowódcy jednej z polskich elitarnych brygad". Ważne, że przy okazji tego przedstawiono informację, że polska jednostka daje zatrudnienie 60 cywilom na roczną kwotę 3.5 mln złotych, kupuje żywność za 23 miliony (9), a baza amerykańska da zatrudnienie 200 osobom, więc i wpływy będą proporcjonalnie większe. Podane kwoty są nie małe, zatem kuszące z tym tylko czy prawdziwe?

Jeśli podzielimy wymienione w tekście 3.5 miliona złotych przez 60 osób i przez 12 miesięcy okaże się, że miesięcznie przeciętny cywilny pracownik zarabia 4681 złotych brutto. Jak na sprzątaczki, hydraulików, fryzjerów i nielicznych księgowych to całkiem nieźle, wręcz tak dobrze, że każe nam to wątpić w wiarygodność tej informacji. Jeżeli podobnie arytmetycznie zweryfikujemy kwotę rzekomych wydatków ( niespełna dwutysięcznej brygady) na roczne wyżywienie, okaże się, iż miesięcznie na wyżywienie jednego żołnierza przypada około 1000 złotych. Wynika z tego, że mamy najlepiej odżywionych na świecie żołnierzy. Niestety prawda jest taka, że na wyżywienie jednego żołnierza w ciągu miesiąca wydaje się góra 250-300 złotych. Czyli tym razem kwotę zawyżono 3-4 razy. Czy tylko po to, aby zawyżyć potencjalny zysk z żołnierz amerykańskich? Czy w takim razie autorzy tekstu specjalnie nie podali nazwiska dowódcy i nazwy jednostki, bo zdawali sobie sprawę, że mówi on nie prawdę? Czy może, dlatego nie podano tych informacji, ponieważ wymyślono sobie dowódcę i jednostkę a sumy to ars poetica? W każdym razie w całym tekście redaktorów Rzeczpospolitej aż roi się od tego typu wydumanych kwot związanych z utrzymaniem wojska. Pełny zestaw tych fantazji zamieszczam w aneksie.

Poza danymi o utrzymaniu jednostek polskich podano także, że koszt utrzymania bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech, wynosi miliard dolarów, co jest akurat zgodne z prawdą, lecz dalej podano, że rocznie z bazy za usługi do budżetu Nadrenii Palatynatu wpływa 349 milionów dol. Nie wyjaśniono niestety, co kryje się za słowem "usługi". Ponieważ w istocie na usługi ( drobne remonty, naprawy, usługi rzemieślnicze itp) w budżetach armii amerykańskiej wydaję się średnio 1-2% budżetu. Z tego wynikałoby, że faktycznie w Ramstein nie wydaje się na usługi więcej niż 10-20 milionów dolarów. Potwierdzałyby to dane Trybuny, która podaje, że rocznie wszystkie bazy w Niemczech (z tego typu usług) wzbogacają budżet Niemiec na kwotę 184 milionów euro ( czyli nieco ponad 200 milionów dolarów). Czyli dane Rzeczpospolitej są zawyżone, co najmniej 17 razy.

Podobne w charakterze dane i wyliczenia podają inne gazety. Można tu zauważyć swoistą rywalizację, jeśli idzie o licytowanie się jak wielkie sumy pieniędzy wpływają za pośrednictwem amerykańskich baz do budżetów niemieckich landów. We Wprost z 12.02.2004 ( "Lotniskowiec Polska") czytamy: rozmawialiśmy z władzami i mieszkańcami Trewiru, miasta położonego w pobliżu bazy lotniczej w Spangdahlem (Eifel). Co roku dzięki bazie lokalna gospodarka jest zasilana kwotą 180 mln dolarów. Amerykanie ze Spangdahlem musieliby się bardzo natrudzić, aby sprostać tej tezie, ponieważ cały koszt utrzymania bazy ( paliwo, koszt ćwiczeń, płace itd) to nieco ponad 400 milionów dolarów. Biorąc pod uwagę koszty zamawianej żywności i usług. Baza w Spangdahlem może zasilać lokalny budżet rocznie sumą około 20 milionów dolarów (10). W tym samym temacie jeszcze dalej posuwa się Trybuna sugerując, że według danych Ministerstwa Gospodarki landu : do budżetu Nadrenii Palatynatu dzięki bazom rocznie do budżetu trafia 1.2 miliarda euro i przy bazach znajduje zatrudnienie 27 tysięcy Niemców. Zastanawiające to dane, jeśli według oficjalnych niemieckich danych ( ministerstwo gospodarki) w całych Niemczech zatrudnienie przy bazach w ostatnich latach mocno spadło i osiąga obecnie liczbę 20 tysięcy zatrudnionych.

Co więcej ze stron internetowych Palatynatu Nadrenii można się dowiedzieć jak wyglądają wpływy do budżetu tego landu. Są tam zawarte dane o podmiotach wnoszących o wiele mniej niż wspominane 1.2 miliarda euro, niemniej baz amerykańskich, tam nie znajdziemy.

W tym niemieckim landzie stacjonuje około 24 tysięcy żołnierzy amerykańskich. Jeśli przyjąć za bazę strukturę wydatków budżetu wojskowego USA, to na żywność, usługi i remonty Amerykanie nie powinni wydać więcej aniżeli 100-110 milionów euro. Do tego dołóżmy cywili niemieckich pracujących w bazach, czyli około 7 tysięcy osób ( nie 27 tysięcy, chyba, że komuś niechcący przed siódemka dopisało się dwójkę) i ich roczne zarobki- około 160-200 mln euro. Jeżeli przyjmiemy ( w ślad za doniesieniami polskich dziennikarzy), że ponad połowa Amerykanów stacjonuje w kwaterach prywatnych ( nie wiedzieć, czemu, skoro za darmo mogą mieszkać w kwaterach specjalnie budowanych przez Amerykanów dla tych celów przy bazach) to dodatkowo można by dodać około 120 mln euro. Aby jeszcze sprostać danym Wprost załóżmy, że Amerykanie wydadzą w Niemczech na rozrywki aż dziesiątą część swoich zarobków ( przepustek żołnierzom nie wydaję się co tydzień, a przecież trudno przyjmować, że podczas jednej przepustki żołnierz wyda 400 euro),to da nam łączną kwotę 500 - 550 mln euro. Jest to kwota skrajnie zawyżona. Najbardziej prawdopodobna wydaje się być kwota 250-300 mln euro w skali Nadrenii Palatynatu w ciągu roku. Czyli zyski we Wprost zawyżono 2.5 - 5 krotnie. Z kolei Trybuna w tekście "Odwrót wielkiej armii" twierdzi, że gospodarka całego landu jest uzależniona od wojskowych inwestycji. Roczny budżet Nadrenii Palatynatu sięga blisko 114 miliardów euro. Zastanawiające jak 0.2-0.4% wpływów do tego budżetu, może uzależniać cała resztę gospodarki. Wracając do Wprost jego dziennikarze zawyżają sumy, jakie rzekomo Polska ma zyskać z inwestycji amerykańskich. Tutaj redaktorzy Wprost mieli na myśli zarówno bazy jak i offset amerykański za F-16. I tym razem autorzy "Lotniskowca Polska" pozwolili na pracę swojej wyobraźni. Jak wiadomo Amerykanie w chwili obecnej mają problemy z zaliczeniem choćby połowy puli ( 3 miliardy dolarów ), która miała być offsetem za F-16. A realne wpływy z wojskowych baz amerykańskich do budżetu Polski w skali roku nie będą przewyższać kwoty 80 milionów dolarów ( daleko temu do 20 miliardów). Zakładając optymistycznie, że część żołnierzy będzie stacjonować w prywatnych kwaterach, że większość pożywienia będzie nabywana na miejscu (11), i że bazach zatrudnienie znajdzie paruset Polaków oraz to, że Amerykanie zostawią tu część zarobionych pieniędzy. Lecz w Polsce ogólne ceny są kilka razy niższe niż w Niemczech stąd i wpływy do lokalnych budżetów będą znacznie mniejsze. Ponadto od pobożnych życzeń odejmując realia zyski z baz amerykańskich w Polsce ( przy założeniu, że będzie tu stacjonować około 5 tysięcy żołnierzy) mogą wynosić 20-30 milionów dolarów rocznie. "Likwidacja bezrobocia" powinna skutkować około 200-250 nowymi miejscami pracy, nie zaś 20 tysiącami (!) jak wmawia ludziom Wprost. Prawdopodobnie większe zyski może przynieść rozbudowa szarej strefy, czyli świadczenie seksualnych usług dla amerykańskich żołnierzy. Myślę, że w tej branży, przynajmniej lokalnie bazy mogą spowodować nie małe ożywienie. Zatem jedyne miliardy związane z bazami, o których wspominała polskojęzyczna prasa to będą miliardy dolarów strat poniesionych przez polski budżet i obywateli naszego kraju.

ANEKS czyli o niecodziennych pieniądzach w codziennej prasie
W Rzeczpospolitej z 9.12.2003 Eliza Olczyk i Zbigniew Lentowicz opierając się na danych czerpanych z "anonimowym dowódcą pewnej polskiej elitarnej brygady" przytaczają niesamowite wyliczenia kosztów, jakie w ramach utrzymania polska jednostka zasila okoliczny budżet ( w domyśle raczej gminy). Dalej dziennikarze sugerują, że zarobki lokalnej społeczności w okolicy, w której znajdzie się baza sił amerykańskich będzie jeszcze wyższa.

Oto dane z gazety i arytmetyczna ich weryfikacja:
Roczne wypłaty dla 60 pracowników cywilnych - 3.5 miliona złotych.
3.5 miliona dzielimy przez 60 ( pracowników), następnie przez 12 miesięcy i uzyskujemy kwotę 4.861 złotych miesięcznie na osobę. Pracownikami cywilnymi są: księgowi ( w tym przypadku kwota ta mogłaby się wydawać prawdopodobna), fryzjerzy, sprzątaczki, konserwatorzy itp.

Roczne wydatki na żywność dla niespełna 2000 tysięcznej brygady - 23 miliony złotych.
23 miliony dzielimy przez 1900 ( ilość żołnierzy w brygadzie najczęściej jest jeszcze niższa), następnie przez 12 ( miesięcy). Daje nam to kwotę 1008 złotych wydawanych miesięcznie na wyżywienie jednego żołnierza. Dla ułatwienia dodam, że w naszej armii miesięcznie na wyżywienie jednej osoby wydaje się 250-300 złotych.
Wywóz odpadów i nieczystości - 1 milion złotych.

Średnio w Polsce za wywóz tony odpadów płaci się 100-200 złotych. Po prostym dzieleniu okazuje się, że brygada chcąc wydawać milion złotych na wywóz odpadów, musiałaby ich produkować rocznie od 5000 do 10 000 ton. Czyli dziennie produkowano by od 13.7 do 27.4 tony śmieci. Czyli od 7.2 do 14.4 kilograma na osobę. Średnio w Polsce pojedyncza osoba produkuje jeden kilogram śmieci na dzień. Z tego wynika, że albo dowódca brygady wywozi na śmieci po kawałku czołgi, albo koszty wywozu śmieci zawyżono, conajmniej kilkukrotnie.

Roczne wydatki na leki i materiały medyczne - 500 000 tysięcy złotych.
Pół miliona dzielimy na 1900 ( osób). Otrzymujemy 263 złote na roczne koszty leczenia jednego żołnierza. Nie wiadomo czy żołnierze chorują rzadko, w każdym razie leczy się ich sporadycznie. Wątpliwe, aby każdy żołnierz przynajmniej raz w roku zachorował i to na tak wysoką kwotę leczenia. Tym bardziej, że cięższe przypadki leczone są w osobnych szpitalach wojskowych. Wydaje się, że kwota tych wydatków została zawyżona 5-6 razy.

Roczne wydatki na usługi telekomunikacyjne - 1 milion złotych.
Milion dzielimy na 12 ( miesięcy). Otrzymujemy kwotę 83.3 tysiąca złotych opłat miesięcznie. Odejmijmy od tego kilka tysięcy złotych, ( choć to pewnie mniejsze koszta) za opłatę abonamencką i ewentualne stałe łącza internetowe. I przyjmijmy, że jeden impuls to około 0.4 złotego. Podzielmy około 77 tysięcy złotych przez impuls, a da nam to sumę 192 tysięcy impulsów w ciągu miesiąca. Czyli 6416 impulsów wydzwanianych dziennie. Jeden impuls to trzy minuty. Jeden dzień składa się z 1440 minut, czyli 480 impulsów. Z tego wynikałoby, że w brygadzie przez 24 godziny na dobę dzwoni conajmniej 13 aparatów telefonicznych. No chyba, że sztabowcy lubią dzwonić, na 0700, co by wyjaśniało tak duże wydatki.

Roczny zakup artykułów biurowych, papierniczych, gospodarczych i chemicznych - 1 milion złotych.

Podobnie jak poprzednim razem milion podzielny przez 365 (dni), a to nam pozwoli określić, iż dziennie na wydatki typu: papier toaletowy, chemia gospodarcza, notatniki, długopisy, tonery, papier ksero, druki dokumentów itp. przeznacza się 2739,7 złotego. Dla porównania w przeciętnym przedszkolu ( 50 osób nieustannie zużywających papier i się brudzących) miesięcznie wydaję się na tego typu zakupy około 2 tysięcy złotych. Lecz już szkoła ze stołówką ( 250 osób) wydaje tylko dwa razy więcej niż przedszkole ( 4 tysiące złotych miesięcznie). Po prostu tego typu koszty proporcjonalnie maleją wraz ze wzrostem ilości osób. Oczywiście w jednostce wojskowej ludzie przebywają dwa razy dłużej ( nie licząc nocy) niż w szkole. Mimo tego i w tym przypadku wyliczenia wydatków brygady wydają się w mocno przesadzone ( conajmniej dwukrotnie), chyba, że z papieru toaletowego robi się serpentyny i konfetti a tonerem do kserokopiarek pastuje buty.
Roczny podatek gruntowy - 300 tysięcy złotych, Podatek transportowy - 300 tysięcy złotych - wydają się wysoce prawdopodobne.

Z kolei Roczne wydatki na transport w wysokości 1 miliona złotych wydają się prawdopodobne, ale pod warunkiem, że w kosztach uwzględnimy wydatki na paliwo i utrzymanie parku maszynowego nie zaś jak sugeruje tekst opłaty za przewóz kolejowy ciężkiego sprzętu. Sprzęt taki z racji ćwiczeń poligonowych przewozi się rzadko. A najczęściej ćwiczenia odbywają się na terenie jednostki. Poza tym nie prawdą jest, że wojska płacą za wynajem platform samochodowych do przewozu ciężkiego sprzętu, ponieważ to jedynie wojsko znajduje się w posiadaniu takich platform, więc trudno, aby sobie samemu płacili za ich wynajęcie.

Natomiast trudne do zweryfikowania są podane roczne wydatki na remonty w wysokości 500 tysięcy złotych. Przy prowadzeniu pewnych inwestycji budowlanych na terenie jednostki to taka skala wydatków jest możliwa.

W każdym razie symptomatyczne jest, że dochodzi w przypadku tego typu tekstów do tak bezczelnych kłamstw. W związku, z czym informator ( dowódca brygady) celowo nie podaję swoich danych. Niemniej dzięki takiej formule buduje się tekst ze skrajnie tendencyjnymi informacjami. Z kolei autorzy tego tekstu czy sama redakcja pisma w razie zarzutu o fałsz zawsze mogą odwołać się do tego, iż cytowano "tylko anonimowego dowódcę", czyli właściwie nikogo, więc nikogo do odpowiedzialności nie można pociągnąć, a kłamstwo jak to kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą, za którą to dewizą starają się kroczyć środki masowego przekazu w tym kraju.

Rafał Qba Jakubowski

(1)Wydatki militarne USA w latach: 2002 331.2 miliarda dol., 2003 - 379.3 mld.dol, 2004 - 388 mld dol., 2005 - 408.8 mld dol., 2006 429,6 mld dol., 2007 451.4 mld dol. (strona Departamentu Obrony USAhttp://www.dtic.mil/comptroller/fy2003budget/)

(2)Od pierwszej wojny z Irakiem, Amerykanie swoje straty zaniżają ( w zależności od typu sprzętu) od 3 do 40 razy. Wkrótce ukaże się osobna publikacja poddająca weryfikacji straty wojsk amerykańskich i państw atakowanych, skuteczności stosowanych broni oraz przebieg konfliktów.

(3)Choć to mała pociecha dla Czechów, ponieważ w ostatnich miesiącach pojawiły się w prasie wojskowej informacje mówiące o chęci przejęcia 30% udziałów w SAAB/British Aerospace przez koncerny z USA ( najpewniej Boeninga )

(4)Dwie tego typu dywizje ( 1 dywizja Pancerna i 1 dywizja Kawalerii Pancernej) stacjonują obecnie w Niemczech i planowana jest ich dyslokacja. Wbrew temu, co na początku roku twierdził Rumsfeld raczej nie zostaną one przeniesione do USA ( mało opłacalne byłoby to dla USA posunięcie), lecz należy się spodziewać przerzucenia ich do Polski i na Bałkany.

(5)W Niemczech wojska amerykańskie przebywają w sumie w ponad 80 miejscowościach. Najwięcej żołnierzy stacjonuje w Hesii ponad 25 tysięcy, Nadrenii Palatynacie nieco ponad 24 tysiące, Bawarii ponad 15 tysięcy.

(6)Nowa Technika Wojskowa 12/03 str. 12

(7)Lądowanie zarówno z podwieszonym ( niewykorzystanym) uzbrojeniem jak i zbiornikami paliwa jest niedopuszczalne ze względów bezpieczeństwa. W związku, z czym samoloty przed lądowaniem pozbywają się tego balastu. Problem ten występował tylko marginalnie w lotnictwie polskim, gdy chodziło o eksploatację sprzętu radzieckiego. W Samolotach sowieckich w odróżnieniu do zachodnich kładziono mniejszy nacisk na zapewnienie dalekiego zasięgu, w związku, z czym rzadko używane są podwieszane zbiorniki z paliwem.

(8)Według danych zachodnich www.alternet.org w wyniku tegoż zmarło do tej pory blisko 8 tysięcy żołnierzy amerykańskich a 200 tysięcy uznawanych jest za chorych.

(9)Pełne zestawienie i weryfikację danych zawartych w tekście podano w aneksie.

(10)Są to dane zawyżone przyjmują bowiem, że całość wydatków na żywność jest ponoszona w Niemczech, podczas gdy wiadomo, że często większość żywności sprowadzana jest z USA.

(11)W bazach węgierskich do baz nawet wodę mineralną sprowadza się ze Stanów, a w strefie baz buduje się własne sklepy i kantyny.

 

tgtgtttttttttttttttzzttt| główna | zapowiedzi | linki | historia | relacje | kontakt | poradnik - pobór stop |